Dziś słyszymy w kościele trzy przypowieści: o skarbie, o drogocennej perle i o sieci. Jest w nich wiele cennych myśli religijnych. Za czasów Chrystusa w Palestynie nie było banków i ludzie w obawie przed złodziejami ukrywali swoje skarby na polu. Kto z nas w dzieciństwie nie słuchał chętnie opowieści o ukrytych skarbach w grotach, na dnie morza czy w niedostępnej dżungli. Nakręcono na ten temat wiele sensacyjnych filmów. Pisze się, że w zatopionym statku Titanic w 1912 roku znajduje się mnóstwo skarbów. Jezus opowiada o człowieku, który: znalazł skarb na polu. Powiedzielibyśmy o nim szczęściarz, los się uśmiechnął do niego, pracował na obcym polu i przypadkowo znalazł ukryty skarb. To pierwsza cenna myśl: wiara jest takim znalezionym skarbem, bez naszych zasług, za darmo. Nie miałem na to żadnego wpływu, że urodziłem się w katolickiej rodzinie, doprowadzili mnie do chrztu, nauczyli modlitwy, posyłali na lekcje religii i dzięki nim przyjęłam I Komunię Świętą, sakrament bierzmowania i poznałem prawdy chrześcijańskiej wiary. Mogłem się urodzić w rodzinie niewierzącej, w komunistycznych Chinach, w jakimś szczepie Indian, wśród murzynów. Wiarę otrzymałem zupełnie za darmo. Ukrył ten skarb ponownie. Ten szczęśliwy człowiek z Ewangelii zakopał ten skarb w tym samym miejscu, ponieważ istniało takie prawo, że wszystko, co się znajduje w ziemi należy do właściciela pola. Najpierw trzeba nabyć prawo własności. Trzeba też pilnować żeby nikt się o tym nie dowiedział i nie usiłował ukraść skarbu. To druga cenna myśli tej przypowieści: wiary trzeba strzec jak źrenicy oka. O wiarę trzeba się troszczyć, nie wystarczy samo jej posiadanie. Człowiek kupił tę rolę. Dlatego sprzedał wszystko, co miał i kupił to pole.

Ks. Ireneusz