Komu jak komu ale człowiekowi XXI wieku nie trzeba dopiero opisu Ewangelii, by dowiedział się, jakie to okropności czekają świat i ludzkość w dniu, w którym „moce niebios zostaną wstrząśnięte” i to, co wydawało się trwałe i bezpieczne nagle zacznie rozsypywać się jak skorupy rozbitego dzbana. Człowiekowi XXI wieku mówi o tym wystarczająco wyraźnie nauka. Współcześni fizycy, chemicy, biolodzy, różnego rodzaju specjaliści od analizowania rzeczywistości, grzebania w ziemi lub patrzenia w gwiazdy, wszyscy ci, do wczoraj jeszcze zwiastuni postępu i heroldowie optymizmu, coraz częściej przeobrażać się zaczynają w proroków ostrzegających świat przed zniszczeniem i zagładą. Jeśli te teorie, hipotezy, przepowiednie lub ściśle naukowe wnioski nie przyprawiają ludzi o zbiorowy obłęd, to świadczy to albo o bezmyślności, albo o odporności ludzkiej psychiki, która zdolna jest przyzwyczaić się do najgorszego. W każdym razie nikomu z tych, co opisują rzekomy koniec świata, nie przychodzi do głowy zapraszać nas do pogody, a już tym bardziej do optymizmu i radości. To tylko Jezus ma odwagę rzucić uczestnikom ostatecznej katastrofy to niepojęte zdanie: „A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupieniem”. Zdanie to, czytanie w pierwszą niedziele adwentu, u progu nowego Roku Kościelnego, urasta do miary hasła i programu. Chrześcijanin powinien wziąć je w swoje życie i jego treścią przemienić każdą, nawet tę najczarniejszą, nawet tę huczącą gromami ostatecznej katastrofy noc. Ma zaś prawo to uczynić dlatego, ponieważ w chmurzącą się przed nim przyszłość wchodzi nie sam, ale z Jezusem. Chrześcijanin nie boi się tego przyjścia. Kto wierzy w Jezusa, kto Mu zaufał, kto zjednoczony jest z Nim miłością, ten już teraz, w czasie swojego ziemskiego życia, wyrastać zaczyna jak On, ponad to, co zmienne, przygodne, podlegające zniszczeniu i śmierci. Nawet przez najgorszy chaos pójdzie bezpiecznie ku obietnicy danej człowiekowi przez Boga. Ludzka głupota, przemoc zbrodniarzy lub tragiczny los mogą wprawdzie odebrać mu wszystko, co ma. Nie zabiorą wszakże najważniejszego: tego, kim jest.

Ks. Ireneusz