Faryzeusze coraz bardziej nienawidzą Chrystusa i depczą Mu po piętach. Ten opuszcza na jakiś czas granice Palestyny i wchodzi na tereny Fenicji, zamieszkiwanej przez pogan. Pragnie wypocząć i poczekać, aż sytuacja ulegnie zmianie, opadną emocje faryzeuszy, ekstremistów. Jego pobyt w granicach Tyru i Sydonu zauważyła pewna kobieta, która pędzi co tchu do Niego, ponieważ jej córka jest ciężko chora i woła: „ulituj się nade mną, Panie, synu Dawida!”. W tym zdaniu mieści się cały ból matczynego serca. Nie wiemy, co dolega córce, ale na ówczesnym etapie wiedzy medycyna była bezsilna. Ponieważ wszelkie choroby przypisywano wpływom demonów, stąd określenie „jest ciężko dręczone przez złego ducha”. A więc to stan krytyczny. Poganie nie utrzymywali kontaktów towarzyskich z Izraelitami, ale ta kobieta łamie wszelkie bariery, uprzedzenia i konwenanse. Zostawiła też na boku swoją dumę rodową i szuka w ostatniej nadziei ratunku u Chrystusa. Lecz On nie odezwał się ani słowem – napisał Ewangelista Mateusz. Udaje, że jej nie dostrzega i nie słyszy. A gdy kobieta ponawia swoją prośbę w histerycznym wołaniu, uczniowie zwracają uwagę, że należy się pozbyć tej natrętnej matki: „odpraw ją, bo krzyczy za nami”. Jezus odpowiada spokojnie, że „jest posłany tylko do owiec z domu Izraela”. Przekazano jej to zdanie, niech więc nie traci daremnie czasu, niech wraca do domu, jej rozdzierający płacz niczego nie wskóra. Lecz ona nie kapituluje, uparcie przeciska się przez tłum, pada na kolana przed Chrystusem, spogląda Mu w oczy i błaga: „Panie, dopomóż mi”. Ileż w tych słowach nadziei i bezgranicznej ufności! Na tak żarliwą prośbę zbolałej matki kamienie by się wzruszyły – powiadają ludzie.

Ks. Ireneusz