Strona parafii św. Jana Sarkandra w Bańgowie

Życzenia

Niech Zmartwychwstały Chrystus,

napełni nas wiarą i pokojem.

Niech wspiera nas w codzienności

życzymy

aby światło Wielkanocnego Poranka

rozświetlało naszą codzienność,

a paschalna radość trwała w nas zawsze.

Błogosławionych,

pogodnych Świąt Wielkanocnych!

 

Życzą  Wam i Waszym bliskim

ks. Krystian i ks. Ireneusz

 

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

Jakże łatwo jest zamordować człowieka bezbronnego. Tego też zamordowano i wrzucono do grobu. Potem zatoczono jeszcze na ten grób wielki kamień, umyto ręce z krwi, by nie splamić nią świątecznego obrusa i powiedziano sobie z ulgą: koniec! Tak bowiem dotychczas kończyły się wszystkie historie ludzi sprawiedliwych a niewygodnych. Nie przewidziano wszakże jednego, a mianowicie, że zabity nie był tylko człowiekiem. Wprawdzie, gdy jeszcze żył, mówił tam coś o swoim tajemniczym pochodzeniu, o jakiejś swoich koligacjach z Panem Bogiem. Ale któżby wierzył w takie brednie. A tymczasem okazało się, że miał rację. Toteż historia, która zaczęła się po ludzku, skończyła się po Bożemu. Zamordowany poleżał w grobie niecałe trzy dni, potem wstał i żywy, w prawdziwym choć uwielbionym ciele, odwalił grobowy kamień. To właśnie ta dziwna historia o zmartwychwstaniu rozkołysała dzisiaj wszystkie dzwony całego chrześcijaństwa. Przyszliśmy, by u pustego grobu Zbawiciela odnowić swoją wiarę w żywego i zwycięskiego Chrystusa, ożywić nadzieję, a przede wszystkim wskrzesić na nowo swoją miłość ku Niemu. Czy ja naprawdę wierzę w Chrystusa? Czy wierzę, że będąc człowiekiem, był On i jest równocześnie Bogiem, przed którym pada się na kolana? Czy wierzę, że On mnie zna? Mną się interesuje? Mnie szuka? Że umarł za mnie? Że zmartwychwstał? Czy wierzę że On ma prawo stawiać mi żądania, mówić: zrób to, albo nie czyń tego lub tamtego, bo to cię zgubi, bo to nas rozdzieli z sobą, bo to zmarnuje wszystko, co dla ciebie uczyniłem? Czy dla mnie Wielkanoc, to naprawdę wciąż jeszcze przeżycie religijne, czy tylko święto takiej samej rangi jak walentynki lub dzień pokoju?

Ks. Ireneusz

Triduum Paschalne

NIEDZIELA PALMOWA MĘKI PAŃSKIEJ

Triumfujący Bóg zawsze znajdzie zwolenników. Przez otwartą szeroko bramę w murze wschodnim, pochód wkracza do miasta. Jezus jest spokojny i pogodny, chociaż wie, czym skończy się ten zaimprowizowany przez tłum manifest. Wydaje się być nawet zadowolony. Na utyskiwania faryzeuszów, chcących, by uspokoił ciżbę, odpowiada krótko: „Powiem wam – jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą”. Świat jest tak skonstruowany, że zawsze na nim ktoś wielbić będzie Boga. Jeśli ludzie zapomną o tym obowiązku, jeżeli ich usta będą kiedyś zbyt dumne, by wymawiać słowo: Bóg, rolę chwalców Najwyższego przejmą kamienie. Kamienie, które pozostaną z miast, państw i cywilizacji stworzonych przez tego rodzaju ludzi. Godzinę temu na stoku Góry Oliwnej Jezus płakał na takim właśnie miastem, które było zbyt dumne i harde, by pośrodku siebie dać należne miejsce Bogu. Nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony – powiedział smutno do uczniów. Nie minie 50 lat, a tylko rozrzucone na pogorzelisku głazy głosić będą wszystkim czasom, jaki los czeka tych, którzy obywać się chcą bez Boga. Ale dziś Jerozolima śpiewa jeszcze „hosanna!”. Jezus jest jej za to wdzięczny. Bóg bierze pod uwagę każdą z godzin, które biją. Docenia każde ludzkie „dziś”. Za to „dziś”, za to Jemu poświęcone „teraz” jest człowiekowi zobowiązany. Zapamięta każde nasze „hosanna”, choć – być może – już jutro, te same ustawę będą wołać „ukrzyżuj!”. Ileż myśli płynie od dzisiejszej Niedzieli Palmowej! Odrobina wysiłku, odrobina dobrej woli, odrobina entuzjazmu, miłości i ofiary zostanie zawsze przez Boga dostrzeżona. Ten, co nas stworzył, wie, że życie nie jest nam dane od razu całe. Dane nam są poszczególne chwile. Im więcej tych chwil naznaczymy Bogiem, religią, cnotą, tym lepiej dla nas. W godzinach walki, w godzinach odejść a może nawet zdrady, te chwile wołać będą za nami do Pana o zmiłowanie. Niech i dzisiejszy dzień będzie taką chwilą dobrej woli. Z gałązkami palmowymi w ręku wyjdźmy wszyscy na spotkanie Mesjasza.

Ks. Ireneusz

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Jezus siedzi na dziedzińcu świątyni, otoczony rzeszą słuchaczy. Przed Nim gromadka uczonych w Piśmie i oskarżona o cudzołóstwo kobieta. „Mojżesz kazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?”. Nic nie mówi. Jakby nieobecny duchem schylił się i kreślił palcem na ziemi jakieś nieczytelne znaki. Może chce im pokazać, jak bardzo przepis prawa może zagmatwać serce prawnika? Może pisze czyjś los? Wydaje wyrok na kogoś? Kiedy oskarżyciele nie przestają nalegać, Jezus podnosi się nagle i mówi: „kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. A więc jednak jest winna. A więc jednak miało miejsce przestępstwo. Nigdy, w żadnych okolicznościach, Jezus nie powie, że czarne jest białe, a białe czarnym. Nie nazwie grzechu cnotą, a cnoty grzechem. Prawda na pierwszym miejscu. Cudzołóstwo, tak surowo piętnowane od niepamiętnych czasów, jest i w nauce Jezusa grzechem. A z grzechem Jezus nie paktuje. On jeden bowiem zna całą jego złość i ohydę. By złamać zniewalającą moc grzechu, stanie wkrótce sam do rozstrzygającej walki z nim. Straci życie w tej walce, ale właśnie Jego śmierć zada decydujący cios grzechowi. Odtąd człowiek decydując się na zło, nie będzie już mógł się usprawiedliwić, że nie wiedział, co czyni. Na drodze grzechu spotka bowiem zawsze krzyż. Spotka ukrzyżowaną dla nas Miłość. Chcąc zrobić krok w kierunku grzechu, będzie musiał obalić ten krzyż. Będzie musiał tę ukrzyżowaną Miłość podeptać. Nie każdy się na to odważy. Nie każdy zapłacić zechce aż taką cenę. Teraz też, na dziedzińcu świątyni, w obliczu oskarżycieli, Jezus nie bagatelizuje popełnionego przez cudzołożnicę grzechu. Nie wybiela go. Nie usprawiedliwia okolicznościami. W rozstrzygnięciu Jezusa grzech zasługuje na karę. Czy także i człowiek, który zgrzeszył? Człowiek też. Tyle, że człowieka osłaniać będzie aż do końca miłosierdzie Miłosiernego. Oto stoi przed Jezusem taki właśnie, zasługujący na litość człowiek. Bóg jeden wie, co doprowadziło go do upadku. Jakie naciski, jakie chytre pułapki, jaka wewnętrzna słabość czy głupota, jaka ślepota i źle pojęta miłość. Zgrzeszyła. Teraz za ten grzech ma spaść na nią kara. Tylko z czyjej ręki? Któż to wystroił się w togę stróża prawa? Któż to chciałbym od Najświętszego usłyszeć upoważnienie do rozlewu krwi? Nie kto inny, tylko grzesznicy. Tacy sami jak ta, o której śmierć wołają. Owszem, gorsi od niej. Poniżają kogoś publicznie, komu zdarzył się upadek, chcą przez to zabłysnąć przed tłumem, jako gorliwi stróże prawa. A wszystko to czynią obłudnie i z perfidią. W rzeczywistości bowiem nie zależy im ani na prawie, ani na cudzołożnicy, ani na sprawiedliwości, ani na karze czy uwolnieniu winnego. Tym, kto ma tutaj paść ukamienowany, wdeptany w ziemię, wyszydzony wobec ludu, podstępnie schwytany na słowie, jest sam Jezus. Tylko, że nie z Bogiem takie gierki.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

CZTERDZIESTOGODZINNE NABOŻEŃSTWO

CZTERDZIESTOGODZINNE NABOŻEŃSTWO

Od V Niedzieli Wielkiego Postu do wtorku

Adoracja Najświętszego  Sakramentu

Jest to czas wyciszenia zwłaszcza  po  karnawale, aby  przeprosić  za  grzechy  swoje  i  swoich  bliskich.

Jezus czeka na ciebie !

 

Niedziela

1000 – 1115 – adoracja dla wszystkich

1230 – 1330 – ul. Szymanowskiego

1330 – 1430 – ul. Reymonta

1430 – 1530 – ul. Skłodowskiej

  Poniedziałek i  Wtorek

830 –  930 –  ul. Reymonta 2 – 28

930 – 1030 – ul. Skłodowskiej 1 – 59

1030 – 1130 – ul. Szymanowskiego

1130 – 1230 – ul. Rodzice z małymi dziećmi

1230 – 1330 – Żywy Różaniec

1330 – 1430 – ul. Reymonta 30 – 56

1430 – 1530 – ul. Skłodowskiej 61 – 113

1530 – 1630 – dzieci

1630 – 1730 – młodzież

  • Możliwość komentowania CZTERDZIESTOGODZINNE NABOŻEŃSTWO została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU – LAETARE

