Krzyż. Tak bardzo znany symbol. Ma setki swoich męczenników i ciągle nowych przeciwników zasłaniających się tak wyświechtanym słowem jak „tolerancja”, poruszających krajowe i światowe trybunały by tylko usunąć go z przestrzeni publicznej a nawet zabronić noszenia go na piersi w pracy. Ciekawe skądinąd, dlaczego nie zabronić noszenia obrączek, one też mogą urazić tych, którzy są samotni, którzy mają złamane serce albo ich związek się rozpadł. No cóż ludzie nauczyli się do różnych spraw przykładać różną miarę. Pół biedy jawni przeciwnicy krzyża oni poruszą niebo i ziemię, ale cóż powiedzieć o tych, którzy powinni bronić krzyża a tego nie robią. Wolą stać z boku, wolą mieć kłopot z głowy, wola się krzykaczom postępu nie narażać. Dlatego Kościół od piątej niedzieli Wielkiego Postu zasłania przed nami krzyże. Aby człowiek przestał patrzeć na niego tylko jak na symbol. Aby zadumał się, co by było, gdyby rzeczywiście krzyż zniknął z naszych oczu i naszej przestrzeni, z naszej codzienności. Krzyż daje nadzieję bez niego pozostanie bezdenna studnia beznadziei. Krzyż jest drogowskazem bez niego można pobłądzić tak na bezdrożach życia, że staniemy w przedsionku piekła. Krzyż jest znakiem Bożej miłości i miłosierdzia bez niego pozostanie krzyk rozpaczy i ludzka podłość. Tylko ten, kto krzyż na nowo odnajdzie, doceni, położy na swym sercu zostanie ocalony. Ale krzyża też trzeba bronić i dziś i jutro, zawsze. Przed nami kolejna część nowenny, przygotowująca nas do  poświęcenia kościoła. 19 marca pochylimy się nad Sakramentem Święceń. Przed Wielkim Czwartkiem stwarza dodatkową okazję by modlić się za duchowieństwo i zarazem o łaskę nowych powołań z naszej wspólnoty parafialnej. Może przyjście na nowennę łączy się z jakimś krzyżem, ale chyba warto. A jeśli i to nie jest wystarczający argument to my duszpasterze z pokorą przyznajemy: potrzebujemy waszej modlitwy.