Strona parafii św. Jana Sarkandra w Bańgowie

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii

III NIEDZIELA WIELKOEGO POSTU

Jednym z większych niebezpieczeństw, jakie tu na ziemi grozić mogą chrześcijaninowi, to przekonanie, że już jest zbawiony. Wierzę przecież w Boga. Dzięki tej wierze otrzymuje usprawiedliwienie. Staje się nie tylko duchowym synem Abrahama, ojca wierzących, ale i dzieckiem Boga. Moją wiarę przypieczętował kiedyś chrzest. Powiedział przecież Chrystus: kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony! Czyż mogą wątpić w osiągnięcie życia wiecznego ci, do których powiedziano w Ewangelii, że imiona ich zapisane są w niebie, że mają tam Ojca, który ich kocha i który przygotował im u siebie mieszkanie? Cała Dobra Nowina rozbrzmiewa optymizmem, nadzieją, co więcej – pewnością zbawienia. Wszystkie te uspokajające twierdzenia, oparte przecież w jakim sensie na Piśmie świętym mogą u chrześcijanina zrodzić przekonanie, że w zasadzie sprawa jego wiecznego zbawienia została już przez odgórne czynniki pozytywnie załatwiona, że ma on już paszport do nieba i że tego paszportu nikt mu nie odbierze. Dla wszystkich, co tak uformowali sobie sumienie, Ewangelia dzisiejsza będzie prawdziwym szokiem. Nie kto inny bowiem, ale sam Chrystus zwraca się tu do swoich słuchaczy z naglący wezwaniem do poprawy życia. Okazją do tego apelu o nawrócenie są dwa przykre wydarzenia jakie niedawno miały miejsce w Jerozolimie. Namiestnik rzymski, Piłat, kazał tu wymordować kilku Galilejczyków, w chwili, gdy składali ofiary w świątyni. Zawaliła się też wieża miejska w pobliżu uczęszczanej sadzawki Siloe i zabiła 18 ludzi. Słuchacze Jezusa rozumują według utartego schematu myślowego: Bóg ochrania sprawiedliwych, a karze grzeszników. Jeżeli spotkało kogoś nieszczęście, to znaczy, że zgrzeszył. Przychodzą więc zapytać swojego Mistrza, za jakie to zbrodnie spadła na nieszczęśników aż tak surowa kara? I tu zaskoczenie! Zamiast uspokoić ciekawość pytających, Jezus zwraca się wprost do nich i mówi bez ogródek: ci, co zginęli, nie byli wcale większymi grzesznikami od was. Na was też spadnie kara, jeżeli się nie nawrócicie. Możemy sobie wyobrazić zdumienie i przerażenie tych ludzi, którzy do tej pory uważali się za uczciwych, pobożnych, a którzy nagle dowiadują się z ust najbardziej kompetentnych, że są grzesznikami, potrzebującymi nawrócenia. Jezus jednak nie prostuje swojej wypowiedzi, ani jej nie łagodzi. Co więcej, przypowieścią o nie przynoszącej owoców fidze, którą czeka wycięcie i spalenie, potwierdza jeszcze dobitniej to, co powiedział.

Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

    Jest zapewne wieczór, gdy z trzema wybranymi spośród dwunastu: Piotrem, Jakubem i Janem zaczyna Jezus uciążliwą drogę na górę Tabor. Uczniowie nie przeczuwają, ku czemu idą. Jezus często zabierał ich osobno. Może nawet są trochę niezadowoleni, że tym razem Nauczyciel wybrał tak trudno dostępne miejsce. Na rozległym, płaskim wierzchołku, Jezus swoim zwyczajem oddala się na kilka kroków od swoich towarzyszy. Ci zaś kładą się po prostu spać. I wtedy zaczyna się to wielkie i niepojęte – przeznaczone Bożym wyrokiem nie dla Jezusa, ale dla tych trzech śpiących. Przeznaczone dla każdego z nas. Szczegółowy opis cudu Przemienienia przypomniała nam przed chwilą Ewangelia. Nie musimy do niego wracać. Warto natomiast trochę nad nim podumać. Podobnie jak uczniowie Jezusa, tak i my wszyscy idziemy ku Jerozolimie, ku miastu naszego ostatniego postoju na ziemi. Idziemy ku jakimś tam dniom cierpienia, goryczy, prób, walk, ofiar, może i prawdziwej męki. Zwykły człowieczy los. Idziemy wprawdzie z Jezusem, ale korzystamy z tej obecności akurat tyle, co tych pierwszych dwunastu. Gdy nadchodzi próba, cierpienie, pokusa, kogo z nas zatrzyma na powierzchni rozpętanych odmętów fakt, że przecież jest ochrzczony, że wierzący, że korzysta z sakramentów, że chodzi do Kościoła? Dla wielu chrześcijan wokół, a szczególnie tych, których los nie pieści, każdy krok w cierpienie to równocześnie krok w ciemność, krok w pustkę, krok w gorycz, zniechęcenie, a może i rozpacz. A przecież Jezus jest tuż! Jakżeż potrzebna jest nam góra Tabor! Ku wieczorowi życia, a już szczególnie ku dniom trwogi i klęski, iść możne bezpiecznie tylko ten, kto tamto wspaniałe Przemienienie kiedyś zobaczył. Kto choć na chwilę przeżył bliskość Boga. Kogo przynajmniej raz w życiu poraził blask chwały Chrystusa. Religia, którą wyznajemy, kryje w sobie przedziwne moce, których istnienia nawet nie przeczuwamy.

    Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

    Barwna opowieść dzisiejszej Ewangelii, przedstawiająca nam kuszenie Jezusa, nie musi być brana zbyt dosłownie. Jak na innych swoich kartach, taki i tu Biblia nie ma zamiaru zaspakajania naszej czysto ludzkiej ciekawości. Chce nas natomiast uczulić na zbawczą treść zdarzenia, które miało miejsce zaraz po chrzcie Jezusa w Jordanie. A zdarzenie to, jest rzeczywiście szokujące. Bóg zaczepiony zostaje przez złego ducha. Tak, ale jest to Bóg wcielony, które dla nas stał się człowiekiem. Przyjmując ludzkie ciało, Jezus wziął na siebie nie tylko wszystkie ograniczenia nędzę tego ciała, ale także i te smutne przygody, które dla nas są chlebem codziennym i którym niestety tak często nie umiemy sprostać – to pokusy i próby. Wziął je Jezus zaś po to, by przykładem swoim nauczyć nas, jakie zwyciężać. Trzykrotnie podchodzi kusiciel do Najświętszego. To trzykrotne, symbolizuje trzy najbardziej poważne zagrożenia, które wciąż od nowa podciąć próbują u samych korzeni całe nasze chrześcijańskie powołanie. Są to: pokusa życia łatwego, pokusa taniej popularności i pokusa fałszywego wyboru służby. Pozwalając przystąpić do siebie kusicielowi, Jezus chciał nas pouczyć, że i my także na naszej drodze do Boga napotkamy pokusy. Przyjść one mogą w najprzeróżniejszej postaci, bo diabeł lubi przebrania. Chrześcijaństwo nie uwalnia nas od prób. Owszem, mnoży te próby. Nie trzeba jednak tracić nadziei. Kto idzie za Jezusem, zwycięży kusiciela, jak On go zwyciężył.

    Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • Wielkopostne   Rekolekcje Bańgów   9-13 marca 2019r.

