Kościoły nasze dzisiaj stały się nieco puste. Nieco puste i to nie z powodu trwających wciąż, choć powoli kończących się, wakacji. To efekt przyciągania serca matki. Dziś niedziela, kiedy cały świat żeński pielgrzymuje do stóp Piekarskiej Pani. Winniśmy wdzięczności naszym babciom, matkom, siostrom, że czynią nasz świat bardziej kolorowy, bo malują go barwami kobiecego serca.  Idzie, więc świat żeński, aby na nowo przypatrzeć się Matce, aby posłuchać, co ma im do powiedzenia na dziś, na teraz, na nasze czasy. Wiemy, że w sercu niosą tyle trosk nie tylko o siebie, nie tylko o najbliższych, ale o całą parafię i o cały świat. Nam zaś liturgia Słowa Bożego daje „twardy orzech do zgryzienia”. Mamy, bowiem zastanowić się nad tym, kto będzie zbawiony? Czy tylko nieliczni będą zbawieni? Z jednej strony Chrystus jest tak dobry i wyrozumiały, okazuje tyle serca ludziom z marginesu społecznego, że na myśl o Sądzie Ostatecznym do serca wstępuje wielka nadzieja. Z drugiej zaś strony Chrystus stawia tak wielkie wymagania moralne, żąda takiego radykalizmu, że aż ciśnie się natrętna myśl, iż do takiego ideału są zdolni nieliczni i wyjątkowi asceci. BĄDŹMY SPOKOJNI o końcowy bilans w królestwie Bożym. Jeżeli tak chętnie powtarzamy zdanie Claudel’a, że „Bóg pisze prosto na krzywych liniach”, jeżeli pocieszamy się zdaniem, że „Bóg ma inny kalendarz i inne zegary”, to wolno i nam powiedzieć, że „Bóg ma inne cyfry i inne obliczenia”, a jako Dobry Gospodarz w czasie Ostatecznych Żniw, przy końcu świata, na pewno nie będzie miał deficytu, ale zbierze wspaniałe i dorodne plony. Zbawienie jest darem Boga, ale róbmy wszystko tak, jakby zależało ono tylko od nas samych.