Cały czerwiec jest wielkim wołaniem Kościoła – Jezu uczyń serca nasze według Serca swego. To Boże Serce ukochało człowieka i jest bardzo wrażliwe na jego los. Ewangelia dzisiejszej niedzieli mocno koresponduje z pierwszym czytaniem, w którym prorok Eliasz przywraca do życia zmarłego syna wdowy, która udzieliła mu gościny i dachu nad głową. W Ewangelii Jezus zatrzymuje orszak żałobny, by wskrzesić do życia jedynego syna wdowy. Jezus wiedział jak wdowie musi być ciężko. Cała nadzieja jaka wiązała na przyszłość umarła wraz z jej synem. Najbliższe dni rysują się w najczarniejszych kolorach. Ból nie do opisania i droga, z której zdaje się nie można zawrócić. A jednak dla Boga wszystko jest możliwe. Chrystus nie powtarza wdowie obiegowych zdań w rodzaju: trzeba się z tym pogodzić, takie jest życie, nie jesteś pierwsza i ostatnia, inne utraciły więcej dzieci, a nie rozpaczają, weź się w garść, czas jest najlepszym lekarstwem… Bóg który kocha rozumie całą sytuację człowieka. Dlatego dokonuje się cud wskrzeszenia. A po nim uwielbienie Boga: Pan nawiedził swój lud. Gorsza jednak od śmierci fizycznej jest śmierć duchowa. Iluż rodziców płacze dziś nad duchową śmiercią swych synów i córek. Odchodzą od Boga i przykazań i wybierają taką życiową drogę, której trzeba się wstydzić. Ich serca zlodowaciały na wszystko. Zamiast radości przynoszą tylko ból. Co zostaje wtedy? Ano jeszcze gorętsze wołanie: Serce Jezusa, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia, Serce Jezusa, przebłaganie za grzechy nasze, Serce Jezusa, życie i zmartwychwstanie nasze, zmiłuj się nad nami.