W trzecią niedzielę Adwentu Kościół zachęca nas do radości, dziękczynienia. Po pierwszym czytaniu śpiewaliśmy Magnificat, czyli hymn wdzięczności Maryi: „Wielbi dusza moja Pana, bo wielkie rzeczy uczynił mi Pan. A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie”. Są ludzie, którzy mają wątpliwości: czy Kościół nie przesadza z tym dziękczynieniem? Czy mamy dziękować za bezrobocie i ciągłą drożyznę? Czy dziękować za to, że ktoś ma męża alkoholika i dwóch synów narkomanów, a córka rozeszła się z mężem i została z dwójką dzieci? Niektórzy nie wiedzą w jakiś sposób z pensji opłacić mieszkanie, wodę, światło i ciepło, szkołę Internet! No i przede wszystkim lekarstwa, które są przeraźliwie drogie! Żywność drożeje a renta czy emerytura taka sama! Otóż trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że nie możemy dziękować Bogu za zło i krzywdy wyrządzone nam przez ludzi. Mamy dziękować za dobro, które jest wokół nas, a które nie widzimy albo nie chcemy widzieć. Przypomnijmy sobie rok 1982. W Polsce od 13 grudnia 1981 panuje stan wojenny. Władza nie wyraża zgody na przyjazd do Polski Jana Pawła II na jubileusz 600-lecia obecności obrazu Matki Bożej w Częstochowie. Jest 13 maja, papież udaję się do Portugalii, aby podziękować Matce Bożej za uratowanie mu życia. Po dokonaniu zamachu papież nie dziękuję Bogu za to, że Ali Agca strzelał do niego na placu Świętego Piotra, ale za to, że za wstawiennictwem Maryi Bóg nie dopuścił do śmiertelnego strzału. W tej potwornej zbrodni dostrzegł dobrodziejstwo Niebios. Ojciec Święty ofiarował w Portugalii Matce Bożej Fatimskiej złoty różaniec, a także kulę, która go raniła, a wierni podarowali papieżowi złote serce z napisem „Totus Tuus”. Tego samego roku w czerwcu przyjechał do Polski arcybiskup Poggi, i to te serce otrzymane w Fatimie, w imieniu Ojca Świętego ofiarował Matce Bożej Częstochowskiej. Rok później, w 1983 Jan Paweł II przyjechał po raz drugi do Ojczyzny. Niedługo potem zniesiono stan wojenny. W 1989 odzyskaliśmy suwerenność. Jest za co Panu Bogu dziękować.

Ks. Ireneusz