Dziwny Gość. Wichura wstrząsająca całym domem. Płomień nad głową każdego z siedzących i płomień w każdym sercu. Zgiełk zmieszanych w radosnym oszołomieniu głosów i ludzie wybiegający nagle jak pijani na ulicę, by wykrzyczeć wszystkim o Gościu, który dzisiaj przyszedł ich odwiedzić. Dziwny Gość. Zapowiedziany, czekany z utęsknieniem, wymodlony, a przecież przychodzący bez pukania, jak nagła burza i przewracający wszystko do góry nogami. Duch Święty. Jezus, zanim odszedł z ziemi, mówił im o Nim wielokrotnie. To Jezus obiecał Go posłać. Jezus nie rzucał na wiatr słów swojej wielkiej obietnicy. Spełnia ją po części już w pierwszy wieczór po swoim zmartwychwstaniu, spełnia ją w całej rozciągłości w dzień Zielonych Świąt. Wydarzenia, jakie miały miejsce w Jerozolimie w poranek niedzieli Zielonych Świąt opisał w sposób wystarczający Łukasz w odczytanym przed chwilą fragmencie Dziejów Apostolskich. Nie będziemy do nich wracać. Ale może warto zamyślić się nad wymową znaku. Więc najprzód: wiatr Ducha Świętego. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Nie myślmy, że Bóg zawsze przychodzi po cichu, delikatnie i pokornie, że czeka cierpliwie pod drzwiami aż Mu otworzymy. Czasem jest On jak burza, przed którą nie wiadomo gdzie uciekać. Jak uderzenie pięścią po oczach! Ale jakkolwiek by przyszedł, będzie to zawsze przyjście łaski. Wiatr, który wstrząsa Wieczernikiem jest dobrym wiatrem. Na taki wiatr czekają drzemiące w porcie żaglowce. O taki wiatr modlą się głodni drogi marynarze. Wywieje on także tych Dwunastu z zacisznych ścian Wieczernika i pogoni w świat. Dopiero w jego szumie budzą się w nich słyszane kiedyś słowa: idźcie na całą ziemię i nauczajcie wszystkie narody, chrzcijcie je, uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. Upragniona wichura, podrywająca skrzydła śpiących ptaków do dróg, dla których zostały stworzone. Ten wiatr Ducha Świętego wieje przez całą historię Kościoła. Wieje do dziś.

Ks. Ireneusz