Zaproszeni przez Łukasza Ewangelistę włączamy się dzisiaj umysłem i sercem w ostatnią wędrówkę Jezusa z Galilei do Jerozolimy. Najkrótsza i najczęściej wybierana droga prowadzi przez Samarię. W czasie długiej drogi do stolicy, Jezus wiedząc, że dopełnia się już czas Jego wzięcia z tego świata, tym szczodrzej szafuje słowem pouczenia i napomnień, odsłaniając tajemnice Królestwa Niebieskiego oraz warunki, które dopełnić powinni ci, którzy chcą się stać jego uczestnikami. W pewnej samarytańskiej miejscowości odmówiono wędrującym do Jerozolimy pielgrzymom kwatery i noclegu. Afrontu, uczynionego Mistrzowi, nie wytrzymują uczniowie: Jakub i Jan. Nie darmo noszą, nadany im przez Jezusa przydomek „Boanerges” – synowie gromu. Otóż ci synowie gromu wołają: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich! ”.Ileż to się nawybrzydzano na synów gromu za tę niewczesną chęć ściągnięcia ognia z nieba. Bo czy takie życzenie godne jest uczniów i przyjaciół Tego, o którym Izajasz pisał, że „trzciny nadłamanej nie dołamie, ani knota tlejącego się nie dogasi”? Tego, co sam o sobie powiedział, że jest „cichy i pokorny sercem”. Na usprawiedliwienie dwóch krewkich apostołów warto przypomnieć, że tak jak oni, rozumował cały Stary Testament. Odrzucić żądanie Boga, zlekceważyć Jego słowo lub Jego wysłańca – to zasłużyć na natychmiastową karę. Wymierzy tę karę sam Bóg albo posłuży się w tym celu swoim człowiekiem. Pokusa bronienia honoru Boga przez natychmiastowe ukaranie nieposłusznych i odrzucających Jego zbawcze zaproszenie jest stara jak świat. Jest to pokusa bardzo subtelna i z tego powodu bardzo niebezpieczna. Łatwo w takich wypadkach przeoczyć pytanie: Czy Bóg rzeczywiście wybrał właśnie mnie, bym w Jego imieniu stał się sędzią i katem, oraz czy dla osiągnięcia dobrego celu wolno się posłużyć metodami budzącymi moralne zastrzeżenia?

Ks. Ireneusz