Ojcze nasz … (20) „Winy”. Czyjeś winy – no to jeszcze można pojąć, ale „nasze winy” – to już przesada. A co to takiego „wina”? Poczucie winy nie jest obce człowiekowi. Jest niewątpliwie poczuciem przykrym  i dlatego człowiek podejmuje wszelakie próby, aby je usunąć. Już tu należy zaznaczyć, że zabiegi mające na celu znieczulenie tego poczucia mogą podziałać doraźnie, ale nie są skuteczne na dłuższą metę. Wcześniej czy później wina da o sobie znać, a im więcej nagromadzi się tych win, tym gorsze skutki. Najgorszy jest skutek ostateczny – piekło. W związku z tym istotne jest regularne analizowanie poczucia winy i bieżące jej rozbrajanie (dobry rachunek prawego sumienia i sakramentalna spowiedź). Jedynym skutecznym środkiem jest przebaczenie (szczególnie w wymiarze Miłosierdzia Bożego) i związane z nim zadośćuczynienie. Wina powstaje na skutek działań  (myśli, słowa, czyny) sprzecznych z porządkiem moralnym wynikającym z przykazań. Na winę ma wpływ świadomość, dobrowolność i ważkość sprawy. Tu rozpoczyna się prawdziwy dramat współczesnego człowieka.  Pierwszy to poznanie, przyjęcie i akceptacja norm obiektywnych – Prawa Bożego. Ileż zdarza się tu usłyszeć „ale”.  Drugi to hierarchia wartości gdzie naprawdę „ważne sprawy” lądują na końcu listy.  Trzecie to świadomość, a raczej jej brak, zawiniony, bo zbagatelizowane jest poznawanie norm np. katechetyczne.  Dalej przerzucanie odpowiedzialności na innych lub okoliczności – więc negowana jest dobrowolność. Chrystus wyzwala człowieka z sideł uwikłań, w które ten popada – potrzeba jednak rzetelnego przyjrzenia się sobie i uczciwego wołania o przebaczenie.