Chrystus w towarzystwie swoich uczniów opuszcza granice Galilei, gdy nagle przybiega jakiś mężczyzna i pada przed Nim na kolana. Jeśli jest prawdą, że oczy są zwierciadłem duszy, to w oczach tego człowieka, jak w czystym jeziorze odbija się całe bogactwo jego wnętrza: młodzieńczy idealizm, radość życia, dociekliwość i pasja poszukiwania odpowiedzi na nurtujące pytania. Tylko On, Nauczyciel z Nazaretu, Bóg i człowiek w jednej osobie może uciszyć niepokój jego serca i zaspokoić głód prawdy: co mam czynić aby osiągnąć zbawienie? – pada pytanie. Ta scena musiała zrobić wielkie wrażenie na uczniach Chrystusa, skoro wszyscy trzej Ewangeliści opisali ją tak dokładnie. Nie było nic nadzwyczajnego w tym, że ktoś przychodzi do Chrystusa z prośbą lub pytaniem. Tak działo się niemal codziennie przenoszono chorych i niepełnosprawnych w nadziei uzyskania zdrowia. Zbliżały się matki prosząc o błogosławieństwo dla swoich dzieci, padali na twarz ojcowie, żebrząc o pomoc dla konającego przyjaciela lub własnego dziecka, pojawiali się ludzie z marginesu szukający skutecznego lekarstwa do walki z nałogiem, zachodzili też faryzeusze z podchwytliwym pytaniem żywiąc przekonanie, że Go skompromitują i wytoczą Mu proces. Nie brakło uczonych i utytułowanych. Ale czego szukał tam człowiek młody, zdrowy i bogaty. Posiadał przecież wszystko czego pragnie na tej ziemi przeciętny śmiertelnik. Czego mu brakło do pełnego szczęścia? Szukał po prostu odpowiedzi na kluczowe pytanie: Co robić, żeby życie było godne myślącego człowieka, żeby posiadało wartość przed Bogiem i prowadziło do zbawienia? Znać przykazania – brzmi odpowiedź. Wielka radość zagościła w sercu młodzieńca. Przykazania Boże były zawsze dla niego nietykalną świętością. Możesz spojrzeć wszystkim w oczy i z dumą odpowiedzieć: Nauczycielu wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Niejednokrotnie słyszał wokół obiegowe zdanie: młodość ma swoje prawa, młodość musi się wyszumieć, na starość będzie dość czasu na pokutę i modlitwę. Widział też rówieśników szalejących w podejrzanych lokalach i pławiących się w różnych ekscesach lecz on pozostał sobą. Posiadane bogactwo nie zaszumiało mu w głowie jak mocne wino i nie rozluźniło moralnych hamulców. Ewangeliczny młodzieniec należy do tej kategorii ludzi, którzy są przekonani, że bogactwo to nie wszystko. Wiedza i sława nie zapełnią całkowicie pragnienia serca. A on szuka czegoś innego i wartościowego. Chrystus wyjaśnia młodzieńcowi: jeszcze ci jednego brakuje, idź sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim! Takie zdanie nie tylko zaskoczyło młodzieńca, ale spowodowało prawdziwy szok. Liczył w duchu raczej na pochwałę za swoją uczciwość i wierność Bożemu prawu, oczekiwał ewentualnie propozycji, żeby jakąś sumę pieniędzy przeznaczyć na dobre cele, Ale wymagać od niego, żeby cały majątek rozdał ubogim, to chyba gruba przesada. Młodzieniec nie rozumie, że Chrystus nie potępia samego bogactwa, ale również nie gloryfikuje ubóstwa jako ideał życiowego. Wymaga jednak od swoich uczniów, aby widzieli wokół siebie biednych oraz potrzebujący jako braci, którzy mają prawo do lepszego życia i żeby umieli dobrowolnie dzielić się z nimi posiadanym dobrem. Zbyt trudny ideał dla bogatego młodzieńca. To przysłowiowy „chiński mur”, którego nie potrafi przeskoczyć i to nie tylko on, ale także wielu współczesnych zwolenników Chrystusa.

Ks. Ireneusz