Słowa Chrystusa są jasne, a jednak niektórym ludziom sprawiają poważne kłopoty z powodu dwóch wyrażeń: „przyznać się” i „zaprzeć się”. Przez 2000 lat chrześcijaństwa, wierzący płacili wysoką cenę za przyznawanie się do Chrystusa: więzienia, tortury i śmierć. Potem zmieniono metody prześladowania, człowiek wierzący nie mógł piastować poważnego stanowiska w państwie, nie mógł zostać oficerem wojska ani w policji, być w parlamencie, zostać dyrektorem szkoły czy zakładu pracy, otrzymywał niższe wynagrodzenie, był wyśmiewany i napiętnowany. Kaznodzieje i publicyści. Gdy natrafili na słowa Chrystusa: „kto się przyzna do Mnie przed ludźmi” komentowali to po swojemu i ograniczali się do takich rzeczy: zdjąć czapkę przed krzyżem i kościołem, zachować post w piątek, uklęknąć na drodze, do gdy kapłan idzie do chorego z Panem Jezusem, przeżegnać się przed posiłkiem w pociągu lub restauracji, udekorować okna na Boże Ciało. Tak nauczali rekolekcjoniści w Wielkim Poście i podczas misji parafialnych. Na pewno jest to jakaś forma wyznania wiary, ale nie o tym mówił Chrystus. Są sprawy o wiele ważniejsze i głębsze. Wyznawać Chrystusa trzeba zawsze, w każdym czasie, niezależnie od okoliczności: wojna, tułaczka, wygnanie, Syberia, obozy i czasy dyktatury z prześladowaniem wiary. Czasy komunizmu w Polsce (1945-1989). Był to najtrudniejszy okres dla Kościoła na przestrzeni 1000 lat chrześcijaństwa w tym kraju. Aresztowano Prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego i nazwano go zdrajcą narodu, wytoczono procesy pokazowe licznym kapłanom, także biskupowi Czesławowi Kaczmarkowi. Szalała jawna walka z religią i ateizacja kraju. Kto teraz powtarza zdanie: „za czasów komuny nie było tak źle w Polsce, nikogo nie prześladowano za wiarę, każdy mógł swobodnie wierzyć”, ten albo nie zna tych czasów, albo jawnie kłamie i przeinacza fakty. Właśnie w tamtych czasach niektórzy rodzice chrzcili swoje dzieci po kryjomu, wywozili je do innej parafii do Pierwszej Komunii świętej, a śluby odbywały się czasem nocą lub w mieszkaniu.

Ks. Ireneusz