Dawno to sobie uplanowali. Dawno postanowili. Czekali tylko na okazję. Mateusz mówi, że któregoś dnia wykorzystali w tym celu przybycie matki, która w ich imieniu i w ich obecności skierowała do Jezusa prośbę o miejsce dla nich po prawej i po lewej stronie tronu, w przyszłym królestwie Chrystusa. Byłoby to bardziej zrozumiałe i mniej obciążające obu młodych ludzi. Wiadomo, matkom często śnią się zaszczyty i bogactwa dla swoich synów. Marek jest w swojej relacji bardziej bezwzględny. Z matką czy bez matki nie bardzo go to obchodzi. Przyszli, prosili – wystarczy. A więc Jakub i Jan, synowie Zebedeusza przystępują, w tajemnicy przed innymi, do Jezusa i proszę Go o miejsce w majestacie. Nie wiecie o co prosicie – ostrzega Jezus, obu zapaleńców. Marzyć o miejscu obok Niego „kiedyś”, to zdecydować się także przemierzyć z Nim całe ziemskie „dziś”. A to „dziś” nie będzie wcale łatwe. Jest to bowiem „dziś” krzyża. Właśnie idą razem do Jerozolimy. I już chyba po raz trzeci Jezus mówi uczniom jaki będzie kres tej drogi. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skarżą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. Królestwa Bożego nie otrzymuje się nigdy bez krzyża z tej prostej przyczyny, że nie otrzymuje się go nigdy bez łączności z Jezusem. A ten jest i pozostanie na zawsze Jezusem ukrzyżowanym. Miejsce po prawej i po lewej stronie tronu w Królestwie Bożym to przez długi, długi czas, być może przez całe nawet życie człowieka, miejsce po prawej i po lewej stronie krzyża. Czy możecie pić kielich który Ja mam pić? – pyta Jezus Jakuba i Jana. Kielich będzie bardzo gorzki, tak gorzki, że już za niedługo w Ogrodzie Oliwnym Jezus zlany śmiertelnym potem błagał będzie Ojca, by Go oszczędził. Jezus nie chce nikogo pozostawić w nieświadomości, co do tego, z Kim wiążą swój los. W przeciwieństwie do robiących dla siebie reklamę, którzy ukazują tylko tę jasną, kuszącą, znaczoną sukcesem i przyjemnością stronę, On mówi swoim uczniom całą prawdę.

Ks. Ireneusz