    9.III. Sobota                                              

    1700 Cicha Adoracja i spowiedź św.                                       

    1800  Msza św. z  nauką  ogólną

    1900  Nauka dla małżeństw

     

    10.III. Niedziela                                                         

    900  Msza  św.  z  nauką  ogólną

            Spotkanie dla chorych i starszych

    1115  Msza  św.  z  nauką  ogólną

    1530  Gorzkie Żale i spowiedź  św.

    1600  Msza  św.  z  nauką  ogólną   

    1700  Nauka dla mężczyzn

     

     11.III.Poniedziałek                                              

    730 Cicha Adoracja i spowiedź św.                                       

    800  Msza św. z  nauką  ogólną  

    900 – 1200 Rekolekcje  szkolne                                       

     

    1700 Cicha Adoracja i spowiedź św.                                       

    1800 Msza  św.  z  nauką  ogólną

    1900  Nauka dla kobiet

     

    12.III. Wtorek

    730 Cicha Adoracja i spowiedź św.                                       

    800  Msza  św.   z  nauką  ogólną 

    900 – 1200 Rekolekcje  szkolne                                       

     

    1700 Cicha Adoracja i spowiedź św.                                       

    1800 Msza  św.   z  nauką  ogólną

    1900  Nauka dla młodzieży

     

    13.III. Środa

    730 Cicha Adoracja i spowiedź św.                                       

    800 Msza  św.  z  nauką   końcową 

    900 – 1200 Rekolekcje  szkolne                                       

     

    1700 Cicha Adoracja i spowiedź św

    1800 Msza  św.  z  nauką  końcową 

    Prowadzi:

    Ks. Damian COPEK

    Duszpasterz akademicki

    Dzieło i rekolekcjonistę wspieramy modlitwą, postem i ofiarnością.

     

    REKOLEKCJE  TO  CZAS  ŁASKI  WIĘC  GO  NIE ZMARNUJMY!

     Gdy Chrystus puka dziś – może ostatni już raz !

     

  • Możliwość komentowania została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • VIII NIEDZIELA ZWYKŁA

    Z ust najbardziej godnego zaufania znawcy ludzi, otrzymujemy dzisiaj praktyczny sprawdzian, pozwalający odróżnić dobrych od złych. Jezus sięga do porównania, które dla każdego jest zrozumiałe, a już chłop i ogrodnik podpiszą się pod nim bez wahania. Dobre drzewo to takie, które rodzi dobre owoce. Złe drzewo to drzewo owocujące produktem niejadalnym, a tym bardziej trującym. Jak drzewa i krzewy ocenia się na podstawie tego, co rodzą, tak ludzi poznać można i oszacować na podstawie ich czynów. Dobrzy postępują dobrze, a źli źle. Chcąc sprawdzić jakie zdanie na temat naszej dobroci lub złości moralnej ma Bóg, należy przyłożyć do życia miarę własnych czynów. Tym jesteś, czym owocujesz. Kryterium na pozór proste i łatwe w zastosowaniu. W rzeczywistości wcale tak nie jest. Bo przekładając tę miarę do siebie staniemy zaraz wobec pytania: jakie to czyny uważać należy za dobre, a jakie za złe. Jeszcze do niedawna chrześcijan nie miewał w tej materii większych wątpliwości. Miarodajny był dla niego Dekalog. Przykazania Boże w sposób bardzo przejrzysty wykreślają drogę pomiędzy dobrem a złem. Właściwe odczytanie tych norm ułatwia nauka Kościoła, niekryta nigdy wstydliwie, ale publicznie głoszona z ambon i nazywająca bez osłonek grzech grzechem, a nieprawość nieprawością. To wszystko należy już niestety do przyszłości. Żyjemy w świecie, w którym od dawna nie ma zgody na te tematy moralne i oceny poszczególnych czynów ludzkich. Co jedni uważają za grzechy i przed czym przestrzegają, drudzy wynoszą pod niebiosy jako wielką zdobycz naszych czasów i godną pożądania wartość. Co gorsza, rozbieżność w wartościowaniu detali życia podważyła również fundamenty etyki. W świadomości ludzi zostały zachwiane prawdy uważane dotąd za niewzruszone. To też już nie w sposób jednoznaczny odpowiada się dziś na pytania o prawdę w ogóle, o sens ludzkiego życia, o jakąś odpowiedzialność bardziej wiążącą niż wszystkie kodeksy karne, o jakiegoś Boga nad nami. Przed każdą z tych prawd postawiono znak zapytania, ten wymiar zakwestionowano, tą pewność nam zabrano. Zapomniano, że kiedy chwieje się fundament, to nic dziwnego, że pękają też ściany i sypie się tynk.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania VIII NIEDZIELA ZWYKŁA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • VII NIEDZIELA ZWYKŁA

