Doskonale znana nam scena: modlitwa faryzeusza i celnika. Przypowieść, która jest zawsze aktualna. Faryzeusz zamiast uwielbiać Boga, zachwala samego siebie, zamiast słuchać, co On mówi, nie dopuszcza Go do słowa, zamiast przepraszać za grzechy, wylicza skrupulatnie swoje sukcesy w obawie, że aniołowie w niebie mogliby coś przeoczyć. Niestety, skłonność do samochwalstwa jest zjawiskiem powszechnym. W każdym zawodzie spotyka się „faryzeuszów”, demonstrujących pewność siebie i swoją wyjątkowość. Drugi błąd faryzeusza: „Dziękuję ci, że nie jestem jak inni”. We własnych oczach uchodzi za ideał, gardzi innymi i wypomina ich grzechy, a nie widzi własnych. A jak wygląda modlitwa celnika? Posiada trzy istotne cechy: 1. „Stał on z daleka”. Celnik czuje dystans, jaki dzieli człowieka od Boga, wyczuwa Jego świętość i majestat. 2. „Nie śmiał oczu wznieść ku niebu” – odczuwa swoją małość i grzeszność. 3. „Bił się w piersi i mówił: Boże miej litość dla mnie grzesznika”. Nie wylicza grzechów faryzeusza, chociaż mógłby niejedno na ten temat powiedzieć. Zajmuje się sobą, swoim wnętrzem, odczuwa żal za swoje przewinienia, rodzi się w nim prośba o przebaczenie i postanowienie poprawy. Toteż Chrystus powiedział: TEN ODSZEDŁ DO DOMU USPRAWIEDLIWIONY. Nie należy wyciągać wniosku, jakoby każdy faryzeusz za czasów Jezusa był dwulicowy i zasługiwał na naganę, a każdy celnik był pokorny i gotowy do pokuty. Chrystus napiętnował pewne skrzywienia w pobożności, a równocześnie pokazał, że każdy człowiek, nawet ten z marginesu społecznego, może się zmienić, a drzwi do miłosierdzia Bożego są zawsze otwarte.