Autor biblijny w sposób prosty i plastyczny opisuje grzech pierwszych rodziców, a równocześnie pokazuje kawałek dobrej psychologii oraz odsłania kulisy oddalania się człowieka od Boga. Jak na taśmie filmowej przesuwają się przed naszymi oczami kolejne fazy dramatu człowieka. ZAKAZ BOŻY. Pan Bóg umieścił człowieka w ogrodzie Eden i dał mu polecenia, aby ten ogród uprawiał, aby ludzie się rozmnażali, ale dał jeden zakaz: „Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz”. Niestety Ewa uwierzyła szatanowi, że Bóg im czegoś zazdrości, że Bóg tylko straszy, ale w gruncie rzeczy, gdy złamie zakaz, to będzie równa Bogu. Zerwała owoc i dała swemu mężowi Adamowi. Otworzyły im się oczy, zrozumieli swój błąd i zaszyli się w gęstwinie drzew, co teraz będzie. I nagle słyszą głos Boga: „Adamie gdzie jesteś”. Pierwsze pytanie, jakie Bóg postawił człowiekowi. Adam odpowiedział: „Usłyszałem Twój głos, przestraszyłem się, bo jestem nagi i ukryłem się”. Adam kłamie jak z nut. Bóg mu wyjaśnia, dlaczego się chowa i ucieka przed Bogiem: „zjadłeś z drzewa, z którego zakazałem ci jeść”. Adam odpowiedział: „Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa”. Gdy Bóg zapytał Ewę, dlaczego to uczyniła, odrzekła: „ Wąż mnie zwiódł i zjadłam”. PSYCHOLOGIA GRZECHU. Człowiek najpierw zrobi źle, potem ucieka przed Bogiem, chowa się, ukrywa. A gdy Pan Bóg pyta go, dlaczego Mnie unikasz, dlaczego się chowasz między drzewami, człowiek zaczyna kłamać, zmyślać, wykręcać się, byle się nie przyznać do zła. A gdy Pan Bóg złapie go na kłamstwie, zwala winę na drugiego. Rozważmy jeszcze raz spokojnie tę scenę. – Pierwsi rodzice wierzyli w Boga, szanowali Go i kochali. Ale uwierzyli szatanowi, że gdy przekroczą zakaz Boga, nie będzie wcale tak źle, poznają smak wolności i prawdziwego szczęścia. A gdy narobili sobie i swoim dzieciom kłopotów, zwalają winę na drugiego. Adam zamiast zachować się jak prawdziwy mężczyzna „Panie Boże, okazałem się słabym, zawiodłem, zrobiłem źle, przebacz mi, to moja wina – zachowuje się jak przedszkolak i pokazuje palcem na Ewę, to ona mnie namówiła”. Ewa też nie potrafi spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć: „To ja narobiłam bałaganu, wiedziałam dobrze, czego Bóg wymaga” – tak przerzuca winę na węża – szatana. Jest to obraz niejednej ludzkiej tragedii. Gdy nawarzyli sobie piwa, nie chcą go wypić, tylko wzajemnie się oskarżają i szukają kozła ofiarnego.

Ks. Ireneusz