„Wspomnienie wszystkich zmarłych wiernych”. Spróbujmy w zarysie, przybliżyć sobie religijną treść tego dnia. A jest to treść bogata. Wychodzą tu bowiem naprzeciw człowiekowi podstawowe prawdy wiary. Wielkim i pełnym majestatu jawi się nam w ten dzień przede wszystkim Bóg. Tajemnicza Istota, ku której po omacku wędrował już człowiek pierwotny, której zakryte oblicze podglądnąć próbowali filozofowie i poeci wszystkich czasów, wciąż nieodgadniona zagadka, pomimo objawienia i teologii, ale zagadka tak kuszące, że podbiła już ona miliardy ludzkich serc przed nami i podbija je nadali. Depcząc po drodze na cmentarz więdnącą urodę listopada, obraz naszego własnego przemijania, wybiegamy myślą ku Temu, który Jest. Bez wczoraj, bez jutra. Wszechmogący. Na jedno, jedyne Jego: „niech się stanie”, wyłonił się z nicości nasz świat i wszystkie inne światy. Dlaczego mi tak trudno uwierzyć, że i te ludzkie prochy, nad którymi idę się dziś użalić, obudzą się do życia i wstaną, gdy On powie: „wyjdź z grobu”. Pan życia i śmierci. Także mojego życia. Także mojej śmierci. Z Jego rąk wyszedłem. Pod Jego okiem i z Jego daru żyję. Przed Nim kiedyś stanę, by rozliczyć to, co mi powierzył. Druga myśl, która natarczywie puka dzisiaj do serce człowieka wierzącego: co czeka umarłych poza grobem? Nie zgłębimy tej tajemnicy czysto ludzkim doświadczeniem. Jak gdzie indziej, tak i tu odpowiedź daje tylko wiara. Ta wiara mówi: od momentu, w którym poczęło się twoje życie, należysz do wieczności. Śmierć nie zabierać ci istnienia. Złamie tylko i rzucił w grób twoje ciało. Natomiast istniejący w tobie duchowy pierwiastek rozpocznie z chwilą zgonu nową fazę istnienia, wieczną i niezniszczalną. Jeśli kochałeś w życiu Boga i kochałeś bliźniego, to możesz ufać, że w momencie śmierci w Bóg uzna cię za wystarczające dojrzałego do bycia na wieki z Nim i zaprosi do nieba.