Dlaczego jesteś kucharzem, lekarzem, nauczycielem, bankowcem? O kapłanach tak łatwo powiedzieć: to przecież powołanie. Ale i łatwo osadzać: ten, to ksiądz z prawdziwego powołania a tamten nie. Wydajemy takie opinie, ponieważ wydaje nam się, że znamy cechy człowieka, który ma spełniać rolę przewodnika duchowego. Po takim człowieku spodziewamy się po prostu więcej. Ale przecież powołaniem tak naprawdę jest każdy zawód. Lekarz, pielęgniarka, nauczyciel – jakże nie mówić tu o swoistym powołaniu i swoistej służbie. Kto w tym świeckim życiu rozumie swoją pracę, jako powołanie staje się nie tylko świetnym fachowcem, ale nade wszystko cieszy się dobrą opinią tych, dla których pracuje. Pierwsze czytanie o powołani Samuela i Ewangelia dzisiejszej niedzieli o powołaniu pierwszych uczniów wprost wskazują, że powołującym jest sam Bóg. To On obdarzając nas takimi czy innymi talentami wskazuje zarazem drogę powołani, dziś nowomodnie nazwalibyśmy ją drogą samorealizacji. Ale oprócz tej drogi, powołania, zawodu, spełnienia człowiek nosi w sercu jeszcze jedno pragnienie – człowiek szuka sensu i celu życia. Toteż Chrystus zaprasza i dziś do siebie wszystkich ludzi: chodźcie a zobaczycie. Zaprasza młodych entuzjastów, by stali się apostołami Jego sprawy. Zaprasza wszystkich stojących z boku, by nie stali na progu Kościoła, ale weszli do środka i czerpali ze skarbów naszej wiary. Chrystus zachęca wszystkich zniechęconych i uprzedzonych. W Nim odkrywamy sens życia, sens naszej pracy, codziennego trudno. Bo pracujemy nie tylko by się rozwijać, utrzymać, służyć innym, choć to bardzo szlachetne. Ale też każdego dnia pracą zdobywamy niebo.

Ks. Ireneusz