Strona parafii św. Jana Sarkandra w Bańgowie

III NIEDZIELA ADWENTU – GAUDETE

Wysłańcy, zwiastuni, heroldowie mają zazwyczaj bardzo trudne zadanie do wykonania. Z jednej strony ukazać oni muszą możliwie w najlepszym świetle tego „nadchodzącego”. Do namalowania takiego portretu, potrzebne są stonowane kolory i delikatne dotknięcie pędzla. Z drugiej strony zadaniem posłańca jest otwarcie zamkniętych dotąd dla tego „przychodzącego” – drzwi. Co zrobić, gdy nie otwierają się one pomimo próśb i najwspanialszych walorów tego, który idzie? Jan Chrzciciel jest człowiekiem mocnym, wychowała go pustynia i samotność. Tacy nie rozdzielają włosa na czworo, nie bawią się w subtelność i pieszczotliwość, zamiast długo szukać klucza do bramy, która nie chce się otworzyć, wyważają po prostu tę bramę. Twarde są kazania Jana Chrzciciela. Trzeba opowiedzieć się za lub przeciw. Ten, który idzie zacznie od przeprowadzenia na świecie sądu, oddzieli pszenicę od plew, pszenicę zgromadzi w spichlerzu, a plewy spali ogniem nieugaszonym. Drzewo nie przynoszące owocu – wytnie i wrzuci do pieca. Trzeba więc dobrze rozważyć, gdzie stanąć i to zaraz, bo siekiera sprawiedliwej pomsty jest już przyłożona do korzenia. Kazanie Jana Chrzciciela budzą zainteresowanie i zyskują rozgłos. Ludzie są skruszeni i pełni dobrych chęci, bo ci ludzie chcieliby dobrze żyć. Przychodzą więc do Jana i pytają, co mają czynić? Ludziom pytającym, co mają czynić, Jan nie nakazuje ani porzucenia pełnienia dotychczasowego zawodu, ani radykalnej zmiany trybu życia, nie zaleca żadnych pokutnych pielgrzymek do Jerozolimy, ani zadośćuczynienia ofiarom grzechu. Żadnych długich modłów, czy uciążliwych postów. Zaleca natomiast sprawiedliwości i miłosierdzie. Sprawiedliwość tym, którzy dotąd grzeszyli niesprawiedliwością, którzy krzywdzili drugich i zagarnęli nie swoje, a miłosierdzie zaleca wszystkim ludziom. W trzecią niedzielę adwentu warto spojrzeć na samego siebie, warto sobie postawić tamto pytanie znad Jordanu: co mam czynić? Jak żyć, by to życie było drogą ku spotkaniu z tamtym Nadchodzącym? Jeżeli od celnika i pogańskiego żołdaka wymagano sprawiedliwości, to postawa taka cechować powinna tym bardziej ucznia Chrystusa. Jest to bowiem fundament wszystkich cnót moralnych, żąda ona: oddaj każdemu co mu się należy! Każdemu, to znaczy i Bogu i człowiekowi. Bogu daj przysługujące Mu część i posłuszeństwo. Twojemu bratu – człowiekowi, daj poszanowanie jego godności i praw. W parze ze sprawiedliwością powinno iść miłosierdzie. Zapytaj dziś serce o konkretny program swego chrześcijańskiego „jutra”. Bo miłość, to nie tylko wewnętrzne nastawienie, piękne uczucia i górne słowa. Miłość, to przede wszystkim czyn. Niech mi więc moje własne serce powie: komu trzeba przebaczyć, z kim się pojednać, do kogo podejść z zaufaniem, czyją biedę wspomóc?

Ks. Ireneusz

II NIEDZIELA ADWENTU

We wstępie do swojej Ewangelii zaznacza Łukasz, ile troski włoży w wiarygodność i historyczność tego dzieła: „Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszej chwili i opisać … po kolei”. I właśnie tak historycznie, z osadzeniem faktu, rozpoczyna opis publicznego wystąpienia Jana Chrzciciela. Nam się czasem wydaje, że jak już sobie życie jako tako ułożymy, uporządkujemy, jak już odejdzie od nas to, co serce plami i poniża, to wówczas rozglądamy się i za Bogiem. A co, jeżeli On przyjdzie wcześniej? A co, jeżeli nas zaskoczy, tak jak zaskoczył kiedyś tamtych? Nie bójmy się jednak tego nieoczekiwanego przyjścia. Kiedykolwiek by ono nastąpiło i w jakiejkolwiek sytuacji nas zostało, trzeba ku niemu wyciągnąć ręce. Bo Bóg, który przychodzi, to Bóg Zbawiciel. Niepotrzebne Mu dobre czasy. To On czyni czasy dobrymi. To On umożliwia człowiekowi przemeblowanie życia i trwały ład. Ale zbawi On tylko tych, którzy chcą być zbawieni. Nie skorzystali z oferty ani Piła, ani Herod, ani Annasz czy Kajfasz, choć każdemu z nich dana była łaska osobistego zetknięcia się z Chrystusem. Niechętnymi spotkaniu i brudnymi rękami dotknęli oni wprawdzie „pełni czasów”, ale osobiście nie skorzystali na tym nic. Odtąd tylko ich imiona pozostaną w historii na świadectwo, iż tamto, które Łukasz zaczyna opisywać, nie jest bajką, legendą, wytworem fantazji, ale faktem, który da się umiejscowić w konkretnym czasie, na konkretnie określonej przestrzeni. A wszystko zaczęło się tak: koczujący gdzieś na odludziu Pustelnik Jan otrzymuje któregoś dnia znak: „czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże”. Żegna pośpiesznie samotność i wyrusza w drogę. „Obchodził więc całą okolicę i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów”. Kto mu powiedział, że wybierając się na spotkanie z Bogiem, trzeba zacząć od zerwania z grzechem i wymazania go z życia przez nawrócenie i pokutę? Jan był mądry Biblią i własnym, czystym sumieniem. My, mniej od niego mądrzy i nieporównywalnie mniej święci, wchodzimy co roku w nasz adwent z zupełnie innymi troskami. Kto tam myśli o sumieniu i czystym sercu? Choć Boże Narodzenie obiecuje nam spotkanie nie z bajką, ale z rzeczywistością, a w tej rzeczywistości nie z czymś, ale z kimś, nasze przygotowanie do świąt wygląda tak, jakby tamten Przychodzący był na niby i jakby uczcić Go można nie sobą, ale rzeczami. Szał potrzebnych i niepotrzebnych zakupów, podarunki, świecidełka, wyjazdy, listy, smsy. Przecież to wszystko jest wyłącznie dla nas i dla naszych! A co dla Niego?

Ks. Ireneusz

Odwiedziny duszpasterskie

I NIEDZIELA ADWENTU

Komu jak komu ale człowiekowi XXI wieku nie trzeba dopiero opisu Ewangelii, by dowiedział się, jakie to okropności czekają świat i ludzkość w dniu, w którym „moce niebios zostaną wstrząśnięte” i to, co wydawało się trwałe i bezpieczne nagle zacznie rozsypywać się jak skorupy rozbitego dzbana. Człowiekowi XXI wieku mówi o tym wystarczająco wyraźnie nauka. Współcześni fizycy, chemicy, biolodzy, różnego rodzaju specjaliści od analizowania rzeczywistości, grzebania w ziemi lub patrzenia w gwiazdy, wszyscy ci, do wczoraj jeszcze zwiastuni postępu i heroldowie optymizmu, coraz częściej przeobrażać się zaczynają w proroków ostrzegających świat przed zniszczeniem i zagładą. Jeśli te teorie, hipotezy, przepowiednie lub ściśle naukowe wnioski nie przyprawiają ludzi o zbiorowy obłęd, to świadczy to albo o bezmyślności, albo o odporności ludzkiej psychiki, która zdolna jest przyzwyczaić się do najgorszego. W każdym razie nikomu z tych, co opisują rzekomy koniec świata, nie przychodzi do głowy zapraszać nas do pogody, a już tym bardziej do optymizmu i radości. To tylko Jezus ma odwagę rzucić uczestnikom ostatecznej katastrofy to niepojęte zdanie: „A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupieniem”. Zdanie to, czytanie w pierwszą niedziele adwentu, u progu nowego Roku Kościelnego, urasta do miary hasła i programu. Chrześcijanin powinien wziąć je w swoje życie i jego treścią przemienić każdą, nawet tę najczarniejszą, nawet tę huczącą gromami ostatecznej katastrofy noc. Ma zaś prawo to uczynić dlatego, ponieważ w chmurzącą się przed nim przyszłość wchodzi nie sam, ale z Jezusem. Chrześcijanin nie boi się tego przyjścia. Kto wierzy w Jezusa, kto Mu zaufał, kto zjednoczony jest z Nim miłością, ten już teraz, w czasie swojego ziemskiego życia, wyrastać zaczyna jak On, ponad to, co zmienne, przygodne, podlegające zniszczeniu i śmierci. Nawet przez najgorszy chaos pójdzie bezpiecznie ku obietnicy danej człowiekowi przez Boga. Ludzka głupota, przemoc zbrodniarzy lub tragiczny los mogą wprawdzie odebrać mu wszystko, co ma. Nie zabiorą wszakże najważniejszego: tego, kim jest.

Ks. Ireneusz

Uroczystość JEZUSA CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA

Czy Ty jesteś Królem żydowskim?”. Hałasująca na schodach, przed bramą trybunału zgraja ludzka nie słyszała pytania Wielkorządcy. Ale gdyby usłyszała i ona parsknęłaby śmiechem. Ten królem? Po prostu tytuł ten mógł najskuteczniej zaprowadzić Oskarżonego na krzyż. A o to przecież chodziło. Ale każdy z tych, krzyczących, gestykulujących i miotających się dziko po dziedzińcu mężczyzn wiedział, że kim jak kim, ale królem to Jezus nie był. Patrzyli przecież od lat na Jego życie. Widzieli, jak wędrował pieszo kamienistymi drogami Judei czy Galilei, jak sypiał często na ziemi, owinięty tylko w płaszcz i drżący od chłodu nocy, jak jadł suchy chleb, popijając wodę ze studni czy potoku. Nie miał nie tylko pałacu, ale nawet własnego domu. Nazarejczyk nie był otoczony wojskiem, wystrojonymi dworzanami lub zgiętymi wpół niewolnikami, ale 12 rybakami, ludźmi prostymi, topornymi. Byli to w gruncie rzeczy dobre chłopy, ale na straż przyboczną króla, raczej się nie nadawali. Czekający na wyrok Poncjusza Piłata ludzie wiedzą to wszystko. Wiedzą także, że kiedy raz rozentuzjonowany tłum ofiarować chciał Nazarejczykowi koronę królewską, On nie tylko nie uległ podsuwanej pokusie sięgnięcia po władzę, ale uszedł potajemnie na miejsce nieznane, jakby chcąc się zdecydowanie i raz na zawsze odciąć od tego rodzaju ofert. Ten biedny Człowiek otwiera nagle usta. Ani się broni, ani usprawiedliwia. Przeciwnie. Jakby przekonany, że pytanie które do Niego skierowano, było samo przez się zrozumiałe, zaczyna mówić o swojej władzy monarszej i o jakimś królestwie, które wprawdzie nie jest stąd, ale w każdym razie gdzieś jest, gdzieś istnieje. A mówi to wszystko głosem spokojnym, opanowanym, bez cienia egzaltacji, jakby o rzeczy najzwyklejszej, o której wszyscy wiedzieć powinni. Piłat jest niebosiężnie zdumiony. Nie wierzy własnym uszom. Pyta więc raz jeszcze: „A więc jesteś królem?”. I znowu ta sama spokojna, beznamiętna, pełna wewnętrznej godności odpowiedź: „Tak, jestem królem”. Teraz Piłat już wie, że nie uda mu się w żaden sposób ocalić tego dziwnego więźnia. Będzie Go musiał skazać na śmierć, właśnie za to jego „królowanie”. Jezus wie również, że słowami, które przed chwilą wyrzekł, przypieczętował swój los. Dziwi nas fakt, że współcześni Jezusowi Żydzi nie dojrzeli w Jego osobie zapowiedzianego przez proroków Mesjasza-Króla. Tym bardziej, że wystarczyło mieć otwarte oczy, by pomimo przeciwnych pozorów, dostrzec w życiu i postępowaniu Proroka z Nazaretu rysy właściwe władcom i panującym. Wprawdzie Jezus zrobił wiele, by osłonić swą królewską godność płaszczem pokory i uniżenia, ale mimo tego całego przebrania pozostało w Jego życiu wiele, co Go zawsze zdradzało i co głośno krzyczało wszystkim uważnym, kim On naprawdę jest.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania Uroczystość JEZUSA CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

33 Niedziela Zwykła

Czy fragment dzisiejszej Ewangelii św. Marka, jak i w ogóle wszystkie przytaczane w Nowym Testamencie wypowiedzi Jezusa na temat końca świata, wolno nam ustawić w jednym szeregu z prezentowanymi teoriami lub hipotezami nauk ścisłych? Byłoby to nieporozumieniem. Takim nieporozumieniem, jak kiedyś próba naukowego odczytania tajemnice stworzenia świata i człowieka na podstawie wypowiedzi pierwszych rozdziałów biblijnej księgi Genesis. Podobnie jak tam, tak i tutaj Pismo Święte nie zamierza nikogo pouczać o przyrodniczych czy historycznych szczegółach zarówno początku, jak i końca świata, zostawiając te dociekania naukom ścisłym. Chce nam natomiast swoim opisem przybliżyć pewne prawdy religijne, które w tamtych zdarzeniach dochodzą w sposób szczególny do głosu. Posługuje się w tym celu językiem obrazowym a odpowiadającym zdolnościom i mentalności autora Świętej Księgi oraz poziomowi wiedzy przyrodniczej czy historycznej jego czasów. Nie wolno więc dać się usidlić niektórym, pobudzające wyobraźnię opisom, doszukiwać się specjalnych, tajemniczych znaczeń w różnych cyfrach, słowach czy imionach, którymi szczodrze czasem szafują święci Autorzy, i na ich podstawie budować chronologię i historyczność przytaczanych zdarzeń oraz ich zgodność ze współczesną biologią lub fizyką. W zapisanym przez św. Marka fragmencie mowy Jezusa, dotyczącej końca świata, wyróżnić można przynajmniej trzy wielkiej wagi myśli o charakterze wybitnie religijnym, którym poświęcić warto chwilę uwagi. Myśl Pierwsza – Bóg, który jest Stworzycielem świata, pozostaje także, i to zawsze, Jego suwerennym Panem. Może z tym światem zrobić, co zechce. W różnego rodzaju wypowiedziach proroków, a później Chrystusa, wyrażone jest przekonanie, że świat nie będzie trwał w nieskończoność. Jak miał swój początek, tak będzie miał i koniec. Nikt nie wie, kiedy to nastąpi. Daremne są tu wszelkiego rodzaju dociekania i spekulacje. Zalecona jest natomiast ciągła gotowość. Pomimo całej swej okropności, godzina końca świata, da sprawiedliwym okazję do pogłębienia ich zaufania do Boga, złym zaś, ostatnią szansę nawrócenia. Myśl druga – Bóg kocha świat, który kiedyś stworzył. Nie cieszy Go ani zniszczenie, ani śmierć tego, co sam powołał do bytu. Koniec świata nie będzie więc aktem jakiegoś zdenerwowania czy gniewu Boga, tym bardziej nie będzie jakąś formą Jego zemsty na ludziach za to, że nie byli Mu posłuszni. Będzie zaplanowanym od początku przez Opatrzność usunięciem starego, by w jego miejsce stworzyć nowe, piękniejsze jeszcze i lepsze od poprzedniego. Pismo Święte wielokrotnie zapowiada nadejście jakiegoś „nowego nieba” i „nowej ziemi”. I choć nie bardzo wiemy, co się pod tym pojęciem kryje, to przecież już samo słowo daje wiele do myślenia. Dla terroryzowanego grzechem, topiącego się we własnym brudzie, zapędzanego coraz bardziej ślepą uliczkę świata zaplanowany przez Boga ostatni dzień, to nie tyle koniec, co krok w szczęśliwe i bezpieczne, bo niedostępne dla zła i grzechu, „jutro”. Myśl trzecia – w centrum biblijnego opisu końca świata stoi Chrystus. Nie przypadkiem! Przecież wokół Jego osoby i stworzonego przezeń dzieła obraca się całe to „nowe”, które już wśród nas jest. Już się zaczęło, już rośnie. I którego czekające nas „nowe niebo” i „nowa ziemia” będą tylko dopełnieniem i ukoronowaniem.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 33 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

