Strona parafii św. Jana Sarkandra w Bańgowie

Archiwum z miesiąca Maj, 2018

Lubimy rzeczy pewne i nienaruszalne. Bardzo nam z tym wygodnie, owszem, bardzo schlebia, że sprawy tak właśnie się mają. Inni muszą dopiero szukać, my już znaleźliśmy. Inni budują w trwodze, wśród niepowodzeń i omyłek, my już mamy gotowe. Ktoś tam miota się niespokojnie wśród pytań i wątpliwości, nam już powiedziano wszystko. Ale tę buńczuczną pewność siebie, ten napuszony tryumfalizm ludzi Kościoła, którym się zdaje, że otrzymali od Boga w prezencie całą i w najdrobniejszych szczegółach wykończoną prawdę, burzą słowa Jezusa, wypowiedziane w Wielki Czwartek do uczniów: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze tego znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy”. Nie zacieśniajmy tej znamiennej obietnicy wyłącznie do grona Apostołów. Ona ma wieczną wymowę. Jesteśmy członkami Kościoła, który posiadając prawdę, ciągle na nowo musi się jej uczyć, ciągle mozolnie ją zgłębiać, pełniej poznawać i coraz bardziej przekonywająco ukazywać. Takim chciał go mieć Jezus i dlatego poddał go kierownictwu Ducha Świętego. Ten Duch pełnić będzie w Kościele wiele różnorakich funkcji. Nie wchodźmy dziś w ten rozległy temat. Zostańmy przy tym jednym tylko z Jego zadań, tym, które zarysował Chrystus, mówiąc: „doprowadzi was do całej prawdy”. W ciągu długiej historii Kościoła pojawiać się będą coraz to nowi „mędrcy”, nawet z grona duchownych i teologów, by nam uczenie wyjaśnić, że Chrystus, mówiąc np. „To jest Ciało Moje”, bynajmniej nie zamierzał wiązać swojej obecności z postacią konsekrowanego chleba, że oznajmiając: „Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone”, absolutnie nie myślał o spowiedzi, a chwaląc wiarę Piotra, nie uczynił go wcale głową Kościoła. Zamiast padać od razu plackiem przed wypowiedziami takich „geniuszy”, idźmy raczej spokojnie do wiary tych pierwszych, często naocznych jeszcze świadków, którzy nie pod kierunkiem człowieka, ale samego Ducha Świętego wchodzili w rozumienie tajemnic wiary i pod Jego kierunkiem budowali zręby chrześcijańskiej doktryny i kościelnych struktur. „Nauczyć się”, to przede wszystkim przyswoić sobie ukazywaną nam prawdę. To, czego uczył Chrystus, nie jest materiałem do samego tylko, nawet uważnego, teoretycznego studium. Treść Ewangelii należy niejako wziąć w siebie i uczynić swoją osobistą własnością, za którą staję całym sobą, a więc umysłem, wolą i sercem. Nauczyć się Ewangelii, to nauczyć się Chrystusa. To przyswoić sobie Jego sposób myślenia, działania, patrzenia na Boga, na człowieka i na świat, na Eucharystię, spowiedź świętą i papieża czyli widzialną głowę Kościoła.

Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • Zdjęcia

    W naszej galerii pojawiły się zdjęcia
    z Wizytacji Kanonicznej Ks. Biskupa Marka Szkudło.

