Strona parafii św. Jana Sarkandra w Bańgowie

Archiwum z miesiąca Luty, 2019

VII NIEDZIELA ZWYKŁA

Wprost nieprawdopodobne, jak Bóg liczy, że z człowieka da się przecież coś wykrzesać. W odczytanej dziś Ewangelii wracają znowu do nas wysokie żądania Jezusa, ze znanego nam już kazania na górze. „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was oczerniają…”. Słuchamy tego wszystkiego trochę smutni i zrezygnowani. Bo przecież te Jezusowe żądania rozbrzmiewają po kościołach chrześcijaństwa już od dwóch tysięcy lat. Słuchało ich i słucha każde pokolenie ochrzczonych. Niestety, niewiele to wpływa na zmianę oblicza świata. W dalszym ciągu nie jest to świat miłości, ale nienawiści, pokoju, ale kłótni, gwałtu i przemocy, świat przebaczenia, ale zemsty, świat, który umie zrezygnować z prawa na rzecz miłości, lecz jest to świat twardo dochodzący swojego i okrutnie mszczący doznaną krzywdę. Najdziwniejsze, że pomimo całej tej tragicznej sytuacji, ludziom ciągle marzy się inna, lepsza, budowana właśnie na zasadach dzisiejszej Ewangelii rzeczywistość. Śnił o niej już stary Izajasz, gdy pisał pochwałę nowej ziemi, w której wilk zamieszka z jagnięciem, krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie… a ludzie nie będą się wzajemnie zabijać ani sobie szkodzić, bo pogodzi ich znajomość Pana. Świat sprawiedliwy, zbratany, zatroskany o wzajemne dobro, w miejsce egoistycznie egzekwowanego „mojego prawa” marzył się i marzy do dziś wielu z nas. Jak dotąd, rzeczywistość przekreśla bezlitośnie wszystkie te marzenia. Wilk pozostaje wilkiem i gdy zobaczy jagnię, to je po prostu pożera. Czy nie lepiej przestać wreszcie marzyć o czymś, co naszej „krwiożerczej” naturze wydaje się obce i co – jak pokazuje doświadczenie – przerasta nasze siły? Realiści z całą powagą ostrzegają ludzi przed utopiami.

Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania VII NIEDZIELA ZWYKŁA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • VI NIEDZIELA ZWYKŁA

    Błogosławieni ubodzy. Jak rozumieć to przedziwne błogosławieństwo, by nie zabrzmiało nam ono jak pusty frazes, za którym nie stoi nic? Jak powiedzieć je ubogim, by nie dojrzeli oni w nim wyłącznie kpiny z ich nędzy? Jak przede wszystkim iść z takim programem do świata, w którym problem głodujących i umierających z niedostatku milionów urasta do niebezpieczeństwa bardziej groźnego, niż nawet konflikt nuklearny? Czy Jezus, nazywając ubogich błogosławionymi, to znaczy szczęśliwymi, chciał powiedzieć, że ubóstwo, choroba są wartościami, których należy szukać, o które należy zabiegać? Niebezpieczeństwo takiego właśnie rozumienia słów: „błogosławieni ubodzy”, niewątpliwie istnieje. A okazją do niego jest zachowanie się samego Jezusa. Pismo św. powie o Nim, że będąc bogaty, dla nas stał się ubogim. Przyszedł na świat jako człowiek biedny i jako biedny człowiek żył. Od samego początku swojej publicznej działalności Jezus otoczy się nie arystokracją, bankierami czy posiadającymi wielkie fortuny, ale plebsem. Tymi, którzy byli najbardziej lekceważenie i najcyniczniej wyzyskiwani. Będzie to pospolity lud wiejski, rolnicy, rybacy i wielobarwna gawiedź miejskiego proletariatu, nigdy niepachnąca groszem, żyjąca więcej niż skromnie. Do tej kategorii ludzi dołączą chorzy, opętani przez demony, ludzie za biedni, by się leczyć lub dbać o siebie. Ciągnąć będą za Jezusem przede wszystkim grzesznicy. Ich reprezentanci: celnicy i dziewki uliczne znajdą w Nim obrońcę, a nawet przyjaciela. Jezus zgromadzi całą tę ludzką nędza wokół siebie i powie jej: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże!”. Zupełnie co innego usłyszą od Niego bogaci. Będą to surowe ostrzeżenia, a nawet groźnie brzmiące: biada!

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania VI NIEDZIELA ZWYKŁA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • IV NIEDZIELA ZWYKŁA

    Każde objawienie się prawdy jest zobowiązujące do czegoś tam. Woła do czegoś lub zabrania. Za czymś tam każe iść. Wyrywa człowieka z przyjemnej drzemki, dotychczasowego „dziś” i ukazuje mu drogę nową, najczęściej nie za łatwą i nie za bezpieczną. Drogę do góry. Toteż nic dziwnego, że ten radykalizm prawdy wywołuje często nasz sprzeciw. Doświadczyli tego na własnej skórze starzy prorocy Izraela. Ani jednemu nie uwierzyli w to, co mówił. Ani jednemu nie podarowano tego, że ośmielał się stawiać żądania. Ani jednego nie oszczędzono. Jezus ogłaszając uroczyście w Nazarecie, że to na Nim właśnie spełniają się słowa Pisma, że jest obiecanym Mesjaszem, wiedział dobrze na jaką niebezpieczną wchodzi drogę. Stanąć w rzędzie proroków, to podzielić także ich los. To wyjść naprzeciw zwartej masie miernoty, lenistwa, brudu i grzechu. I próbować całej tej nędzy, przypiąć skrzydła. Ale człowiek z ziemi, nie tęskni do skrzydeł. Tęsknię za to do innych radości. I to o te radości będzie do Proroka wołał i od Niego ich oczekiwał, ich żądał. Jednak Głosiciela prawdy nie da się ani kupić, ani nagiąć do woli tłumu. Jezusa nie wprowadzą w błąd oklaski, którymi rodacy kwitują Jego słowa. Jezus wie, że tego, co im powiedział ani nie zrozumiano, ani nie wzięto poważnie. Bo ludzie tutaj są spragnieni nie prawdy o Nim, ale cudu. Prawda postawiłaby ich wobec konieczności opowiedzenia się za lub przeciw, wygryzłaby się w duszę wyrzutem sumienia. Cud można potraktować jako coś niezobowiązującego. Na taki cud teraz czekają, tego cudu zaczynają się coraz bardziej, natarczywie domagać. Liczą, że Jezus nie odmówi swojemu miastu atrakcji, których nie żałował innym miejscowościom. Ale Jezus odmawia. Z całą stanowczością mówi rodakom, że nie uczyni u nich żadnego znaku. Ponieważ serca zebranych nie dorosły jeszcze do zrozumienia niebieskich tajemnic. Z godnością i spokojem, choć z goryczą w sercu, próbuje Jezus wszystkie te sprawy wyjaśnić rodakom zebranym w synagodze w Nazarecie. Ale daremnie ci ludzie, albo nie chcą, albo nie są w stanie tego zrozumieć. Do ich świadomości dochodzi tylko jedno: nie zrobi cudu, gardzi nami, ośmiesza nas wobec innych. Głosiciele prawdy wiedzą dobrze jak szybko przychodzą nieraz ich słuchacze od oklasków do gwizdów, wyzwisk a nawet rękoczynów. Nazaret nie jest lepszy! Entuzjazm sprzed kilku minut przeradza się nagle w oburzenie i szał: unieśli się gniewem – mówi dosadnie dzisiejsza Ewangelia. W porywie gniewu rzucają się wszyscy na Jezusa. Wyrzucają Go z synagogi. Wloką za miasto, na urwiste zbocze góry, aby Go stamtąd strącić. Postawa ludzi z Nazaretu może nas dziwić i oburzać. Niestety jest to postawa, którą my także czasem przyjmujemy.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania IV NIEDZIELA ZWYKŁA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii