Gorszy nas czasem, że już od samego początku nachodziły Kościół sny o potędze, bo przecież nie na innych, ale na takich właśnie marzeniach przyłapuje Jezus któregoś tam dnia swoich najbliższych uczniów i współpracowników. Nie pierwszy raz usiłują zapewnić sobie poczesne miejsce po prawej i po lewej stronie tronu, na którym kiedyś zasiądzie ich Mistrz. Wybuchały te spory o władzę i znaczenie w najbardziej nawet nieoczekiwanych momentach, od choćby dziś właśnie! Jezus zdradził uczniom tajemnicę swojej własnej przyszłości, Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi, ci Go zabiją, lecz zabity, po trzech dniach zmartwychwstanie. Czyż może być straszniejsza wiadomość dla ludzi, którzy przecież kochają swojego Nauczyciela spodziewać by się można było, że na usłyszaną wiadomość zareagują odruchowym protestem, jak kiedyś Piotr, albo, że przynajmniej zaczną się naradzać jakby to obronić Mistrza. Nic z tego! Wszyscy apostołowie jakby w ogóle nie słyszeli zapowiedzi śmierci Jezusa. Usłyszeli natomiast, że zmartwychwstanie, a więc będzie pomimo wszystko żył, nadal żył, a jeżeli żył, to może właśnie wtedy to królestwo… i już zaczynają dzielić między siebie posady, już spierają się o pierwsze stołki, jak ta kochająca rodzinka, co to spod głowy umierającego ojca wyciąga poduszkę, żeby przypadkiem nie wziął jej ktoś niepowołany. O jakże głęboko siedzą nam pod skórą te sny o wielkości, te przymiarki, kto też z nas jest pierwszy, kto bardziej dostojny, kto na świeczniku, kto przy pałacu! Ewangelista Marek obnażając bezlitośnie słabość apostołów dotknął i naszego chorego serca, nasze głowy, które bez przerwy śni się korona. No cóż, tacy już jesteśmy. Ambicję mamy we krwi. Nawet w gromadzie żebraków siedzących przed kościołem wybuchają spory o pierwszeństwo. Jeszcze częściej wśród tych, co już coś zdobyli, coś znaczą, mają szansę wdrapać się jeszcze wyżej! Zna je więc rodzina, zna społeczeństwo, zna niestety i Kościół. Tym, którzy sięgają po pierwsze miejsca, chcąc pozostać Jego uczniami Jezus pokaże jak władzę obrócić w służbę, w coś wokół czego ta służba ma się koncentrować. Jezus bierze dziecko, stawia przed uczniami i mówi: kto przyjmuje jedno z tych dzieci, w Imię moje, Mnie przyjmuje! Dziecko to symbol tych najbiedniejszych, najsłabszych, pozbawionych praw, zdanych na łaskę lub niełaskę innych.

Ks. Ireneusz