Nasz Bóg sieje hojnie i szeroko. Tak hojnie i szeroko, że niektóre rzuconych przez Niego ziaren wschodzą na polu sąsiada. A razem z nimi wschodzą i pytania: czy to możliwe, by poza naszym ogrodem mogło wyróść coś wartościowego? I co zrobić, gdy się widzi, że wzrasta? Jozue mówi do Mojżesza: w obozie dwóch jakichś tam ludzi, wpadło w uniesienie prorockie. Modlą się głośno, gestykulują, robią wrażenie nawiedzonych. Zakaż im! Oni przecież nie należą do wybranych przez ciebie 70 starszych, którym wolno prorokować, bowiem zatwierdził ich Pan. Jan mówi do Jezusa: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje Imię wyrzucał złe duchy i zabranialiśmy mu. Na ile wolno nam wierzyć, że tylko my posiadamy monopol na prawdę i dobro? Na ile wolno się nam oburzać, gdy ktoś spoza, nie-ochrzczony, odpadły od Kościoła, ateista, komunista, liberał sięga – być może zupełnie nawet bezwiednie – do źródła, które uważamy za nasze, by napoić pragnącego? Podbiera nasz chleb, by go podać głodnemu. Jozue uważał, że komuś takiemu należy wydać zakaz. Jan ze swoimi towarzyszami już taki zakaz wydali. Ale i Mojżesz i Jezus są innego zdania. Jezus odpowiada swoim Apostołom: nie zabraniajcie takiemu, bo nikt, kto czyni cuda w Imię Moje nie zacznie tak od razu mówić źle o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Ale tu zaraz pytanie: do jak daleko posuniętej tolerancji upoważnia użyte przez Ewangelię wyrażenie: nie zabraniajcie! Na pewno nie wyraża ono zgody na zawinione niedbalstwo w szukaniu prawdy. Na pewno nie stawia ono na jednej płaszczyźnie wszystkich istniejących na świecie religii i wyznań. Na pewno nie jest ono zachętą do prób zastąpienia chrześcijańskiej moralności świeckim, może nawet ateistycznym humanizmem. Z tekstu św. Marka wynika, że zarówno Jezus, jak i Jego uczniowie są głęboko przekonani, że istnieje jedna tylko prawda, i jedna droga, na której tej prawdy należy szukać.

Ks. Ireneusz