Zaczynało się zawsze od słowa „pójdź”. Rzucał je temu lub owemu, spotkanemu na drodze. Rzucał je niektórym z tych, co sami zgłosili się, bo zapragnęli pozostać przy Mistrzu. Nie kupował nikogo obietnicami. Nie ciągnął ludzi ku sobie wizją łatwego i dostatniego życia. Czasem wręcz ich zniechęcał wysokimi wymaganiami. Jedni odchodzili, drudzy zostawali. Z tych, którzy się zdecydowali pozostać, urosła z czasem spora gromadka. I gdy się już razem zżyli, gdy byli już nie tylko „z Nim”, ale i „Jego”, wtedy padło i to drugie słowo: „Idźcie”. Musiało paść. Do Jezusa przychodzi się zawsze po to, żeby przez Niego zostać posłanym. Uczeń jest tu zawsze apostołem. Otrzymany dar musi być przekazany innym. Cała dzisiejsza Ewangelia poświęcona jest opisowi rozesłania przez Jezusa Jego uczniów na pierwsze prace apostolskie. „Idźcie” – które tutaj pada, ma jeszcze bardzo skromny zasięg; właściwie tylko Galilea, może Judea, może niewielki skrawek ościennych krajów przylegających do Izraela. Ale czuć już w tym słowie zapowiedź innego rozesłania, które mieć będzie miejsce po Zmartwychwstaniu – „na cały świat”. Do wszystkich narodów. Podobnie jak zbawienie ma charakter powszechny, tak i wieść o nim dotrzeć musi do wszystkich. Żniwo jest więc wielkie i dojrzewa nie tylko w Palestynie. Czy starczy jednak robotników? Tych tutaj jest 72. W porównaniu z pierwszą ekipą misjonarzy, składającej się wyłącznie z Apostołów, tutejsza jest o wiele większa. Ot ludzie bardzo prości, ale silni nie tyle wiedzą religijną, czy wymową, ile tym, co przeżyli u boku Jezusa, co u Niego widzieli i co słyszeli z Jego ust.

Ks. Ireneusz