Czy fragment dzisiejszej Ewangelii św. Marka, jak i w ogóle wszystkie przytaczane w Nowym Testamencie wypowiedzi Jezusa na temat końca świata, wolno nam ustawić w jednym szeregu z prezentowanymi teoriami lub hipotezami nauk ścisłych? Byłoby to nieporozumieniem. Takim nieporozumieniem, jak kiedyś próba naukowego odczytania tajemnice stworzenia świata i człowieka na podstawie wypowiedzi pierwszych rozdziałów biblijnej księgi Genesis. Podobnie jak tam, tak i tutaj Pismo Święte nie zamierza nikogo pouczać o przyrodniczych czy historycznych szczegółach zarówno początku, jak i końca świata, zostawiając te dociekania naukom ścisłym. Chce nam natomiast swoim opisem przybliżyć pewne prawdy religijne, które w tamtych zdarzeniach dochodzą w sposób szczególny do głosu. Posługuje się w tym celu językiem obrazowym a odpowiadającym zdolnościom i mentalności autora Świętej Księgi oraz poziomowi wiedzy przyrodniczej czy historycznej jego czasów. Nie wolno więc dać się usidlić niektórym, pobudzające wyobraźnię opisom, doszukiwać się specjalnych, tajemniczych znaczeń w różnych cyfrach, słowach czy imionach, którymi szczodrze czasem szafują święci Autorzy, i na ich podstawie budować chronologię i historyczność przytaczanych zdarzeń oraz ich zgodność ze współczesną biologią lub fizyką. W zapisanym przez św. Marka fragmencie mowy Jezusa, dotyczącej końca świata, wyróżnić można przynajmniej trzy wielkiej wagi myśli o charakterze wybitnie religijnym, którym poświęcić warto chwilę uwagi. Myśl Pierwsza – Bóg, który jest Stworzycielem świata, pozostaje także, i to zawsze, Jego suwerennym Panem. Może z tym światem zrobić, co zechce. W różnego rodzaju wypowiedziach proroków, a później Chrystusa, wyrażone jest przekonanie, że świat nie będzie trwał w nieskończoność. Jak miał swój początek, tak będzie miał i koniec. Nikt nie wie, kiedy to nastąpi. Daremne są tu wszelkiego rodzaju dociekania i spekulacje. Zalecona jest natomiast ciągła gotowość. Pomimo całej swej okropności, godzina końca świata, da sprawiedliwym okazję do pogłębienia ich zaufania do Boga, złym zaś, ostatnią szansę nawrócenia. Myśl druga – Bóg kocha świat, który kiedyś stworzył. Nie cieszy Go ani zniszczenie, ani śmierć tego, co sam powołał do bytu. Koniec świata nie będzie więc aktem jakiegoś zdenerwowania czy gniewu Boga, tym bardziej nie będzie jakąś formą Jego zemsty na ludziach za to, że nie byli Mu posłuszni. Będzie zaplanowanym od początku przez Opatrzność usunięciem starego, by w jego miejsce stworzyć nowe, piękniejsze jeszcze i lepsze od poprzedniego. Pismo Święte wielokrotnie zapowiada nadejście jakiegoś „nowego nieba” i „nowej ziemi”. I choć nie bardzo wiemy, co się pod tym pojęciem kryje, to przecież już samo słowo daje wiele do myślenia. Dla terroryzowanego grzechem, topiącego się we własnym brudzie, zapędzanego coraz bardziej ślepą uliczkę świata zaplanowany przez Boga ostatni dzień, to nie tyle koniec, co krok w szczęśliwe i bezpieczne, bo niedostępne dla zła i grzechu, „jutro”. Myśl trzecia – w centrum biblijnego opisu końca świata stoi Chrystus. Nie przypadkiem! Przecież wokół Jego osoby i stworzonego przezeń dzieła obraca się całe to „nowe”, które już wśród nas jest. Już się zaczęło, już rośnie. I którego czekające nas „nowe niebo” i „nowa ziemia” będą tylko dopełnieniem i ukoronowaniem.

Ks. Ireneusz