KAFARNAUM zjawiła się grupa ludzi, która przepłynęła łodzią jezioro Galilejskie
w poszukiwaniu Chrystusa. Poprzedniego dnia stało się coś, o czym głośno mówiła okolica. Chrystus uczynił cud i nakarmił pięć tysięcy mężczyzn mając do dyspozycji tylko pięć chlebów i dwie ryby. Szał radości ogarnął ludzi i chciano Go obwołać królem. Wówczas Chrystus oddalił się, gdyż nigdy nie zamierzał sięgać po władzę. Byłoby to sprzeczne z Jego misją. Mimo to odszukano Go i wówczas Chrystus dał im do zrozumienia, że zna dokładnie motywy przybycia: „Szukacie Mnie dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który wam da Syn Człowieczy”. Na podstawie Ewangelii widzimy wyraźnie, z jakich to motywów przychodzili ludzie do Chrystusa. Jedni szukali Go z pobudek czysto religijnych, drudzy w nadziei uzyskania zdrowia, inni ze zwykłej ciekawości: „Jaki On jest? Co mówi i czego żąda? Jakie plany ma na przyszłość?”. Byli i tacy, którzy bez przerwy Go śledzili i stawiali Mu prowokacyjne pytania, aby mogli Mu wytoczyć proces. Nie brakło i takich, którym przyświecały bardzo prozaiczne i przyziemne cele, jak chęć zdobycia pożywienia. DLA CHELBA, PANIE, DLA CHLEBA – tak śpiewali górale, odchodząc od stron ojczystych. Zdobycie chleba i wyżywienie rodziny to sprawa zbyt poważne, aby ich nie dostrzegać. Ale chleb może stać się pokusą tak silną, że tylko osoby o mocnym morale nie ulegną jej magii. Gdy w ramach akcji humanitarnej Kościół zajmował się rozdawaniem darów, pojawiali się w kościele ludzie, których przedtem nigdy nie widziano. Na terenach misyjnych ludzie biedni są gotowi kilka razy przyjąć sakrament Chrztu Świętego, byle tylko otrzymać coś do jedzenia. Chleb i garść ryżu mogą stać się magnesem przyciągającym ludzi do religii. Ale może być odwrotnie. Z powodu chleba, kariery i pieniędzy odchodzą od religii. KTO PYTA, NIE BŁĄDZI – powtarza ten zwrot pewien mój znajomy, który określa siebie, jako „katolika poszukującego prawdy”. Swego czasu wyraził opinię na temat masowych powrotów do religii. Twierdził, że motywacja takich decyzji jest bardzo przyziemna, jak „lęk przed nieznanym”, asekuracja – „na wszelki wypadek”, albo też „robienie na przekór”, czy „zawiedzione ambicje polityczne”. Wzrost powołań kapłańskich i zakonnych, jaki się notuje w Polsce i w innych krajach jest – według tego pana – stanem przejściowym, wynikającym z ogromnej sympatii do Papieża. A powołania misyjne, to tylko młodzieńcze marzenia, by już wyjechać w szeroki świat i przeżyć coś mocnego w krajach egzotycznych. Na tym polega między innymi urok życia, że każdy ma prawo mieć swój własny pogląd na różne dziedziny: sport, muzykę, film, teatr, modę i religię. Ważne jest jedno, aby wygłaszane opinie nie były zwykłą demagogią, fanatyzmem czy uprzedzeniem, lecz osadzały się na rzeczowych argumentach. I trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że do tej pory nie wymyślono żadnego przyrządu, przy pomocy, którego można by dokładnie i bez pomyłki określić motywy powrotu do Boga czy wstąpienia do zakonu. Pozory zawsze mylą, zaś prawda jest jak kostium kąpielowy albo częściowa albo całkowita.

Ks. Ireneusz