Nie będziemy się dziś zajmować Tomaszem. Wystarczy nam, co powiedział o nim Ewangelia. Skupimy natomiast uwagę na gromadce uczniów, o których Jan mówi, że z obawy przed Żydami zamknęli się w jakimś mieszkaniu, niewykluczone, że w Wieczerniku. Jest schyłek dnia zmartwychwstania. Uczniowie zabarykadowali drzwi, ponieważ czują się zagrożeni. Nikt nie powiedział, że gniew starszyzny, wyładowany na Jezusie, nie sięgnie po nowe jeszcze ofiary. Prześladowcy nie lubią pozostawiać na wolności zwolenników skazanego. Tym bardziej dziś liczyć się można z represjami, gdy rozeszły się już pierwsze pogłoski o zmartwychwstaniu Jezusa, i gdy Żydzi gorączkowo wmawiają Piłatowi, że to właśnie uczniowie wykradli ciało Zabitego. Pokolenie które przeżyło okupację, dobrze zna te zasłonięte okna, zaryglowane drzwi, to trwożliwe sprawdzanie, kto też przypadkiem puka do bramy. Oczywiście każdy z tych zamkniętych w jerozolimskim domu mężczyzn wie, że siepacze, jeżeli zechcą, znajdą ich także i tutaj i zaaresztują. Ale zawsze to co innego, niż być wziętym z łapanki ulicznej, nieoczekiwanie, bez możliwości pożegnania się ze swoimi. Zamykają się więc uczniowie, ponieważ boją się o siebie samych. Instynktownie czują, że nie dorośli jeszcze do stawiania czoła wrogim ludziom. Wyjść na zewnątrz, to dać świadectwo o Jezusie. Przyznać się do Niego. Stanąć w Jego obronie. Czy są do tego zdolni? Ostatnie dni ukazał im namacalnie własną słabość. Choć od tamtych zdarzeń upłynęły prawie trzy dni, uczniowie nie przyszli jeszcze do siebie. Jeszcze nie odzyskali wiary w Tamtego, który odszedł, i wiary w siebie. Lepiej więc, że są tutaj, za zamkniętymi drzwiami, względnie bezpieczni, a przede wszystkim znowu razem, w gromadzie, złączeni i zrównani wspólnym wstydem, ale i bogaci wspólną nadzieją. Jak to dobrze, że są jeszcze na świecie miejsca, do których można uciec w chwili próby. Gdzie odgrodzenie pozwala bezpiecznie odetchnąć, a odnalezione na nowo braterstwo i wspólnota ratują przed rozpaczą i samotnością. Czy znasz takie miejsca ucieczki? Miejscem ucieczki dla wierzącego w pewnych trudnych momentach jego życia może stać się ten kościół przez małe „k”, czyli świątynia, a w niej cisza, powaga, czas na refleksję, osobista modlitwa, konfesjonał, Eucharystia. Jeszcze skuteczniej niż przygodne odwiedziny kościoła pomaga dłuższe odosobnienie w jakimś domu rekolekcyjnym.

Ks. Ireneusz