Ojcze nasz … (11)
„Przyjdź” – to słowo wyrażające tęsknotę i nadzieję. Jednym z najtrudniejszych pytań we współczesnym świecie jest pytanie o oczekiwania. Nawet te, zdawałoby się, oczywiste, materialne nie do końca zawsze są jasne. Czego ty tak naprawdę chcesz? O co ci właściwie chodzi? Co musiałoby się stać, żebyś był szczęśliwy? Trudno się dziwić, że to tak funkcjonuje, w sytuacji, kiedy człowiek zamknięty jest w samym sobie. Rozwój bezosobowych form komunikacji zamyka również na spotkanie – tym samym „przyjdź” wiąże się bardziej z trudem organizacji spotkania niż z radością. „Przyjdź” w relacji do Boga kojarzy się z końcem życia a raczej z końcem iluzorycznego „panowania” człowieka nad rzeczywistością, bo Ten przychodzący zrobi wszystko po swojemu. Nie trudno zauważyć jak bardzo tendencje współczesnego świata usiłują odwrócić człowieka od Boga. Nie trudno dostrzec w tym działanie złego ducha. Wystarczyłoby tylko sięgnąć do głębokich pokładów ludzkiego serca i odkryć na nowo tęsknotę za Bogiem, który nie odbiera a daje doskonałe spełnienie życia człowieka. W tym miejscu należy również przypomnieć o ludzkim zmierzaniu do kresu doczesności – ten, kto poza progiem śmierci dostrzega Boga Miłości i wieczne szczęście, będzie tam zmierzał z tęsknotą i nadzieją a wołanie „przyjdź” nabierze konkretnego wymiaru.