Nie wszyscy ludzie myślą jednakowo. Są tacy, co w Boga nie wierzą, bo rzekomo nikt Boga nie widział. Są tacy, co Chrystusa nie uznają, bo to rzekomo postać legendarna i zmyślona, jak bajka o Jasiu i Małgosi. W piekło nie wierzy, bo rzekomo nikt stamtąd nie przyszedł się poskarżyć. Nie zamierzamy dzisiaj udowadniać istnienia Boga, niewidomy też nie widzi słońca a wierzy w jego istnienie. Nie będziemy udowadniać historyczności Chrystusa. Odsyłamy do czasopisma rosyjskiego „Nowy mir” z 1959r., gdzie najwybitniejsi uczeni radzieccy stwierdzają, że Chrystus jest postacią historyczną. Nie będziemy nikogo przekonywać o istnieniu piekła. Niech taki wrzuci dziecko do studni i czeka aż ono przyjdzie się poskarżyć, że jest na dnie studni. Ale jest jedna prawda, w którą my wszyscy na tej ziemi wierzymy. I ci co do kościoła chodzą i ci, którzy uważają się za niewierzących, nawet ci co tej religii mają serdecznie dosyć, i gdyby mogli to by cały Kościół utopili w łyżce wody. My wszyscy wierzymy w jedną prawdę, że trzeba będzie pewnego dnia umrzeć. Odejdziemy z tego świata, zostawimy to wszystko, cośmy na tej ziemi ukochali, do czegośmy się przywiązali, co nam było tak bliskie i drogie. Odejdziemy. I mamy filmy niedokończone, bo reżyser umarł, mamy książki nienapisane do końca, bo pisarz umarł, mamy obrazy niedokończone, bo malarz umarł. Jest słynna „Symfonia niedokończona”, bo kompozytor umarł. Odejdziemy kiedyś z tego świata, czy nam się to podoba czy nie. I można by powiedzieć w tym miejscu: mówi się trudno, siła wyższa, na układy nie ma rady, po co z tego powodu robić wielki problem? Wiadomo, że żelazo idzie na złom, papier na makulaturę, a człowiek pewnego dnia na cmentarz. „Panie gdybyś tu był, mój brat by nie umarł” – powiedziała do Jezusa Marta nad grobem swojego brata Łazarza. I tu się rozchodzą nasze drogi. Dla człowieka niewierzącego wszystko się kończy na cmentarzu. Dla człowieka wierzącego śmierć to tylko przekroczenie progu, wstępujemy w dalszym ciągu w życie wieczne w Bogu.

Ks. Ireneusz