    Wprost nieprawdopodobne, jak Bóg liczy, że z człowieka da się przecież coś wykrzesać. W odczytanej dziś Ewangelii wracają znowu do nas wysokie żądania Jezusa, ze znanego nam już kazania na górze. „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was oczerniają…”. Słuchamy tego wszystkiego trochę smutni i zrezygnowani. Bo przecież te Jezusowe żądania rozbrzmiewają po kościołach chrześcijaństwa już od dwóch tysięcy lat. Słuchało ich i słucha każde pokolenie ochrzczonych. Niestety, niewiele to wpływa na zmianę oblicza świata. W dalszym ciągu nie jest to świat miłości, ale nienawiści, pokoju, ale kłótni, gwałtu i przemocy, świat przebaczenia, ale zemsty, świat, który umie zrezygnować z prawa na rzecz miłości, lecz jest to świat twardo dochodzący swojego i okrutnie mszczący doznaną krzywdę. Najdziwniejsze, że pomimo całej tej tragicznej sytuacji, ludziom ciągle marzy się inna, lepsza, budowana właśnie na zasadach dzisiejszej Ewangelii rzeczywistość. Śnił o niej już stary Izajasz, gdy pisał pochwałę nowej ziemi, w której wilk zamieszka z jagnięciem, krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie… a ludzie nie będą się wzajemnie zabijać ani sobie szkodzić, bo pogodzi ich znajomość Pana. Świat sprawiedliwy, zbratany, zatroskany o wzajemne dobro, w miejsce egoistycznie egzekwowanego „mojego prawa” marzył się i marzy do dziś wielu z nas. Jak dotąd, rzeczywistość przekreśla bezlitośnie wszystkie te marzenia. Wilk pozostaje wilkiem i gdy zobaczy jagnię, to je po prostu pożera. Czy nie lepiej przestać wreszcie marzyć o czymś, co naszej „krwiożerczej” naturze wydaje się obce i co – jak pokazuje doświadczenie – przerasta nasze siły? Realiści z całą powagą ostrzegają ludzi przed utopiami.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania VII NIEDZIELA ZWYKŁA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • VI NIEDZIELA ZWYKŁA

    Błogosławieni ubodzy. Jak rozumieć to przedziwne błogosławieństwo, by nie zabrzmiało nam ono jak pusty frazes, za którym nie stoi nic? Jak powiedzieć je ubogim, by nie dojrzeli oni w nim wyłącznie kpiny z ich nędzy? Jak przede wszystkim iść z takim programem do świata, w którym problem głodujących i umierających z niedostatku milionów urasta do niebezpieczeństwa bardziej groźnego, niż nawet konflikt nuklearny? Czy Jezus, nazywając ubogich błogosławionymi, to znaczy szczęśliwymi, chciał powiedzieć, że ubóstwo, choroba są wartościami, których należy szukać, o które należy zabiegać? Niebezpieczeństwo takiego właśnie rozumienia słów: „błogosławieni ubodzy”, niewątpliwie istnieje. A okazją do niego jest zachowanie się samego Jezusa. Pismo św. powie o Nim, że będąc bogaty, dla nas stał się ubogim. Przyszedł na świat jako człowiek biedny i jako biedny człowiek żył. Od samego początku swojej publicznej działalności Jezus otoczy się nie arystokracją, bankierami czy posiadającymi wielkie fortuny, ale plebsem. Tymi, którzy byli najbardziej lekceważenie i najcyniczniej wyzyskiwani. Będzie to pospolity lud wiejski, rolnicy, rybacy i wielobarwna gawiedź miejskiego proletariatu, nigdy niepachnąca groszem, żyjąca więcej niż skromnie. Do tej kategorii ludzi dołączą chorzy, opętani przez demony, ludzie za biedni, by się leczyć lub dbać o siebie. Ciągnąć będą za Jezusem przede wszystkim grzesznicy. Ich reprezentanci: celnicy i dziewki uliczne znajdą w Nim obrońcę, a nawet przyjaciela. Jezus zgromadzi całą tę ludzką nędza wokół siebie i powie jej: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże!”. Zupełnie co innego usłyszą od Niego bogaci. Będą to surowe ostrzeżenia, a nawet groźnie brzmiące: biada!

