BARTYMEUSZ, tak miał na imię żebrak siedzący przy drodze do Jerycha. Nic nie wiadomo czy od urodzenia był kaleką, czy dopiero później utracił wzrok. Skoro dowiedział się, że Chrystus przechodzi z uczniami tą drogą, wołał błagalnie: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Niektórzy próbują go uciszyć, jakby chcieli mu powiedzieć: Nie szalej. Przestań. To wszystko nie ma żadnego sensu. Musisz się pogodzić ze swoim losem. Ale on nie rezygnuje i woła jeszcze głośniej: ulituj się nade mną! CO CHCESZ ABYM CI UCZYNIŁ? – Pyta Pan niewidomego. Wiadomo przecież, czego najbardziej pragnie człowiek niewidomy. Nie bogactwa, ani sławy, tylko jednego, żeby odzyskał wzrok, żeby chociaż na chwilę mógł swoimi oczami popatrzeć na piękno przyrody, zobaczyć swoich krewnych i znajomych. Ale czy to możliwe? Medycyna nie zna takich przypadków i oto nadchodzi Chrystus, o którym inni opowiadają, że w różnych miejscowościach uleczył chromych, trędowatych, głuchych a nawet niewidomych. Iskierka nadziei zaświtała w sercu nieszczęśliwego Bartymeusza: A może i mnie spotka takie szczęście? Inni pocieszają go: bądź dobrej myśli. PANIE, ŻEBYM PRZEJRZAŁ – odpowiada Bartymeusz na pytanie Chrystusa. Jest to żarliwa prośba, wydobywająca się z udręczonej cierpieniem duszy człowieka chorego, a równocześnie wielka nadzieja na jej spełnienie. To wołanie żebraka pod Jerychem jest wołaniem wielu ludzi. PANIE, ŻEBYM PRZEJRZAŁ – wołał przed laty do Boga student gimnazjum, targany wątpliwościami, gdy stwierdził, że jego wiara wyniesione z domu rodzinnego zaczyna walić się w gruzy. Był to Bronisław Markiewicz, późniejszy kapłan i założyciel Zgromadzenia Księży Marianów. PANIE, ŻEBYM PRZEJRZAŁ – wołał trędowaty z Brazylii umieszczony w leprozorium prowadzonym przez siostry zakonne. Kiedy dowiedział się o swojej chorobie, poczuł się najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na świecie. Życie straciło dla niego wszelki sens. Na szczęście zaczął czytać różne książki o tematyce religijnej, a także Pismo Święte. Odnalazł wiarę i sens cierpienia w świetle Ewangelii. To właśnie on, na wózku inwalidzkim prowadzonym przez psa, witał Ojca świętego Jana Pawła II podczas jego podróży apostolskiej po Brazylii w 1980 roku. MAJĄ OCZY, A NIE WIDZĄ – tak określa psalmista pewną kategorię ludzi. Jest to kalectwo duchowe, o wiele bardziej niebezpieczne od fizycznego. Powstaje z własnej winy człowieka, a polega między innymi na tym, że nie odróżnia się dobra od zła. Wszelkie zło jakiego się dopuszcza człowiek, uważa za coś dobrego. Jego lekkomyślność nie zna granic, gdyż nie widzi krzywd, jakie wyrządza innym, osobom najbliższymi i wspólnocie wierzących, a także sobie. Oślepiony złem nie przeczuwa, że stoczy się na dno upadku i popadnie w szpony nałogu. Wszelkie ostrzeżenia, że chodzi złymi drogami, uważa za tanie moralizatorstwo.

Ks. Ireneusz