32 Niedziela Zwykła

Nareszcie będzie coś na kler i hierarchię – pomyśli może ktoś złośliwy, słysząc mocne słowa Jezusa, rzucane w dzisiejszej Ewangelii na teologów i kapłanów żydowskiej świątyni. A tak naprawdę powinniśmy wszyscy dogłębnie przemyśleć zarzuty sprzed 2000 lat postawione przez Jezusa, albowiem grzech i głupota są długowieczne i zarażają nawet po upływie setek lat, a wysokie i eksponowane stanowiska z natury swojej rodzą niebezpieczeństwo. Od pradawnych czasów religia bywała wykorzystywana do bardzo niereligijnych celów, a ludzie uczący innych o Bogu sami nie raz tym Bogiem zbyt mało się przejmowali. Jezus ostrzega swoich słuchaczy przed uczonymi w Piśmie. Widocznie są oni nie tylko śmieszni, ale i niebezpieczni. Niebezpieczni na skutek swoich powiązań z władzą, niebezpieczni wskutek możliwości wpływania na prawodawstwo, sądownictwo, opinię publiczną i zwyczaje. Niebezpieczni przez zły przykład jaki dają wierzącym. Wadami żydowskich teologów była obnoszona na pokaz zewnętrzność, którą przesłaniało się własną pustkę i nędzę, była obłuda, nadużywanie religii do bardzo niskich celów, było gonienie za: uznaniem, zaszczytami, pierwszymi miejscami. Smutnemu obrazowi ludzi, którzy czczą Boga tylko wargami, a nie sercem, przeciwstawia dzisiejsza Ewangelia innego człowieka. Człowiek ten znajduje uznanie w oczach Jezusa i otrzymuje Jego pochwałę. To opowieść o ubogiej wdowie, wrzucającej do kościelnej skarbony swoje ostatnie 2 grosze, nie jest bynajmniej w sposób sztuczny doczepiona do pierwszej części opowieści. Ona należy do niej organicznie, jako pewnego rodzaju pociecha, że świat nie składa się z samych obłudników, chciwców i poszukiwaczy wysokich stołków oraz pierwszych miejsc na ucztach. Są jeszcze wśród nas ludzie prości, skromni, z gruntu uczciwi, bezinteresowni, usuwający się w cień, bezgranicznie ufający Bogu i wprost nie do pojęcia wielkoduszni i ofiarni. Świat może ich nie dostrzega, ale Bóg zna swoich i na nich właśnie buduje.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 32 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

