Zadośćuczynić – to pojęcie w świecie egocentryków niezrozumiałe. Ma to związek z brakiem poczucia winy: bo mi się wszystko należy, bo ja mam zawsze rację, bo to ja doznaję krzywdy a nawet jeżeli ją wyrządzę to wszyscy powinni okazać zrozumienie. Ciekawe tylko jak to jest: wszyscy doznają krzywdy – a gdzie są krzywdziciele? Tymczasem egoizm, czy konkretniej, nieuporządkowana miłość własna, sama w sobie zawiera krzywdę wyrządzoną Bogu i bliźniemu. To grzech ciągle przybija Chrystusa do Krzyża i boleśnie rani bliźniego. Brak poczucia winy powoduje trudność w proszeniu o wybaczenie a jeszcze bardziej zamyka na wynagrodzenie zadanych ran. Gdy ktoś kogoś uderzy to nawet jeżeli zostało mu to wybaczone pozostaje siniak, który wymaga zaleczenia. Niektóre grzechy wymagają zadośćuczynienia wprost: ukradłem – oddać, obraziłem – przeprosić, skłamałem – odwołać… Wielu jednak nie da się bezpośrednio naprawić i dlatego zadośćuczynienie nie zatrzymuje się na odmówionej pokucie, ale wymaga podejmowania świadomego dobra dla przeciwwagi zadanego bólu. Te nie wyrównane rachunki się kumulują i są podstawą drogi czyśćca. Kościelną formą wyrównania kar czyśćcowych na ziemi są odpusty. Generalnie nie chodzi jednak wyłącznie o „zbilansowanie”, chodzi o postęp. Dlatego właśnie zadośćuczynienie związane jest z postanowieniem poprawy i pracą nad sobą, a sakrament pokuty daje nowe siły do pójścia naprzód.