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania VI NIEDZIELA ZWYKŁA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • IV NIEDZIELA ZWYKŁA

    Każde objawienie się prawdy jest zobowiązujące do czegoś tam. Woła do czegoś lub zabrania. Za czymś tam każe iść. Wyrywa człowieka z przyjemnej drzemki, dotychczasowego „dziś” i ukazuje mu drogę nową, najczęściej nie za łatwą i nie za bezpieczną. Drogę do góry. Toteż nic dziwnego, że ten radykalizm prawdy wywołuje często nasz sprzeciw. Doświadczyli tego na własnej skórze starzy prorocy Izraela. Ani jednemu nie uwierzyli w to, co mówił. Ani jednemu nie podarowano tego, że ośmielał się stawiać żądania. Ani jednego nie oszczędzono. Jezus ogłaszając uroczyście w Nazarecie, że to na Nim właśnie spełniają się słowa Pisma, że jest obiecanym Mesjaszem, wiedział dobrze na jaką niebezpieczną wchodzi drogę. Stanąć w rzędzie proroków, to podzielić także ich los. To wyjść naprzeciw zwartej masie miernoty, lenistwa, brudu i grzechu. I próbować całej tej nędzy, przypiąć skrzydła. Ale człowiek z ziemi, nie tęskni do skrzydeł. Tęsknię za to do innych radości. I to o te radości będzie do Proroka wołał i od Niego ich oczekiwał, ich żądał. Jednak Głosiciela prawdy nie da się ani kupić, ani nagiąć do woli tłumu. Jezusa nie wprowadzą w błąd oklaski, którymi rodacy kwitują Jego słowa. Jezus wie, że tego, co im powiedział ani nie zrozumiano, ani nie wzięto poważnie. Bo ludzie tutaj są spragnieni nie prawdy o Nim, ale cudu. Prawda postawiłaby ich wobec konieczności opowiedzenia się za lub przeciw, wygryzłaby się w duszę wyrzutem sumienia. Cud można potraktować jako coś niezobowiązującego. Na taki cud teraz czekają, tego cudu zaczynają się coraz bardziej, natarczywie domagać. Liczą, że Jezus nie odmówi swojemu miastu atrakcji, których nie żałował innym miejscowościom. Ale Jezus odmawia. Z całą stanowczością mówi rodakom, że nie uczyni u nich żadnego znaku. Ponieważ serca zebranych nie dorosły jeszcze do zrozumienia niebieskich tajemnic. Z godnością i spokojem, choć z goryczą w sercu, próbuje Jezus wszystkie te sprawy wyjaśnić rodakom zebranym w synagodze w Nazarecie. Ale daremnie ci ludzie, albo nie chcą, albo nie są w stanie tego zrozumieć. Do ich świadomości dochodzi tylko jedno: nie zrobi cudu, gardzi nami, ośmiesza nas wobec innych. Głosiciele prawdy wiedzą dobrze jak szybko przychodzą nieraz ich słuchacze od oklasków do gwizdów, wyzwisk a nawet rękoczynów. Nazaret nie jest lepszy! Entuzjazm sprzed kilku minut przeradza się nagle w oburzenie i szał: unieśli się gniewem – mówi dosadnie dzisiejsza Ewangelia. W porywie gniewu rzucają się wszyscy na Jezusa. Wyrzucają Go z synagogi. Wloką za miasto, na urwiste zbocze góry, aby Go stamtąd strącić. Postawa ludzi z Nazaretu może nas dziwić i oburzać. Niestety jest to postawa, którą my także czasem przyjmujemy.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania IV NIEDZIELA ZWYKŁA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • III NIEDZIELA ZWYKŁA

    Nie wiadomo, z jakimi uczuciami wracał Jezus do miasta, które wykołysało Jego dzieciństwo, do miasta, w którym spędził młodość i z którego nie więcej jak przed rokiem wyszedł, by głosić po całej Galilei nowinę o królestwie. Opromieniała Go już sława nauczyciela i cudotwórcy. Całe liczące się Nazaret ściągnęło więc do synagogi, by zobaczyć i posłuchać rodaka. A On wracał ten sam, co wyszedł, i nie ten sam. Wracał, by tym wszystkim, co Go tu znali, a w gruncie rzeczy nie znali, powiedzieć, kim naprawdę jest. nikomu tego dotychczas nie mówił. A tu postanowił powiedzieć sam. Dlaczego? Może dlatego, by wreszcie ci wszyscy, z którymi tu żył, z którymi spędził w tym mieście tyle lat i którzy przysięgliby, że wiedzą wszystko o Jego ojcu, o Jego matce i o Nim samym, zrozumieli, że nie tylko wyrósł ponad nich, ale że w ogóle nie jest stąd: ani z tych wąskich, rozgrzanych do białości słońcem ulic, ani z tych szarozielonych oliwek, ani z tej dyszącej południową urodą ziemi, ani z tego wiecznie pogodnego nieba, ani w ogóle z tego wszystkiego, co jest domem, krajem, ojczyzną i światem. Może chciał, by przestali wreszcie biegać za Nim po sąsiednich wioskach, w których się tylko pokaże, dziwić się Jego czynom, kiwać nad Nim głową i pytać: skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli, czy Jego Matce, nie jest na imię Miriam, a jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda… I tymi pytaniami, pełnymi zjadliwej trucizny, zabijać kiełkującą w sercach ludzi wiarę w Jego posłannictwo. A może po prostu Ojciec chciał, żeby tu, w Nazarecie, gdzie kiedyś poczęło się ludzkie życie Jego Syna, dokonało się jedno z tych wielkich objawienie Boga, jakie już miało miejsce w Betlejem, nad Jordanem, w Kanie i które mnożyć się będą z każdym dniem. Jezus chodzi do synagogi. Zajmuje honorowe miejsce. Budynek wypełnia się po brzegi ciekawymi. Jezus bierze zwój świętej księgi, rozwija go i zaczyna czytać. Tekst, który wybrał pochodzi z Izajasza. Wszyscy w synagodze wiedzą, że jest to tekst dotyczący czasów mesjańskich, proroctwo o Tym, który kiedyś przyjdzie, by wybawić Izraela. Jezus zwija rulon pergaminu i siada. Oczy wszystkich synagodze, są w Niego wlepione. I wtedy w jednym, jedynym zdaniu mówi im wszystko: Dziś wypełniły się te słowa Pisma, któreście przed chwilą słyszeli! Patrzą po sobie zdumieni. Gdzie się wypełniły? W kim się wypełniły? W Nim? Chyba cytując Izajasza, nie chce przez to powiedzieć, że to On właśnie jest z tym posłańcem, o którym mówili prorocy? Przecież to niemożliwe! To bzdura! Jezus siedzi i milczy. Cóż można jeszcze dodać do tego, co im wyznał? Gdyby mieli oczy otwarte i uszy gotowe do słuchania, gdyby mieli serce, które potrafi zachwycić się i ucieszyć odkrytą nagle prawdą? Ale oni tkwią nadal w utartym schemacie myślowym!

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania III NIEDZIELA ZWYKŁA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • Koncert

  • Możliwość komentowania Koncert została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii