Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”. Jezus jest Tym, który szuka człowieka. Bo to człowiek zginął, zagubił się, odszedł od Boga i chodzi swoimi drogami. Tworzy swój świat, który nie daje mu szczęście, który nie daje mu spokoju. Jezus szuka człowieka po to, aby dać mu na nowo dar bycia z Bogiem. Bycia z Tym, który go stworzył i wie najlepiej, czego mu potrzeba do wzrostu, do szczęścia, do życia. Jezus szuka każdego człowieka. Oto w dzisiejszej Ewangelii mamy opisane spotkanie z człowiekiem, który po ludzku jest odrzucony, znieważony, jest człowiekiem przegranym do końca. Nikt z ludzi sprawiedliwych, bogobojnych nie chciał mieć z nim nic wspólnego. Był to człowiek, który współpracował z okupantem, człowiek, który okradał swój naród, człowiek niesprawiedliwy, był celnikiem, grzesznikiem. To wszystko, co najgorsze w jego życiu się zdarzyło. Dlatego nikt z pobożnych Żydów nie chciał nawet spojrzeć z życzliwością na niego, a cóż dopiero z nim rozmawiać, a cóż dopiero zasiąść z nim do stołu. Zacheusz bardzo chciał zobaczyć Jezusa. I dziwi nas ta sytuacja. Wchodzi na drzewo. Czy nie mógł wejść na balkon albo wysoki dom? Musi wejść na drzewo. On takie dostojnik, on znany w całym mieście, choć niekochany musi wejść na drzewo. Może, dlatego, żeby ukryć się w liściach tego drzewa i z ukrycia zobaczyć Chrystusa. Bo sam siebie uważa za niegodnego spotkania z Nauczycielem. A mimo to, Jezus zauważył go w tych liściach drzewa, zobaczył go w tym ukryciu, bo widział jego serce, Wiedział, że pragniesz Go zobaczyć. Bohater Ewangelii chciałby usłyszeć słowa i zobaczyć. Usłyszeć ku nawrócenie się. I w ten sposób otrzymuje dar zbawienia, niczym niezasłużony przez człowieka.                  ks. Ireneusz