JAKŻE CZĘSTO, czytając Ewangelię, dostrzegamy w niej tylko połowę z tego, co ona chce nam powiedzieć. Uwagę naszą przykuwa zewnętrzny opis wydarzeń, szczególnie tych niezwykłych i cudownych, gdy tymczasem skupić by się należało na treści i nauce, które pod tą zewnętrzną szatą na nas przychodzą. Dzisiejsza ewangelia należy właśnie do takich, które porywają wyobraźnię. Opisano w niej cud rozmnożenia chleba. Jan Ewangelista przedstawił to wydarzenie niesłychanie barwnie i plastycznie, omal zdaje się nam, że osobiście w nim uczestniczymy. Rozległy, zielony ugór nad jeziorem Genezaret. Na ugorze tysięczne rzesze słuchają uważnie nauk Chrystusa, modlą się i medytują… Jedno wszakże ciśnie się pytanie: dlaczego ci ludzie nie zabrali ze sobą jakiegoś prowiantu? Czyżby to spotkanie było niezaplanowane, całkiem spontaniczne? Apostołowie są wyraźnie zaniepokojeni. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?”. Może właśnie dlatego, by przypomnieć ludziom zapomnianą często prawdę o konieczności zaangażowania się, o współudziale i współodpowiedzialności. Jezus zwraca się do Apostołów przed cudownym nakarmieniem rzeszy z dziwnym żądaniem – żądaniem, którego wprawdzie Jan Ewangelista w dosłownym brzmieniu nie przytacza, ale które, dla naszej nauki, zanotowali skwapliwie i Mateusz i Marek i Łukasz: WY DAJCIE IM JEŚĆ – powie Chrystus Apostołom. Działają tu dwa zasadnicze motywy. Czysto ludzki. Żal mi tego ludu. Chrystus wie, że rzesza trwa przy Nim z wielkiej miłości, sympatii i podziwu. Pora już późna. Nie każdy zniesie tak długi post bez szwanku. Niektórzy mogą zasłabnąć w drodze powrotnej do domu. Dlatego czyni cud, aby zwyczajnie i po ludzku ich nakarmić. Ale jest też motyw religijny i nadprzyrodzony. Chrystus pragnie ich przygotować na dzień ustanowienia Eucharystii. Powinni więc uwierzyć, że to właśnie On jest tym obiecanym Mesjaszem, na którego przyjście czekają i że u Boga nie ma rzeczy niemożliwej, czyli z pokorą przyjąć objawioną prawdę o obecności Chrystusa pod postacią chleba i wina. Jest też w tej scenie cenna i praktyczna wskazówka dla wszystkich Jego wyznawców, ta mianowicie, że pełniąc na ziemi swoją misję czysto religijną, dostrzega ludzi głodnych i potrzebujących pomocy.

Ks. Ireneusz