Wśród wielu Jezusowych przypowieści, przypowieść „O synu marnotrawnym”, a raczej o jego wspaniałym ojcu, jest prawdziwie „pieśnią nad pieśniami” Bożego Miłosierdzia względem człowieka. Ileż to już razy słuchaliśmy tej opowieści, ileż razy na trudnych drogach powrotu świeciła nam ona jak gwiazda wskazująca dom ojca, dom wciąż jeszcze dla nas otwarty! Zna tę przypowieść każdy chrześcijanin. Napisano o niej wiele książek, wygłoszono wiele kazań. Nie będziemy więc dziś wracać do samego opisu, który zresztą przypomniała wszystkim odczytana przed chwilą Ewangelia. Spróbujmy natomiast przeanalizować teologiczną treść o synu marnotrawnym. Pod prostymi słowami i obrazami kryje się bowiem w niej cała omal objawiona nauka o nawróceniu i powrocie grzesznika do Boga. Młodszy syn z ewangelicznej opowieści oświadcza któregoś dnia ojcu, że opuszcza dom rodzinny. Żąda przy tym wydania przypadającej mu części majątku. Co doprowadziło do tak przykrej sytuacji? Trudności w rodzinie? Urażona czymś miłość własna? Młodzieńcza lekkomyślność i buta? Nie powie nam tego nikt. Tak, jak nikt nie wie, dlaczego to i nam robi się czasem ciasno i nieznośnie w przytulnym dotąd domu Ojca, w bezpiecznym świecie pacierza, niedzielnej Mszy świętej, częstej komunii, wielkanocnej spowiedzi, rezurekcji i pasterki. Ojciec z przypowieści nie pyta syna, dlaczego odchodzi. Z przedziwnym spokojem oddaje mu żądaną część majątku. Bóg ma dostać mocy, by zrywającego z Nim związek grzesznikowi powiedzieć: nie! Ale tego nie robi. Pozwala odejść. Nie uczyni żadnego gestu, by nas przemocą przy sobie zatrzymać. Szanuje wolność stworzenia, które sam wolnym uczynił. Czy jednak nie boli Go serce w godzinie rozstania? Grzesznik o to nie pyta. Krok przez próg i zaczyna się buńczuczna wyprawa w marnotrawstwo, swawolę i bezbożność. Jakże szybko przychodzi to, co nieuchronnie przyjść musiało: dno. Z pozłacanych tronów, które obiecywał grzech, schodzi się paść świnie.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU – LAETARE została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Jednym z większych niebezpieczeństw, jakie tu na ziemi grozić mogą chrześcijaninowi, to przekonanie, że już jest zbawiony. Wierzę przecież w Boga. Dzięki tej wierze otrzymuje usprawiedliwienie. Staje się nie tylko duchowym synem Abrahama, ojca wierzących, ale i dzieckiem Boga. Moją wiarę przypieczętował kiedyś chrzest. Powiedział przecież Chrystus: kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony! Czyż mogą wątpić w osiągnięcie życia wiecznego ci, do których powiedziano w Ewangelii, że imiona ich zapisane są w niebie, że mają tam Ojca, który ich kocha i który przygotował im u siebie mieszkanie? Cała Dobra Nowina rozbrzmiewa optymizmem, nadzieją, co więcej – pewnością zbawienia. Wszystkie te uspokajające twierdzenia, oparte przecież w jakim sensie na Piśmie świętym mogą u chrześcijanina zrodzić przekonanie, że w zasadzie sprawa jego wiecznego zbawienia została już przez odgórne czynniki pozytywnie załatwiona, że ma on już paszport do nieba i że tego paszportu nikt mu nie odbierze. Dla wszystkich, co tak uformowali sobie sumienie, Ewangelia dzisiejsza będzie prawdziwym szokiem. Nie kto inny bowiem, ale sam Chrystus zwraca się tu do swoich słuchaczy z naglący wezwaniem do poprawy życia. Okazją do tego apelu o nawrócenie są dwa przykre wydarzenia jakie niedawno miały miejsce w Jerozolimie. Namiestnik rzymski, Piłat, kazał tu wymordować kilku Galilejczyków, w chwili, gdy składali ofiary w świątyni. Zawaliła się też wieża miejska w pobliżu uczęszczanej sadzawki Siloe i zabiła 18 ludzi. Słuchacze Jezusa rozumują według utartego schematu myślowego: Bóg ochrania sprawiedliwych, a karze grzeszników. Jeżeli spotkało kogoś nieszczęście, to znaczy, że zgrzeszył. Przychodzą więc zapytać swojego Mistrza, za jakie to zbrodnie spadła na nieszczęśników aż tak surowa kara? I tu zaskoczenie! Zamiast uspokoić ciekawość pytających, Jezus zwraca się wprost do nich i mówi bez ogródek: ci, co zginęli, nie byli wcale większymi grzesznikami od was. Na was też spadnie kara, jeżeli się nie nawrócicie. Możemy sobie wyobrazić zdumienie i przerażenie tych ludzi, którzy do tej pory uważali się za uczciwych, pobożnych, a którzy nagle dowiadują się z ust najbardziej kompetentnych, że są grzesznikami, potrzebującymi nawrócenia. Jezus jednak nie prostuje swojej wypowiedzi, ani jej nie łagodzi. Co więcej, przypowieścią o nie przynoszącej owoców fidze, którą czeka wycięcie i spalenie, potwierdza jeszcze dobitniej to, co powiedział.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Jest zapewne wieczór, gdy z trzema wybranymi spośród dwunastu: Piotrem, Jakubem i Janem zaczyna Jezus uciążliwą drogę na górę Tabor. Uczniowie nie przeczuwają, ku czemu idą. Jezus często zabierał ich osobno. Może nawet są trochę niezadowoleni, że tym razem Nauczyciel wybrał tak trudno dostępne miejsce. Na rozległym, płaskim wierzchołku, Jezus swoim zwyczajem oddala się na kilka kroków od swoich towarzyszy. Ci zaś kładą się po prostu spać. I wtedy zaczyna się to wielkie i niepojęte – przeznaczone Bożym wyrokiem nie dla Jezusa, ale dla tych trzech śpiących. Przeznaczone dla każdego z nas. Szczegółowy opis cudu Przemienienia przypomniała nam przed chwilą Ewangelia. Nie musimy do niego wracać. Warto natomiast trochę nad nim podumać. Podobnie jak uczniowie Jezusa, tak i my wszyscy idziemy ku Jerozolimie, ku miastu naszego ostatniego postoju na ziemi. Idziemy ku jakimś tam dniom cierpienia, goryczy, prób, walk, ofiar, może i prawdziwej męki. Zwykły człowieczy los. Idziemy wprawdzie z Jezusem, ale korzystamy z tej obecności akurat tyle, co tych pierwszych dwunastu. Gdy nadchodzi próba, cierpienie, pokusa, kogo z nas zatrzyma na powierzchni rozpętanych odmętów fakt, że przecież jest ochrzczony, że wierzący, że korzysta z sakramentów, że chodzi do Kościoła? Dla wielu chrześcijan wokół, a szczególnie tych, których los nie pieści, każdy krok w cierpienie to równocześnie krok w ciemność, krok w pustkę, krok w gorycz, zniechęcenie, a może i rozpacz. A przecież Jezus jest tuż! Jakżeż potrzebna jest nam góra Tabor! Ku wieczorowi życia, a już szczególnie ku dniom trwogi i klęski, iść możne bezpiecznie tylko ten, kto tamto wspaniałe Przemienienie kiedyś zobaczył. Kto choć na chwilę przeżył bliskość Boga. Kogo przynajmniej raz w życiu poraził blask chwały Chrystusa. Religia, którą wyznajemy, kryje w sobie przedziwne moce, których istnienia nawet nie przeczuwamy.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii

I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Barwna opowieść dzisiejszej Ewangelii, przedstawiająca nam kuszenie Jezusa, nie musi być brana zbyt dosłownie. Jak na innych swoich kartach, taki i tu Biblia nie ma zamiaru zaspakajania naszej czysto ludzkiej ciekawości. Chce nas natomiast uczulić na zbawczą treść zdarzenia, które miało miejsce zaraz po chrzcie Jezusa w Jordanie. A zdarzenie to, jest rzeczywiście szokujące. Bóg zaczepiony zostaje przez złego ducha. Tak, ale jest to Bóg wcielony, które dla nas stał się człowiekiem. Przyjmując ludzkie ciało, Jezus wziął na siebie nie tylko wszystkie ograniczenia nędzę tego ciała, ale także i te smutne przygody, które dla nas są chlebem codziennym i którym niestety tak często nie umiemy sprostać – to pokusy i próby. Wziął je Jezus zaś po to, by przykładem swoim nauczyć nas, jakie zwyciężać. Trzykrotnie podchodzi kusiciel do Najświętszego. To trzykrotne, symbolizuje trzy najbardziej poważne zagrożenia, które wciąż od nowa podciąć próbują u samych korzeni całe nasze chrześcijańskie powołanie. Są to: pokusa życia łatwego, pokusa taniej popularności i pokusa fałszywego wyboru służby. Pozwalając przystąpić do siebie kusicielowi, Jezus chciał nas pouczyć, że i my także na naszej drodze do Boga napotkamy pokusy. Przyjść one mogą w najprzeróżniejszej postaci, bo diabeł lubi przebrania. Chrześcijaństwo nie uwalnia nas od prób. Owszem, mnoży te próby. Nie trzeba jednak tracić nadziei. Kto idzie za Jezusem, zwycięży kusiciela, jak On go zwyciężył.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU została wyłączona
  • Skategoryzowane jako: Bez kategorii