    Zapraszamy

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • I wstąpił do nieba. Zamiast szczegółowo zajmować się licznymi znakami zapytania, jakie się dzisiaj nasuwają, spróbujmy spojrzeć na teologiczną treść dzisiejszej uroczystości. Treść ta jest nadspodziewanie bogata i – o dziwo – wbrew pozorom ogromnie na człowieka ukierunkowana i człowieka żywo obchodząca. Wniebowstąpienie, to święto, w którym Kościół czci Chrystusa wracającego w swojej ludzkiej naturze do Ojca, po wypełnieniu na ziemi zleconych mu zadań. Słowo „powrót” nie może być rozumiane w ten sposób, jakoby Chrystus udawał się fizycznie, w którymś tam dniu, na pewne, określone miejsce w kosmosie, zwane niebem. Niebo bowiem jest nie tyle miejscem, co stanem, nowym, doskonalszym sposobem bycia. Wniebowstąpienie oznacza więc nie zmianę dotychczasowego miejsca pobytu, ale nowy sposób przebywania Jezusa tak w niebie, czyli u Ojca, jak również tu na ziemi, wśród nas. O wniebowstąpieniu, jako odrębnej tajemnicy, można co najwyżej mówić, patrząc na Jezusa od strony ludzi. I ludziom, już w dniu zmartwychwstania, ukazuje się Jezus w stanie „przemienionym”. Wraca do uczniów ten sam, ale nie taki sam. Jego uwielbione ciało nie podlega ani cierpieniu, ani śmierci, to zjawi się, to znowu znika, nie zna przeszkód ani zapór. Jest to Jezus już nie ziemi, ale nieba. Ale jeszcze tyle dawnych więzów łączy Go z uczniami. Zjawia się im, rozmawia z nimi jak człowiek z człowiekiem, jeszcze ich poucza, oświeca, bogaci nowymi zbawczymi darami. Można by powiedzieć, że te krótkie dni po zmartwychwstaniu bardziej nawiązują do tego, co było, jak do nowej rzeczywistości, jaka zaistniała w dniu Wielkanocy. Ale oto w czterdzieści czy ileś tam dni po zmartwychwstaniu kończy się i ta paschalna obecność. Jezus ukazuje się uczniom po raz ostatni. Ukazuje się w stanie olśniewającej chwały jako Ten, który spełniwszy zlecone sobie zadanie, zastaje – w zamian za swoje posłuszeństwo Ojcu – przez tego Ojca wywyższony i posadzony po Jego prawicy, czyli obdarzony równą Bogu potęgą. Pozornie jest to święto bolesne. „Odszedł” ktoś, kto nas kochał i kogo my kochaliśmy. Przy rozstaniach płyną często łzy. Coś z tych łez p opłynęło zapewne przy pierwszym odejściu Pana, w Wielki Czwartek. Wzruszył się wówczas głęboko sam Jezus. Wzruszyli i Apostołowie. Bo też było to odejście w mękę, w noc, w pozorne przekreślenie wszystkich nadziei. W dniu wniebowstąpienia nie płacze nikt. Dla Jezusa jest to radosny i zaszczytny powrót do domu Ojca.

    Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • Możliwość komentowania Dziękujemy Bp. Markowi za posługę w naszej parafii została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • VI Niedziela WIELKANOCNA

    Zapewne wyda się to niejednemu dziwne, że odchodząc z tego świata, Jezus przypomniał ludziom obowiązek miłowania nie Boga, ale drugiego człowieka. W stosunkowo krótkiej dzisiejszej ewangelii, stanowiącej fragment mowy Jezusa w Wieczerniku, na kilka godzin przed męką, dwukrotnie pada polecenie: „to wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”. Ta sama myśl wróci w kończącej mowę modlitwie Jezusa, zwanej przez biblistów modlitwą arcykapłańską. Aż cztery razy zwróci się On tu do Ojca z prośbą, by ci, których pozostawia, złączeni byli jednością i wzajemnie się kochali. Przypominając ludziom obowiązek miłości, Jezus nie zapomina wcale o Ojcu. Przeciwnie, w ten swój ostatni wieczór na ziemi jest sercem i myślą nieustannie przy Nim. Ale wie, że Ojciec nie przez co innego, ale właśnie przez to, najbardziej zostanie uwielbiony, jeżeli wreszcie uda się – jakimś przedziwnym zabiegiem – wpleść na trwałe w definicję człowieka słowo: miłość. Wie również, że i dla człowieka polecenia, które mu dzisiaj zostawia, są poleceniami największej wagi. Nie ma bowiem dla niego innej drogi do Boga, a tym samym do jego własnego, doczesnego i wiecznego szczęścia, jak tylko droga poprzez wielką, ludzką rodzinę, w której wszystkich – dalekich i bliskich, złych i dobrych, życzliwych i nienawistnych – objąć należy kochającym i gotowym do służenia sercem. Oto dlaczego skąpo odmierzony czas, który Mu jeszcze p ozostał, p ośw ięc a Jezus na wprowadzenie uczniów w Wielką Kartę Miłości. Zrozumieją zawarte tam tajemnice i zaczną według nich żyć – wygrali. Wygrał świat. I wygrał Bóg. Nie zrozumieją i odejdą w nienawiść – a wówczas męka, ku której idzie, będzie dodatkowo gorzka i bolesna. Żaden z ludzi nie może sobie pochlebiać, że to on pierwszy robi krok w miłość. Jak wszędzie tak i tu inicjatywa należy do Boga. „Miłość jest z Boga” – napisze Jan i wyjaśni: „to nie my umiłowaliśmy Boga, ale On sam pierwszy nas umiłował”. To samo powie Jezus swoim uczniom: „nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania VI Niedziela WIELKANOCNA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • Możliwość komentowania Ksiądz bp. Marek jest wśród nas została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Tygodnik parafialny, Życie parafii
  • V Niedziela WIELKANOCNA

    Izraelici mieli dużo winnic. Dostarczały one słodkich owoców, które były podstawą żywienia. Na przedwiośniu ogrodnik zaczyna pracę wśród drzew i krzewów, oczyszcza pnie, wycina suche gałęzie. BÓG UPRAWIA WINNICE. Przypowieść jest bardzo sugestywna. Chrystus przedstawił siebie, jako winnicę, a Jego wyznawcy są latoroślami. Jeśli wierzący nie przynosi owoców, Bóg go odcina i odrzuca, rezygnuje z niego. Po to żyjemy na świecie i należymy do chrześcijaństwa, żeby przynosić coraz obfitsze owoce. Chrześcijaństwa nie wolno zredukować do walki ze złem: to jest tylko jeden z etapów powołania. Drugi etap jest o wiele ważniejszy i oznacza tworzenie dobra na tej ziemi. Jest to możliwe tylko wówczas, gdy człowiek jest zjednoczony z Chrystusem. „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity”. Kto więc nie uznaje Chrystusa, jako Mesjasza i nie trwa w Nim, jest suchą gałęzią i zostanie odcięty i wyrzucony. A współcześni Żydzi niestety, odrzucili Chrystusa, jako Mesjasza. BEZE MNIE NIC NIE MOŻECIE UCZYNIĆ. To zdanie szokuje i budzi protesty. Czy bez Chrystusa nie można uczynić nic dobrego? Przecież są ludzie niewierzący, którzy ukończyli studia, założyli rodziny, wychowali dzieci, tworzą różne dobre i pożyteczne rzeczy na świecie. Oczywiście. Prawda jest taka, że bez Chrystusa nie możemy niczego uczynić, co zasługiwałoby na zbawienie. Jeśli w jakiejś religii nie ma Chrystusa, jako Mesjasza, tam nie ma prawdziwego Boga, religii i Kościoła. Warto o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy się prowadzi dyskusje z sektami. PROŚCIE O COKOLWIEK CHCECIE… Jeżeli trwamy w Chrystusie i zachowujemy Jego słowa, przynosimy owoce a nasze modlitwy są bardziej skuteczne. Bóg przez to doznaje większej chwały, a my stajemy się uczniami Jezusa. Warto od czasu do czasu zapytać samego siebie, jak wyglądają nasze modlitwy? Czy nie dlatego są takie nijakie, bezbarwne i mało skuteczne, ponieważ nie trwamy w Chrystusie, żyjemy w grzechach, nienawiści, w intrygach i różnych nadużyciach? Można posłużyć się pewnym obrazem: bez Chrystusa i Jego nauki, przypominamy kolorowego ptaka, który znajduj się w niektórych mieszkaniach. Jest piękny, budzi zachwyt, ale niestety nie ma życia, jest wypełniony trocinami. Czyli katolik bez życia, martwy. Często pojawia się pytanie, w jaki sposób można poznać, że ktoś miłuje Boga z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił? Chrystus udzielił odpowiedzi w tej przypowieści: „Jeśli będziecie zachowywać przykazania moje, będziecie trwać w mojej miłości – tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna”.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania V Niedziela WIELKANOCNA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Tygodnik parafialny