Kto jest moim bliźnim? Odpowiedź pozornie prosta i aż dziwić się trzeba, że uczony w Piśmie, człowiek zapewne starszy i nie głupi, który przecież nie żył na księżycu, ale na ziemi, zwrócił się właśnie z takim pytaniem do Jezusa. Moim bliźnim jest każdy człowiek. Każdy, a więc nie tylko rodak, mówiący tym samym co ja językiem i mieszkający w tym samym kraju co ja, a więc nie tylko wyznawca religii, którą ja uważam za prawdziwą, i tego kierunku politycznego, za którym ja się opowiadam. Moi bliźni mają różny kolor skóry, mówią niezrozumiałymi dla mnie językami, gromadzą się pod sztandarami różnych barw, czczą lub nie czczą Boga, są sprawiedliwi lub grzeszni, budują na świecie ład, dobro i pokój albo topią ten świat we krwi, krzywdzie, nędzy i plugastwie. Poza więzami natury istnieją związki o wiele wyższej rangi. Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożej miłości. Każdego z nas Bóg kocha i każdym się opiekuje. Za każdego z nas umarł Chrystus. Każdy zaproszony został do życia bez końca w królestwie Ojca. Uczony w Piśmie w dzisiejszej Ewangelii mógł tego wszystkiego nie wiedzieć. Od dzieciństwa wszak wmawiano mu, że bliźnim jest tylko rodak, Izraelita, członek wybranego przez Jahwe narodu. Stąd zapewne jego pytanie skierowane do Jezusa. My wiemy, kto jest naszym bliźnim. Wiemy, że jest tych bliźnich tylu, ilu ludzi zamieszkuje ziemię. Wiemy również, że ich sobie nie wybieramy. Czy chcemy, czy nie chcemy, oni po prostu są. W czym jednak problem? Mianowicie przy teoretycznym akceptowaniu zasady, że wszyscy ludzie są moimi braćmi, w praktyce często żyję życiem egoisty, szukam wyłącznie samego siebie, służę tylko sobie i poza sobą nie widzę nikogo. A to straszne odkrycie!

Ks. Ireneusz