Strona parafii św. Jana Sarkandra w Bańgowie

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii

15 Niedziela Zwykła

Kto jest moim bliźnim? Odpowiedź pozornie prosta i aż dziwić się trzeba, że uczony w Piśmie, człowiek zapewne starszy i nie głupi, który przecież nie żył na księżycu, ale na ziemi, zwrócił się właśnie z takim pytaniem do Jezusa. Moim bliźnim jest każdy człowiek. Każdy, a więc nie tylko rodak, mówiący tym samym co ja językiem i mieszkający w tym samym kraju co ja, a więc nie tylko wyznawca religii, którą ja uważam za prawdziwą, i tego kierunku politycznego, za którym ja się opowiadam. Moi bliźni mają różny kolor skóry, mówią niezrozumiałymi dla mnie językami, gromadzą się pod sztandarami różnych barw, czczą lub nie czczą Boga, są sprawiedliwi lub grzeszni, budują na świecie ład, dobro i pokój albo topią ten świat we krwi, krzywdzie, nędzy i plugastwie. Poza więzami natury istnieją związki o wiele wyższej rangi. Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożej miłości. Każdego z nas Bóg kocha i każdym się opiekuje. Za każdego z nas umarł Chrystus. Każdy zaproszony został do życia bez końca w królestwie Ojca. Uczony w Piśmie w dzisiejszej Ewangelii mógł tego wszystkiego nie wiedzieć. Od dzieciństwa wszak wmawiano mu, że bliźnim jest tylko rodak, Izraelita, członek wybranego przez Jahwe narodu. Stąd zapewne jego pytanie skierowane do Jezusa. My wiemy, kto jest naszym bliźnim. Wiemy, że jest tych bliźnich tylu, ilu ludzi zamieszkuje ziemię. Wiemy również, że ich sobie nie wybieramy. Czy chcemy, czy nie chcemy, oni po prostu są. W czym jednak problem? Mianowicie przy teoretycznym akceptowaniu zasady, że wszyscy ludzie są moimi braćmi, w praktyce często żyję życiem egoisty, szukam wyłącznie samego siebie, służę tylko sobie i poza sobą nie widzę nikogo. A to straszne odkrycie!

Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • 14 Niedziela Zwykła

    Zaczynało się zawsze od słowa „pójdź”. Rzucał je temu lub owemu, spotkanemu na drodze. Rzucał je niektórym z tych, co sami zgłosili się, bo zapragnęli pozostać przy Mistrzu. Nie kupował nikogo obietnicami. Nie ciągnął ludzi ku sobie wizją łatwego i dostatniego życia. Czasem wręcz ich zniechęcał wysokimi wymaganiami. Jedni odchodzili, drudzy zostawali. Z tych, którzy się zdecydowali pozostać, urosła z czasem spora gromadka. I gdy się już razem zżyli, gdy byli już nie tylko „z Nim”, ale i „Jego”, wtedy padło i to drugie słowo: „Idźcie”. Musiało paść. Do Jezusa przychodzi się zawsze po to, żeby przez Niego zostać posłanym. Uczeń jest tu zawsze apostołem. Otrzymany dar musi być przekazany innym. Cała dzisiejsza Ewangelia poświęcona jest opisowi rozesłania przez Jezusa Jego uczniów na pierwsze prace apostolskie. „Idźcie” – które tutaj pada, ma jeszcze bardzo skromny zasięg; właściwie tylko Galilea, może Judea, może niewielki skrawek ościennych krajów przylegających do Izraela. Ale czuć już w tym słowie zapowiedź innego rozesłania, które mieć będzie miejsce po Zmartwychwstaniu – „na cały świat”. Do wszystkich narodów. Podobnie jak zbawienie ma charakter powszechny, tak i wieść o nim dotrzeć musi do wszystkich. Żniwo jest więc wielkie i dojrzewa nie tylko w Palestynie. Czy starczy jednak robotników? Tych tutaj jest 72. W porównaniu z pierwszą ekipą misjonarzy, składającej się wyłącznie z Apostołów, tutejsza jest o wiele większa. Ot ludzie bardzo prości, ale silni nie tyle wiedzą religijną, czy wymową, ile tym, co przeżyli u boku Jezusa, co u Niego widzieli i co słyszeli z Jego ust.

    Ks. Ireneusz

  • 0 Komentarzy
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • 13 Niedziela Zwykła

    Zaproszeni przez Łukasza Ewangelistę włączamy się dzisiaj umysłem i sercem w ostatnią wędrówkę Jezusa z Galilei do Jerozolimy. Najkrótsza i najczęściej wybierana droga prowadzi przez Samarię. W czasie długiej drogi do stolicy, Jezus wiedząc, że dopełnia się już czas Jego wzięcia z tego świata, tym szczodrzej szafuje słowem pouczenia i napomnień, odsłaniając tajemnice Królestwa Niebieskiego oraz warunki, które dopełnić powinni ci, którzy chcą się stać jego uczestnikami. W pewnej samarytańskiej miejscowości odmówiono wędrującym do Jerozolimy pielgrzymom kwatery i noclegu. Afrontu, uczynionego Mistrzowi, nie wytrzymują uczniowie: Jakub i Jan. Nie darmo noszą, nadany im przez Jezusa przydomek „Boanerges” – synowie gromu. Otóż ci synowie gromu wołają: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich! ”.Ileż to się nawybrzydzano na synów gromu za tę niewczesną chęć ściągnięcia ognia z nieba. Bo czy takie życzenie godne jest uczniów i przyjaciół Tego, o którym Izajasz pisał, że „trzciny nadłamanej nie dołamie, ani knota tlejącego się nie dogasi”? Tego, co sam o sobie powiedział, że jest „cichy i pokorny sercem”. Na usprawiedliwienie dwóch krewkich apostołów warto przypomnieć, że tak jak oni, rozumował cały Stary Testament. Odrzucić żądanie Boga, zlekceważyć Jego słowo lub Jego wysłańca – to zasłużyć na natychmiastową karę. Wymierzy tę karę sam Bóg albo posłuży się w tym celu swoim człowiekiem. Pokusa bronienia honoru Boga przez natychmiastowe ukaranie nieposłusznych i odrzucających Jego zbawcze zaproszenie jest stara jak świat. Jest to pokusa bardzo subtelna i z tego powodu bardzo niebezpieczna. Łatwo w takich wypadkach przeoczyć pytanie: Czy Bóg rzeczywiście wybrał właśnie mnie, bym w Jego imieniu stał się sędzią i katem, oraz czy dla osiągnięcia dobrego celu wolno się posłużyć metodami budzącymi moralne zastrzeżenia?

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 13 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • 12 Niedziela Zwykła

    „A wy – za kogo Mnie uważacie?”. Któregoś dnia musiało paść i to pytanie. Ostatecznie byli już prawie trzy lata z Nim. Codziennie słuchali Jego nauk i coraz większym zdumieniem patrzyli na dokonywane przez Niego cuda. Blisko, jak nikt inny, uczestniczyli w Jego życiu. Jest rzeczą niemożliwą, by człowiek do tego stopnia i przez tak długi czas związany z drugim człowiekiem nie wyrobił sobie wreszcie własnego osądu o nim. Byli ludźmi trzeźwymi, mieli oczy i uszy otwarte toteż wiedzieli dobrze jakie są obiegowe opinie tłumu na temat ich Mistrza: Eliasz, Jana Chrzciciel, może któryś z dawnych zmarłych proroków. Tak wyrażali się zwolennicy. Wrogowie mieli oczywiście własne, mroczne jak ich sumienie, sądy o Chrystusie. Natomiast ogół ludzi jeszcze nie był pewny. Jeszcze czekał. Jeszcze wciąż stawiał sobie pytanie: Kim właściwie On jest? Czy Piotr należał do tych, którzy wiedzą? Od dawna to za nim chodziło. Chyba od dnia, gdy w poczuciu własnej grzeczności wypraszał ze swojej łodzi Świętego. Ale nigdy nie próbował stanąć tak oko w oko z powagą tego pytania, aż spadło ono samo na niego tu, pod Cezareą Filipową: „A wy – za kogo Mnie uważacie? Nawet nie wiedział, kiedy zawołał: „Za Mesjasza Bożego”. I zaraz wielka ulga. Nie dlatego, że Pan pochwalił wiarę ucznia. Po prostu trzeba to było kiedyś powiedzieć i Piotr cieszę się, że zdarzyło się to właśnie dziś. Tylko po co Jezus w ogóle pytał Piotra o tę wiarę? Czyżby nie wiedział, co pierwszy z uczniów o Nim myśli? Odpowiedź Piotra nie była potrzebna Jezusowi. Potrzebna była natomiast samemu Piotrowi. Potrzebna jest także i nam. Wyznanie Piotra i towarzyszy ważne było nie tylko dla nich. Szybciej niż sami mogli się spodziewać, zrobili wielki krok w wiarę. Czas był bardzo po temu. Stali wszak przededniu próby. Szli ku Jerozolimie, która zabija proroków.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania 12 Niedziela Zwykła została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • Jakie prawdy przydatne do religijnej refleksji podsunie dzisiejsze święto mnie, katolikowi XXI wieku, niezbyt przygotowanemu do teologicznych spekulacji, a przecież spragnionemu głębszego poznania Boga, w którego wierzę. Z wielu możliwych myśli wybierzmy tę zasadniczą – Bóg jest wielką tajemnicą. Tak, Bóg jest wielką, kuszącą, ale przez nikogo nierozszyfrowaną tajemnicą. Nie przejrzymy Go nigdy do końca, nie zamkniemy w jakąś określoną formułę, nie ułowimy w misternie dzierzganą sieć naszych rozumowań. Im więcej o Nim myślimy, im wymowniej próbujemy Go głosić, tym prędzej dochodzimy do wniosku, że najwłaściwszą postawą wobec Jego tajemnicy jest tylko milczenie. Bo my, ludzie świata, rozumujemy pojęciami świata, ale On nie jest światem. My, uwikłani w materię i przemijający, ujmujemy wszystko w kategoriach wymiaru przestrzeni i czasu, a On jest poza przestrzenią i poza czasem. My skazani na myślenie i dumni z władzy myślenia, sądzimy, że rozumem zdołamy przejrzeć wszystko. Ale tu podchodzimy do Kogoś, kto z góry założył, że musi ono ugiąć kolana przed niepojętym. Jakże łatwo przy takich założeniach o fałszywy krok w pojęciu Boga. Ale fałszywy, malowany według zbyt człowieczej miary obraz Boga może być przyczyną gorzkich rozczarowań, a nawet utraty wiary. Bo i spójrzmy, kto dostrzega w Bogu wyłącznie dobroć, będzie miał ciągle trudności z nieszczęściami nawiedzającymi świat, wojnami, katastrofami i klęskami żywiołowymi, śmiercią bliskich mu osób, chorobą, kalectwem. Bo i jak to pogodzić z istnieniem Boga, do którego polecono nam nadto wołać: Ojcze! Zło panujące na świecie, grzech, krzywda wyrządzana niewinnym, prześladowania spadające na Kościół i ludzi dobrych będą nieustannym kamieniem obrazy dla tych, którzy w bogu widzą jedynie Sprawiedliwość i Stróża moralnego ładu na ziemi. Dlaczego w obliczu nieszczęść On nie reaguje? Dlaczego milczy? Dlaczego pozwala? Tajemnica Trójcy Przenajświętszej uczy: Bóg jest inny, niż Go sobie wyobrażamy. Zamiast konstruować w swojej świadomości dopracowany we wszystkich szczegółach obraz Boga, zamiast na siłę przykrawać Go do ziemskich modeli, uświadamiajmy sobie ciągle na nowo, że stoimy wobec oszałamiającej tajemnicy, której nigdy, nawet w niebie, w pełni nie rozszyfrujemy. Tajemnicy tej się nie rozlicza, nie dyktuje się warunków, nie zgłasza pretensji. Tajemnicę tę przyjmuje się i wchodzi w nią na kolanach. Powiedział kiedyś Goethe: „Największym szczęściem dla myślącego człowieka jest zgłębiać to, co się zgłębić da, a co się zgłębić nie da, czcić!”.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania Niedziela Uroczystość NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • Jakże trudno o Nim mówić. Już sama próba szczegółowego określenia stosunku, w jakim stoi do Ojca i Syna, od których Obu – jak wyznajemy w Credo – pochodzi, poróżniła na całe wieki Kościół Zachodni z chrześcijaństwem Wschodu /sławne Filioque/. Dziś także pytania dotyczące Ducha Świętego nie należą w teologii do łatwych. Nie jesteśmy w stanie sięgać w całokształt problematyki, jaka staje przed wierzącymi, gdy słyszy słowo: Duch Święty. Ale pamiątka zstąpienia Ducha Świętego na Apostołów zaprasza w pewien szczegółowy temat: z jednej strony dotyczący działania naszego tajemniczego Boga, z drugiej bardzo interesujący współczesnego człowieka. Ukazuje nam on Ducha Świętego jako Boga „odnawiającego i przekształcającego oblicze ziemi”. Przeobrażać świat, zmieniać oblicze ziemi – to odwieczne marzenie człowieka od chwili, kiedy wyszedł on z rąk Bożych. Stoi zresztą za tym wszystkim sam Stworzyciel, ze swoim poleceniem jeszcze z raju: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Ileż potu, pracy, wyrzeczeń, ile myślenia, ale także ile cierpień, krzywd, wyzysku słabszych, ile kłótni, rzezi i wojen kosztowało już ludzkość to kuszące: „przeobrażajcie oblicze ziemi”! Jak „odnawiać oblicze ziemi”, by nie stała się ona dla nas pustynią, pobojowiskiem i cmentarzem? Wiara zaprasza do nawiązania bliższego kontaktu z Duchem Odnowicielem. Interesujące, że Pismo św. mówi o Duchu Świętym przede wszystkim tam, gdzie zaczyna się coś nowego, a znaczącego. Nasz świat zna trzy tego rodzaju wielkie ingerencje Boga, a w szczególności Boga-Ducha, w swoje dzieje. Pierwsza miała miejsce wówczas, gdy to „na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. Druga w chwili wcielenia Syna Bożego. I trzecia – udzielenie Ducha Świętego zebranym w Wieczerniku uczniom. Niech zstąpi dziś na nas i odnowi nasze serca, życie i codzienność.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania Niedziela Uroczystość ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • Takich rozstań i pożegnań nie zna świat. Dla nas każde odejście tych, których kochaliśmy, to strata i ból. Przy naszych pożegnaniach płyną łzy. Po naszych rozstaniach zostaje pustka. Przestaje się dziać, to co się dotąd działo. Zupełnie inaczej wygląda pożegnanie Jezusa z uczniami i uczniów z Jezusem w dniu wniebowstąpienia. W miejsce sentymentalnych gestów – ostatnie pouczenie. Zamiast smutku rozłąki, krzepiące słowa: zostanę z wami. Zamiast odejścia w gorzką bezczynność ludzi opuszczonych, mobilizujący do czynu rozkaz: idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszystkim narodom. Na zakończenie jeszcze ostatnie błogosławieństwo. „A kiedy ich pobłogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba” – zapisze Łukasz w swojej ewangelii, zapisze zwyczajnie i bez patosu, jakby chodziło od najzwyklejszą w świecie rzecz. Równie charakterystyczna jest postawa apostołów. W relacji Łukasza nie ma ani słowa o smutku czy łzach. Wręcz przeciwnie. Zanotuje on, że po odejściu Pana uczniowie „z wielką radością wrócili do Jerozolimy… błogosławiąc Boga”. Czyżby nie kochali tego Odchodzącego? Czyżby odetchnęli z ulgą, że przestał im wreszcie ciążyć swoją świętością, ogromem swoich wymagań? Czyżby zapachniał im spoczynek i emerytura? Nic z tych rzeczy. Jak chyba nigdy dotąd, tak w dniu Wniebowstąpienia apostołowie czują się związani ze swoim Mistrzem. Jak nigdy dotąd są Mu dziś wierni i zdecydowani pozostać wiernym. Jak rzadko w życiu czują odwagę i gotowość podjęcia dla Jezusa wszystkich prac i trudów. Jeżeli się nie smucę, to tylko dlatego, ponieważ najgłębsze, wewnętrzne przekonanie mówi im, że rozstanie, które przeżywają, nie jest ani rozstaniem, ani końcem, a raczej krokiem w nową, większą jeszcze bliskość i początkiem spraw ważniejszych niż te, w których dotychczas uczestniczyli. Zmieni się w prawdzie cała zewnętrzna sceneria. Wyłączone zostaną na zawsze zmysły: wzrok, słuch, dotyk. Rzeczywistość, w którą teraz poprowadzi ich wiara, pozostanie jednak ta sama. Ich Jezus i oni Jezusowi.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania Niedziela Uroczystość WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • VI Niedziela WIELKANOCNA

    Człowiek, to istota w drodze. Przychodzi, jest chwilę z nami, potem żegna się albo i nie żegna, ale opuszcza na zawsze tych, którzy go kochali albo których on sam zdążył na chwilę objąć krótką, burzliwą, zaprawionym goryczą rozstania miłością. Tylko Bóg nie ma zwyczaju opuszczać żadnej z tych rzeczy, do których raz przyłożył rękę. Jak w dniu stworzenia, tak i po milionach lat Jego ojcowska opaczność nadal zainteresowana jest światem, nadal jest bliska wszystkiemu, co wzięło byt z Jego woli. Nawet gdy człowiek nie chce mieć z Bogiem nic wspólnego, gdy od Niego ucieka, gdy ostentacyjnie odżegnuje się od wspólnoty ze swoim Stwórcą, Bóg nie pozbawia go swojej zbawczej obecności. Idzie za opornym cierpliwie i dyskretnie, gotów w każdej chwili pochwycić rękę swego nadąsanego dziecka, gdy tylko ta ręka ufnie się ku Niemu wyciągnie. „Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was” – mówi Jezus do uczniów w czasie ostatniej wieczerzy, przypominając im, że wszystkie Jego rozstania z ludźmi są tylko pozorne. Szczególną jednak swoją bliskość przyrzekł Jezus swoim przyjaciołom. „Jeśli Mnie kto miłuje… Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać” – słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii. Obietnica przybycia Ojca i Syna dopełniona zostaje zapowiedzią trzeciego jeszcze Gościa: „Ja zaś prosił będę Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy”. To powtórne przyjście Jezusa w towarzystwie Ojca i Ducha Świętego jest dla człowieka źródłem pokoju, światła i siły. Kończy się ciemność i dręczące dzieci tego świata „dokąd?” I „po co?”. Kończy się smutek samotność i człowiek jakby na nowo odkrywam siebie i świat. Jak kiedyś uczniowie bierze w siebie pokój, który nie jest ani miękkością, ani rezygnacją, ani kompromisem, ale poczuciem pewności, bezpieczeństwa i zmuszającej do działania energii. Nie dokonuje się to oczywiście od razu. Bóg ma czas. Toteż odsłania się człowiekowi stopniowo i powoli.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania VI Niedziela WIELKANOCNA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • V Niedziela WIELKANOCNA – ODPUST PARAFIALNY

    Kapłan – sacerdos po łacinie, czyli „święty dar”. Święty, bo daje święte rzeczy i tak należy to rozumieć. Bo sama świętość nie jest nikomu darmo dana, musimy ją zdobywać latami i to nieraz do ostatniego uderzenia serca. Zdobywać ją musi tak kapłan jak i osoba świecka. Dziś w uroczystość odpustową jak na święty dar niebios patrzymy na kapłan sprzed wielu wieków, na Jana Sarkandra. I podziwiamy jego bohaterską postawę, gdy odbierał katusze i był nieludzko traktowany. I podziwiamy ducha jego żarliwej modlitwy. I podziwiamy jego czułość na ludzką biedę i krzywdę. Sarkander, mocą Bożej łaski zapewne, ale i własną pracą nad sobą potrafił być prawdziwie świętym darem dla innych. I jest darem nadal. Dla nas współczesnych także. Bo świętość się nie przedawnia, nie traci gwarancji, nie zużywa się… Wręcz przeciwnie, z upływem czasu daje się coraz bardziej „smakować”. I mam nadzieję, że dane nam było mieć na drogach naszego życia takich współczesnych księży „Sarkandrów”. Gotowych zapomnieć o sobie, żyjących dla swoich owieczek. Serdecznych, ciepłych, wyrozumiałych. I tak pokornych, że czuliśmy, iż ci ludzie, modlitwą i święceniami zjednoczeni z Bogiem, prawdziwie stają się skarbem – darem – dla nas i parafii. I wielu z nas jest właśnie w tym „miejscu wiary”, bo prowadziły nas delikatne dłonie kapłana drogą katechezy, sakramentów, modlitwy. Może akurat to moje szczęście, ale miałem na swej drodze życia wspaniałych kapłanów. Mojego proboszcza z lat dzieciństwa i młodości Ks. Feliksa Hanuska, czarującego serdecznością i uśmiechem. W kapłaństwie zaś między innymi ks. Waleriana Ogiermana, o ojcowskim sercu. Oni dwaj (już świętej pamięci) i wielu innych stało się dla mnie prawdziwie „świętym darem”. I to jest mój Kościół, takich dał mi kapłanów, oni byli dla mnie „darem niebios”. I choć wiem, że jak pośród Dwunastu, jeden zdradził, zadał ranę, odszedł. To takie proporcje są i dziś. I nie dajmy sobie wmówić, że jest inaczej. Niech św. Jan Sarkander wyprasza łaski dla Śląskiego Kościoła i Kościoła w Ojczyźnie, by każdy duchowny żył i postępował tak, by stać się świętym darem dla innych.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania V Niedziela WIELKANOCNA – ODPUST PARAFIALNY została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii
  • IV Niedziela Wielkanocna – DOBREGO PASTERZA

    Mówi stare, tureckie przysłowie: „Nie ma człowieka, którego by nie gnębiły troski. A gdyby się przypadkiem taki znalazł, to nie byłby on człowiekiem”. Ludzki los do troska. Przez pierwsze lata naszego życia, zanim w małym dziecku rozbudzi się świadomość, a tym bardziej rozum, dźwiga tę troskę o siebie sam organizm człowieka. Ale z chwilą włączenia się w nas świadomości i rozumu, odpowiedzialność za prawidłowy rozwój naszego życia fizycznego i psychicznego, za zdrowie spadać zaczyna w coraz większej mierze na samego człowieka. To on troszczyć się odtąd będzie każdym jego zagrożeniem, z niepokojem patrzeć na postępujący proces starzenia się, to jemu osobiście zarezerwowany jest lęk przed nadchodzącą nieuchronnie śmiercią. Do troski o własny organizm dojdą od samego początku inne jeszcze troski. A więc troska o zdobycie wiedzy, zawodu, stanowiska w społeczeństwie, o jaki takie urządzenie się w życiu. Iluż ludziom te właśnie zmartwienia spędzają przez długie lata sen z powiek! A przecież to nie wszystko, co nas dręczy. Nawet nie najważniejsze. Wielkim przedmiotem troski dorosłego człowieka jest także drugi człowiek: mąż, żona, dziecko, rodzina, społeczeństwo, świat, w którym żyjemy. To właśnie w zetknięciu z rzeczywistością ludzi, nasze życie zabarwia się całą paletą (przeważnie) ciemnych kolorów: od zniechęcenia, nudy, zawodu i niechęci, do buntu, gniewu, nienawiści i rozpaczy włącznie. Nie ma i nie będzie ludzkiego życia bez tych cieni. Udręczonemu człowiekowi podsuwa dzisiejsza Ewangelia kilka zdań wypowiedzianych kiedyś przez Jezusa, które stać się mogą dla każdego z nas z lampą – przewodniczką przez najczarniejszą nawet noc. Oto one: „Ja jestem dobrym pasterzem. Znam owce moje. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki”. A więc: Jesteś w rękach Boga. A to są mocne ręce. I co najważniejsze, kochające.

    Ks. Ireneusz

  • Możliwość komentowania IV Niedziela Wielkanocna – DOBREGO PASTERZA została wyłączona
  • Skategoryzowany jako: Bez kategorii