Strona parafii św. Jana Sarkandra w Bańgowie

Archiwum z miesiąca Grudzień, 2018

III NIEDZIELA ADWENTU – GAUDETE

Wysłańcy, zwiastuni, heroldowie mają zazwyczaj bardzo trudne zadanie do wykonania. Z jednej strony ukazać oni muszą możliwie w najlepszym świetle tego „nadchodzącego”. Do namalowania takiego portretu, potrzebne są stonowane kolory i delikatne dotknięcie pędzla. Z drugiej strony zadaniem posłańca jest otwarcie zamkniętych dotąd dla tego „przychodzącego” – drzwi. Co zrobić, gdy nie otwierają się one pomimo próśb i najwspanialszych walorów tego, który idzie? Jan Chrzciciel jest człowiekiem mocnym, wychowała go pustynia i samotność. Tacy nie rozdzielają włosa na czworo, nie bawią się w subtelność i pieszczotliwość, zamiast długo szukać klucza do bramy, która nie chce się otworzyć, wyważają po prostu tę bramę. Twarde są kazania Jana Chrzciciela. Trzeba opowiedzieć się za lub przeciw. Ten, który idzie zacznie od przeprowadzenia na świecie sądu, oddzieli pszenicę od plew, pszenicę zgromadzi w spichlerzu, a plewy spali ogniem nieugaszonym. Drzewo nie przynoszące owocu – wytnie i wrzuci do pieca. Trzeba więc dobrze rozważyć, gdzie stanąć i to zaraz, bo siekiera sprawiedliwej pomsty jest już przyłożona do korzenia. Kazanie Jana Chrzciciela budzą zainteresowanie i zyskują rozgłos. Ludzie są skruszeni i pełni dobrych chęci, bo ci ludzie chcieliby dobrze żyć. Przychodzą więc do Jana i pytają, co mają czynić? Ludziom pytającym, co mają czynić, Jan nie nakazuje ani porzucenia pełnienia dotychczasowego zawodu, ani radykalnej zmiany trybu życia, nie zaleca żadnych pokutnych pielgrzymek do Jerozolimy, ani zadośćuczynienia ofiarom grzechu. Żadnych długich modłów, czy uciążliwych postów. Zaleca natomiast sprawiedliwości i miłosierdzie. Sprawiedliwość tym, którzy dotąd grzeszyli niesprawiedliwością, którzy krzywdzili drugich i zagarnęli nie swoje, a miłosierdzie zaleca wszystkim ludziom. W trzecią niedzielę adwentu warto spojrzeć na samego siebie, warto sobie postawić tamto pytanie znad Jordanu: co mam czynić? Jak żyć, by to życie było drogą ku spotkaniu z tamtym Nadchodzącym? Jeżeli od celnika i pogańskiego żołdaka wymagano sprawiedliwości, to postawa taka cechować powinna tym bardziej ucznia Chrystusa. Jest to bowiem fundament wszystkich cnót moralnych, żąda ona: oddaj każdemu co mu się należy! Każdemu, to znaczy i Bogu i człowiekowi. Bogu daj przysługujące Mu część i posłuszeństwo. Twojemu bratu – człowiekowi, daj poszanowanie jego godności i praw. W parze ze sprawiedliwością powinno iść miłosierdzie. Zapytaj dziś serce o konkretny program swego chrześcijańskiego „jutra”. Bo miłość, to nie tylko wewnętrzne nastawienie, piękne uczucia i górne słowa. Miłość, to przede wszystkim czyn. Niech mi więc moje własne serce powie: komu trzeba przebaczyć, z kim się pojednać, do kogo podejść z zaufaniem, czyją biedę wspomóc?

Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • II NIEDZIELA ADWENTU

    We wstępie do swojej Ewangelii zaznacza Łukasz, ile troski włoży w wiarygodność i historyczność tego dzieła: „Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszej chwili i opisać … po kolei”. I właśnie tak historycznie, z osadzeniem faktu, rozpoczyna opis publicznego wystąpienia Jana Chrzciciela. Nam się czasem wydaje, że jak już sobie życie jako tako ułożymy, uporządkujemy, jak już odejdzie od nas to, co serce plami i poniża, to wówczas rozglądamy się i za Bogiem. A co, jeżeli On przyjdzie wcześniej? A co, jeżeli nas zaskoczy, tak jak zaskoczył kiedyś tamtych? Nie bójmy się jednak tego nieoczekiwanego przyjścia. Kiedykolwiek by ono nastąpiło i w jakiejkolwiek sytuacji nas zostało, trzeba ku niemu wyciągnąć ręce. Bo Bóg, który przychodzi, to Bóg Zbawiciel. Niepotrzebne Mu dobre czasy. To On czyni czasy dobrymi. To On umożliwia człowiekowi przemeblowanie życia i trwały ład. Ale zbawi On tylko tych, którzy chcą być zbawieni. Nie skorzystali z oferty ani Piła, ani Herod, ani Annasz czy Kajfasz, choć każdemu z nich dana była łaska osobistego zetknięcia się z Chrystusem. Niechętnymi spotkaniu i brudnymi rękami dotknęli oni wprawdzie „pełni czasów”, ale osobiście nie skorzystali na tym nic. Odtąd tylko ich imiona pozostaną w historii na świadectwo, iż tamto, które Łukasz zaczyna opisywać, nie jest bajką, legendą, wytworem fantazji, ale faktem, który da się umiejscowić w konkretnym czasie, na konkretnie określonej przestrzeni. A wszystko zaczęło się tak: koczujący gdzieś na odludziu Pustelnik Jan otrzymuje któregoś dnia znak: „czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże”. Żegna pośpiesznie samotność i wyrusza w drogę. „Obchodził więc całą okolicę i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów”. Kto mu powiedział, że wybierając się na spotkanie z Bogiem, trzeba zacząć od zerwania z grzechem i wymazania go z życia przez nawrócenie i pokutę? Jan był mądry Biblią i własnym, czystym sumieniem. My, mniej od niego mądrzy i nieporównywalnie mniej święci, wchodzimy co roku w nasz adwent z zupełnie innymi troskami. Kto tam myśli o sumieniu i czystym sercu? Choć Boże Narodzenie obiecuje nam spotkanie nie z bajką, ale z rzeczywistością, a w tej rzeczywistości nie z czymś, ale z kimś, nasze przygotowanie do świąt wygląda tak, jakby tamten Przychodzący był na niby i jakby uczcić Go można nie sobą, ale rzeczami. Szał potrzebnych i niepotrzebnych zakupów, podarunki, świecidełka, wyjazdy, listy, smsy. Przecież to wszystko jest wyłącznie dla nas i dla naszych! A co dla Niego?

    Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • Odwiedziny duszpasterskie

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • I NIEDZIELA ADWENTU

    Komu jak komu ale człowiekowi XXI wieku nie trzeba dopiero opisu Ewangelii, by dowiedział się, jakie to okropności czekają świat i ludzkość w dniu, w którym „moce niebios zostaną wstrząśnięte” i to, co wydawało się trwałe i bezpieczne nagle zacznie rozsypywać się jak skorupy rozbitego dzbana. Człowiekowi XXI wieku mówi o tym wystarczająco wyraźnie nauka. Współcześni fizycy, chemicy, biolodzy, różnego rodzaju specjaliści od analizowania rzeczywistości, grzebania w ziemi lub patrzenia w gwiazdy, wszyscy ci, do wczoraj jeszcze zwiastuni postępu i heroldowie optymizmu, coraz częściej przeobrażać się zaczynają w proroków ostrzegających świat przed zniszczeniem i zagładą. Jeśli te teorie, hipotezy, przepowiednie lub ściśle naukowe wnioski nie przyprawiają ludzi o zbiorowy obłęd, to świadczy to albo o bezmyślności, albo o odporności ludzkiej psychiki, która zdolna jest przyzwyczaić się do najgorszego. W każdym razie nikomu z tych, co opisują rzekomy koniec świata, nie przychodzi do głowy zapraszać nas do pogody, a już tym bardziej do optymizmu i radości. To tylko Jezus ma odwagę rzucić uczestnikom ostatecznej katastrofy to niepojęte zdanie: „A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupieniem”. Zdanie to, czytanie w pierwszą niedziele adwentu, u progu nowego Roku Kościelnego, urasta do miary hasła i programu. Chrześcijanin powinien wziąć je w swoje życie i jego treścią przemienić każdą, nawet tę najczarniejszą, nawet tę huczącą gromami ostatecznej katastrofy noc. Ma zaś prawo to uczynić dlatego, ponieważ w chmurzącą się przed nim przyszłość wchodzi nie sam, ale z Jezusem. Chrześcijanin nie boi się tego przyjścia. Kto wierzy w Jezusa, kto Mu zaufał, kto zjednoczony jest z Nim miłością, ten już teraz, w czasie swojego ziemskiego życia, wyrastać zaczyna jak On, ponad to, co zmienne, przygodne, podlegające zniszczeniu i śmierci. Nawet przez najgorszy chaos pójdzie bezpiecznie ku obietnicy danej człowiekowi przez Boga. Ludzka głupota, przemoc zbrodniarzy lub tragiczny los mogą wprawdzie odebrać mu wszystko, co ma. Nie zabiorą wszakże najważniejszego: tego, kim jest.

    Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii