Każde objawienie się prawdy jest zobowiązujące do czegoś tam. Woła do czegoś lub zabrania. Za czymś tam każe iść. Wyrywa człowieka z przyjemnej drzemki, dotychczasowego „dziś” i ukazuje mu drogę nową, najczęściej nie za łatwą i nie za bezpieczną. Drogę do góry. Toteż nic dziwnego, że ten radykalizm prawdy wywołuje często nasz sprzeciw. Doświadczyli tego na własnej skórze starzy prorocy Izraela. Ani jednemu nie uwierzyli w to, co mówił. Ani jednemu nie podarowano tego, że ośmielał się stawiać żądania. Ani jednego nie oszczędzono. Jezus ogłaszając uroczyście w Nazarecie, że to na Nim właśnie spełniają się słowa Pisma, że jest obiecanym Mesjaszem, wiedział dobrze na jaką niebezpieczną wchodzi drogę. Stanąć w rzędzie proroków, to podzielić także ich los. To wyjść naprzeciw zwartej masie miernoty, lenistwa, brudu i grzechu. I próbować całej tej nędzy, przypiąć skrzydła. Ale człowiek z ziemi, nie tęskni do skrzydeł. Tęsknię za to do innych radości. I to o te radości będzie do Proroka wołał i od Niego ich oczekiwał, ich żądał. Jednak Głosiciela prawdy nie da się ani kupić, ani nagiąć do woli tłumu. Jezusa nie wprowadzą w błąd oklaski, którymi rodacy kwitują Jego słowa. Jezus wie, że tego, co im powiedział ani nie zrozumiano, ani nie wzięto poważnie. Bo ludzie tutaj są spragnieni nie prawdy o Nim, ale cudu. Prawda postawiłaby ich wobec konieczności opowiedzenia się za lub przeciw, wygryzłaby się w duszę wyrzutem sumienia. Cud można potraktować jako coś niezobowiązującego. Na taki cud teraz czekają, tego cudu zaczynają się coraz bardziej, natarczywie domagać. Liczą, że Jezus nie odmówi swojemu miastu atrakcji, których nie żałował innym miejscowościom. Ale Jezus odmawia. Z całą stanowczością mówi rodakom, że nie uczyni u nich żadnego znaku. Ponieważ serca zebranych nie dorosły jeszcze do zrozumienia niebieskich tajemnic. Z godnością i spokojem, choć z goryczą w sercu, próbuje Jezus wszystkie te sprawy wyjaśnić rodakom zebranym w synagodze w Nazarecie. Ale daremnie ci ludzie, albo nie chcą, albo nie są w stanie tego zrozumieć. Do ich świadomości dochodzi tylko jedno: nie zrobi cudu, gardzi nami, ośmiesza nas wobec innych. Głosiciele prawdy wiedzą dobrze jak szybko przychodzą nieraz ich słuchacze od oklasków do gwizdów, wyzwisk a nawet rękoczynów. Nazaret nie jest lepszy! Entuzjazm sprzed kilku minut przeradza się nagle w oburzenie i szał: unieśli się gniewem – mówi dosadnie dzisiejsza Ewangelia. W porywie gniewu rzucają się wszyscy na Jezusa. Wyrzucają Go z synagogi. Wloką za miasto, na urwiste zbocze góry, aby Go stamtąd strącić. Postawa ludzi z Nazaretu może nas dziwić i oburzać. Niestety jest to postawa, którą my także czasem przyjmujemy.

Ks. Ireneusz