Strona parafii św. Jana Sarkandra w Bańgowie

Archiwum z miesiąca Maj, 2019

V Niedziela WIELKANOCNA – ODPUST PARAFIALNY

Kapłan – sacerdos po łacinie, czyli „święty dar”. Święty, bo daje święte rzeczy i tak należy to rozumieć. Bo sama świętość nie jest nikomu darmo dana, musimy ją zdobywać latami i to nieraz do ostatniego uderzenia serca. Zdobywać ją musi tak kapłan jak i osoba świecka. Dziś w uroczystość odpustową jak na święty dar niebios patrzymy na kapłan sprzed wielu wieków, na Jana Sarkandra. I podziwiamy jego bohaterską postawę, gdy odbierał katusze i był nieludzko traktowany. I podziwiamy ducha jego żarliwej modlitwy. I podziwiamy jego czułość na ludzką biedę i krzywdę. Sarkander, mocą Bożej łaski zapewne, ale i własną pracą nad sobą potrafił być prawdziwie świętym darem dla innych. I jest darem nadal. Dla nas współczesnych także. Bo świętość się nie przedawnia, nie traci gwarancji, nie zużywa się… Wręcz przeciwnie, z upływem czasu daje się coraz bardziej „smakować”. I mam nadzieję, że dane nam było mieć na drogach naszego życia takich współczesnych księży „Sarkandrów”. Gotowych zapomnieć o sobie, żyjących dla swoich owieczek. Serdecznych, ciepłych, wyrozumiałych. I tak pokornych, że czuliśmy, iż ci ludzie, modlitwą i święceniami zjednoczeni z Bogiem, prawdziwie stają się skarbem – darem – dla nas i parafii. I wielu z nas jest właśnie w tym „miejscu wiary”, bo prowadziły nas delikatne dłonie kapłana drogą katechezy, sakramentów, modlitwy. Może akurat to moje szczęście, ale miałem na swej drodze życia wspaniałych kapłanów. Mojego proboszcza z lat dzieciństwa i młodości Ks. Feliksa Hanuska, czarującego serdecznością i uśmiechem. W kapłaństwie zaś między innymi ks. Waleriana Ogiermana, o ojcowskim sercu. Oni dwaj (już świętej pamięci) i wielu innych stało się dla mnie prawdziwie „świętym darem”. I to jest mój Kościół, takich dał mi kapłanów, oni byli dla mnie „darem niebios”. I choć wiem, że jak pośród Dwunastu, jeden zdradził, zadał ranę, odszedł. To takie proporcje są i dziś. I nie dajmy sobie wmówić, że jest inaczej. Niech św. Jan Sarkander wyprasza łaski dla Śląskiego Kościoła i Kościoła w Ojczyźnie, by każdy duchowny żył i postępował tak, by stać się świętym darem dla innych.

Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • IV Niedziela Wielkanocna – DOBREGO PASTERZA

    Mówi stare, tureckie przysłowie: „Nie ma człowieka, którego by nie gnębiły troski. A gdyby się przypadkiem taki znalazł, to nie byłby on człowiekiem”. Ludzki los do troska. Przez pierwsze lata naszego życia, zanim w małym dziecku rozbudzi się świadomość, a tym bardziej rozum, dźwiga tę troskę o siebie sam organizm człowieka. Ale z chwilą włączenia się w nas świadomości i rozumu, odpowiedzialność za prawidłowy rozwój naszego życia fizycznego i psychicznego, za zdrowie spadać zaczyna w coraz większej mierze na samego człowieka. To on troszczyć się odtąd będzie każdym jego zagrożeniem, z niepokojem patrzeć na postępujący proces starzenia się, to jemu osobiście zarezerwowany jest lęk przed nadchodzącą nieuchronnie śmiercią. Do troski o własny organizm dojdą od samego początku inne jeszcze troski. A więc troska o zdobycie wiedzy, zawodu, stanowiska w społeczeństwie, o jaki takie urządzenie się w życiu. Iluż ludziom te właśnie zmartwienia spędzają przez długie lata sen z powiek! A przecież to nie wszystko, co nas dręczy. Nawet nie najważniejsze. Wielkim przedmiotem troski dorosłego człowieka jest także drugi człowiek: mąż, żona, dziecko, rodzina, społeczeństwo, świat, w którym żyjemy. To właśnie w zetknięciu z rzeczywistością ludzi, nasze życie zabarwia się całą paletą (przeważnie) ciemnych kolorów: od zniechęcenia, nudy, zawodu i niechęci, do buntu, gniewu, nienawiści i rozpaczy włącznie. Nie ma i nie będzie ludzkiego życia bez tych cieni. Udręczonemu człowiekowi podsuwa dzisiejsza Ewangelia kilka zdań wypowiedzianych kiedyś przez Jezusa, które stać się mogą dla każdego z nas z lampą – przewodniczką przez najczarniejszą nawet noc. Oto one: „Ja jestem dobrym pasterzem. Znam owce moje. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki”. A więc: Jesteś w rękach Boga. A to są mocne ręce. I co najważniejsze, kochające.

    Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • III Niedziela WIELKANOCNA

    Wszystko zaczął Piotr, a zaczął – trzeba mu to wypomnieć – bardzo nieteologicznie: „Idę łowić ryby”. Nie chodziło oczywiście o żadną zdradę dotychczasowego powołania. Piotr ani nie porzucał służby u Chrystusa, ani nie wracał na stałe nad jezioro. Piotr jest po prostu zmęczony. Tyle ostatnio przeżył. Tyle wycierpiał. Tyle z siebie wypłakał. Teraz przybył z towarzyszami do Galilei. Chce się przez chwilę odprężyć, wracając na jedną noc do zajęcia, które kiedyś wypełniało mu tyle nocy. „Idę łowić ryby”! Odpowiedzieli mu towarzysze: „Idziemy i my z Tobą”. Jest ich siedmiu. Święta liczba Biblii, symbolizująca pełnię. Łowią całą noc, ale sieci pozostają puste. Trzeba się im przyzwyczaić do nieudanych połowów. Gdy bowiem zaczną łowić ludzi, nie będzie wcale lepiej. Nad ranem, gdy już zniechęceni opuszczają ręce, jawi się na brzegu jakaś postać. Jest jeszcze za ciemno, by rozpoznać, kto to taki. Nieznajomy woła do nadpływających: „Dzieci, czy macie co na posiłek?”. Są więc już klienci po ryby. Tylko, że ryb nie ma. Mówią o tym Tamtemu, a On do nich: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Skąd Piotr zna to polecenie? Trzy lata temu, od takiego właśnie rozkazu wszystko się na nowo w jego życiu zaczęło. Bo zaraz były ryby. Wiele ryb. Niestety dziś, słysząc taki sam jak wówczas rozkaz, nie rozpoznaje Mistrza. Nie rozpoznaje Go nawet wtedy, gdy wypełniona rybami sieci idzie ciężko na dno. Dopiero Jan zawoła do niego: „To jest Pan!”. dlaczego więc Piotr jest jeszcze ślepy? Może Pan chce pouczyć swojego apostoła, że nawet on – Opoka, on – Pasterz nie zawsze będzie tym pierwszym, co to na miałkim piasku pospolitych ludzkich spraw i wydarzeń odkryj obecność swojego Mistrza. Czasem dojrzy Go wcześniej ktoś inny. Czasem ktoś inny pierwszy Go rozpozna i odczyta Jego wolę. Jakiś Jan. Jakiś uczeń, którego Jezus miłuje.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania III Niedziela WIELKANOCNA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii