Barwna opowieść dzisiejszej Ewangelii, przedstawiająca nam kuszenie Jezusa, nie musi być brana zbyt dosłownie. Jak na innych swoich kartach, taki i tu Biblia nie ma zamiaru zaspakajania naszej czysto ludzkiej ciekawości. Chce nas natomiast uczulić na zbawczą treść zdarzenia, które miało miejsce zaraz po chrzcie Jezusa w Jordanie. A zdarzenie to, jest rzeczywiście szokujące. Bóg zaczepiony zostaje przez złego ducha. Tak, ale jest to Bóg wcielony, które dla nas stał się człowiekiem. Przyjmując ludzkie ciało, Jezus wziął na siebie nie tylko wszystkie ograniczenia nędzę tego ciała, ale także i te smutne przygody, które dla nas są chlebem codziennym i którym niestety tak często nie umiemy sprostać – to pokusy i próby. Wziął je Jezus zaś po to, by przykładem swoim nauczyć nas, jakie zwyciężać. Trzykrotnie podchodzi kusiciel do Najświętszego. To trzykrotne, symbolizuje trzy najbardziej poważne zagrożenia, które wciąż od nowa podciąć próbują u samych korzeni całe nasze chrześcijańskie powołanie. Są to: pokusa życia łatwego, pokusa taniej popularności i pokusa fałszywego wyboru służby. Pozwalając przystąpić do siebie kusicielowi, Jezus chciał nas pouczyć, że i my także na naszej drodze do Boga napotkamy pokusy. Przyjść one mogą w najprzeróżniejszej postaci, bo diabeł lubi przebrania. Chrześcijaństwo nie uwalnia nas od prób. Owszem, mnoży te próby. Nie trzeba jednak tracić nadziei. Kto idzie za Jezusem, zwycięży kusiciela, jak On go zwyciężył.

Ks. Ireneusz