31 Niedziela Zwykła

Wielki Patriarcha Mojżesz uczy swoich rodaków wierności Prawu Bożemu. Mówi także o Bożej bojaźni, która jest wyrazem szacunku dla Boga i Jego poleceń. Nie jest to bojaźń niewolnicza, a raczej dojrzała postawa wypływająca ze świadomości i wiedzę tego, Kim jest Bóg, a kim jesteśmy my w stosunku do swego Stworzyciela. Miłość wyraża się zawsze w szacunku do woli tego, kogo się miłuję. A postępowanie zgodne z wolą Bożą prowadzi zawsze do pokoju i szczęścia. Natomiast nieszczęście nie może być odczytywany jako kara Boża, lecz raczej jako następstwo lekceważenia tego, czego chce Bóg. Czasami mówi się, że uczestnictwo we Mszy Świętej jest wyrazem naszej miłości do Boga, ale czy rzeczywiście tak podchodzę do Mszy świętej? A może jest ona dla mnie tylko obowiązkiem, rytuałem, powinnością! Czy naprawdę wypływa z potrzeby serca? Dziś w Ewangelii Chrystus przypomni o przykazaniu miłości, a w zasadzie wymieni dwa: te dotyczące Boga, którego należy miłować całym sercem, całym umysłem i ze wszystkich sił oraz te, dotyczące miłości drugiego człowieka, którego Chrystus nazywa bliźnim. Tak łatwo przychodzi nam te przykazania wyrecytować, barwnie opowiadać o miłości do Boga, spędzonych godzinach w kościele, pomnażaniu przeróżnych modlitw, odmawianiu litanii i koronek, ale o miłości do drugiego człowieka mówić tak trudno. Owszem do tego, kto jest mi przyjazny miłość przychodzi zawsze łatwo, ale do tego człowieka z marginesu, człowieka mniej życzliwego, dla złośliwego sąsiada, dla brata który przejął cały spadek po rodzicach – miłości jest już niesamowicie trudna i wymagająca. I właśnie wtedy tak łatwo usprawiedliwiamy się, że zostaliśmy skrzywdzeni, poranieni, że mamy prawo do swojego. Że takich ludzi nie da się kochać. Wiadomości telewizyjne, prasowe, radiowe, internetowe często niosą tyle przerażenia. Widzimy i słyszymy w tych doniesieniach krzywdę, przemoc jaka dzieje się wśród ludzi. Stąd tyle kradzieży, zabójstw, napadów, włamań. Jeden człowiek jest zagrożeniem dla drugiego. Dlatego my cieszymy się, że Pan Jezus przychodzi nam z pomocą. Jezus jakby do nas mówi: staniesz się najcenniejszym prezentem dla świata, dla drugiego człowieka jeśli nie przestaniesz kochać Mnie i ludzi. Przy czym ludzi nie można segregować na zasługujących i niezasługujących na naszą miłość. Nie zwracajmy uwagi na zło, które niesie świat. Starajmy się raczej dawać miłość nie zapominając, że ona rodzi się i wypływa z więzi z Chrystusem. To od Niego otrzymujemy witaminę miłości, tę miłość trzeba dawać ludziom i światu.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 31 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

30 Niedziela Zwykła

BARTYMEUSZ, tak miał na imię żebrak siedzący przy drodze do Jerycha. Nic nie wiadomo czy od urodzenia był kaleką, czy dopiero później utracił wzrok. Skoro dowiedział się, że Chrystus przechodzi z uczniami tą drogą, wołał błagalnie: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Niektórzy próbują go uciszyć, jakby chcieli mu powiedzieć: Nie szalej. Przestań. To wszystko nie ma żadnego sensu. Musisz się pogodzić ze swoim losem. Ale on nie rezygnuje i woła jeszcze głośniej: ulituj się nade mną! CO CHCESZ ABYM CI UCZYNIŁ? – Pyta Pan niewidomego. Wiadomo przecież, czego najbardziej pragnie człowiek niewidomy. Nie bogactwa, ani sławy, tylko jednego, żeby odzyskał wzrok, żeby chociaż na chwilę mógł swoimi oczami popatrzeć na piękno przyrody, zobaczyć swoich krewnych i znajomych. Ale czy to możliwe? Medycyna nie zna takich przypadków i oto nadchodzi Chrystus, o którym inni opowiadają, że w różnych miejscowościach uleczył chromych, trędowatych, głuchych a nawet niewidomych. Iskierka nadziei zaświtała w sercu nieszczęśliwego Bartymeusza: A może i mnie spotka takie szczęście? Inni pocieszają go: bądź dobrej myśli. PANIE, ŻEBYM PRZEJRZAŁ – odpowiada Bartymeusz na pytanie Chrystusa. Jest to żarliwa prośba, wydobywająca się z udręczonej cierpieniem duszy człowieka chorego, a równocześnie wielka nadzieja na jej spełnienie. To wołanie żebraka pod Jerychem jest wołaniem wielu ludzi. PANIE, ŻEBYM PRZEJRZAŁ – wołał przed laty do Boga student gimnazjum, targany wątpliwościami, gdy stwierdził, że jego wiara wyniesione z domu rodzinnego zaczyna walić się w gruzy. Był to Bronisław Markiewicz, późniejszy kapłan i założyciel Zgromadzenia Księży Marianów. PANIE, ŻEBYM PRZEJRZAŁ – wołał trędowaty z Brazylii umieszczony w leprozorium prowadzonym przez siostry zakonne. Kiedy dowiedział się o swojej chorobie, poczuł się najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na świecie. Życie straciło dla niego wszelki sens. Na szczęście zaczął czytać różne książki o tematyce religijnej, a także Pismo Święte. Odnalazł wiarę i sens cierpienia w świetle Ewangelii. To właśnie on, na wózku inwalidzkim prowadzonym przez psa, witał Ojca świętego Jana Pawła II podczas jego podróży apostolskiej po Brazylii w 1980 roku. MAJĄ OCZY, A NIE WIDZĄ – tak określa psalmista pewną kategorię ludzi. Jest to kalectwo duchowe, o wiele bardziej niebezpieczne od fizycznego. Powstaje z własnej winy człowieka, a polega między innymi na tym, że nie odróżnia się dobra od zła. Wszelkie zło jakiego się dopuszcza człowiek, uważa za coś dobrego. Jego lekkomyślność nie zna granic, gdyż nie widzi krzywd, jakie wyrządza innym, osobom najbliższymi i wspólnocie wierzących, a także sobie. Oślepiony złem nie przeczuwa, że stoczy się na dno upadku i popadnie w szpony nałogu. Wszelkie ostrzeżenia, że chodzi złymi drogami, uważa za tanie moralizatorstwo.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 30 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

29 Niedziela Zwykła

Dawno to sobie uplanowali. Dawno postanowili. Czekali tylko na okazję. Mateusz mówi, że któregoś dnia wykorzystali w tym celu przybycie matki, która w ich imieniu i w ich obecności skierowała do Jezusa prośbę o miejsce dla nich po prawej i po lewej stronie tronu, w przyszłym królestwie Chrystusa. Byłoby to bardziej zrozumiałe i mniej obciążające obu młodych ludzi. Wiadomo, matkom często śnią się zaszczyty i bogactwa dla swoich synów. Marek jest w swojej relacji bardziej bezwzględny. Z matką czy bez matki nie bardzo go to obchodzi. Przyszli, prosili – wystarczy. A więc Jakub i Jan, synowie Zebedeusza przystępują, w tajemnicy przed innymi, do Jezusa i proszę Go o miejsce w majestacie. Nie wiecie o co prosicie – ostrzega Jezus, obu zapaleńców. Marzyć o miejscu obok Niego „kiedyś”, to zdecydować się także przemierzyć z Nim całe ziemskie „dziś”. A to „dziś” nie będzie wcale łatwe. Jest to bowiem „dziś” krzyża. Właśnie idą razem do Jerozolimy. I już chyba po raz trzeci Jezus mówi uczniom jaki będzie kres tej drogi. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skarżą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. Królestwa Bożego nie otrzymuje się nigdy bez krzyża z tej prostej przyczyny, że nie otrzymuje się go nigdy bez łączności z Jezusem. A ten jest i pozostanie na zawsze Jezusem ukrzyżowanym. Miejsce po prawej i po lewej stronie tronu w Królestwie Bożym to przez długi, długi czas, być może przez całe nawet życie człowieka, miejsce po prawej i po lewej stronie krzyża. Czy możecie pić kielich który Ja mam pić? – pyta Jezus Jakuba i Jana. Kielich będzie bardzo gorzki, tak gorzki, że już za niedługo w Ogrodzie Oliwnym Jezus zlany śmiertelnym potem błagał będzie Ojca, by Go oszczędził. Jezus nie chce nikogo pozostawić w nieświadomości, co do tego, z Kim wiążą swój los. W przeciwieństwie do robiących dla siebie reklamę, którzy ukazują tylko tę jasną, kuszącą, znaczoną sukcesem i przyjemnością stronę, On mówi swoim uczniom całą prawdę.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 29 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii