Cokolwiek Pan Jezus czynił na tej ziemi, zawsze miał w tym jasno określony cel. Na drugą Niedzielę Wielkiego Postu przypada Ewangelia, kiedy to Jezus spośród dwunastu, trzech apostołów zabrał na Górę Tabor. I miał w tym jasno określony cel. Jezus wiedział, że już za kilka dni apostołowie i Jego uczniowie przeżyją straszliwy szok, On zostanie aresztowany, skatowany, skazany na śmierć, zabity. On, który jednym słowem uciszył wzburzone jezioro. On, który niewidomym przywracał wzrok, głuchym słuch, na oczach apostołów wskrzesił młodzieńca, którego już transportowano na cmentarz. Ten wszechmocny Syn Boży Jezus Chrystus będzie związany, będzie ubiczowany i skona na krzyżu wśród łotrów. Żeby apostołowie nie zwątpili i nie załamali się w wierze, Jezus ich bierze na Górę Tabor: Piotra, Jana i Jakuba. Na ich oczach przemienia się, ukazuje im rąbek nieba. Chciał ich przez to zahartować na to, co ma przyjść. A po wtóre, Jezus ukazał im Eliasza i Mojżesza, dwóch wielkich przywódców narodu żydowskiego w szczęśliwości wiecznej, jakby chciał powiedzieć Piotrowi, Jakubowi i Janowi: pamiętajcie, że gdy wytrwacie przy Mnie do śmierci, czeka was to samo, co spotkało Eliasza i Mojżesza. I to były te dwa cele, które przyświecały Chrystusowi, gdy ich prowadził na Górę Tabor. Przeżywamy drugą Niedzielę Wielkiego Postu, i każda niedziela ma swój cel i sens. Z jednej strony chcemy się przygotować na to piękne Święto Zmartwychwstania Pańskiego, bo wierząc w zmartwychwstanie, my się powoli przygotowujemy do naszego zmartwychwstania. Ale jednocześnie, my się musimy każdego dnia wewnętrznie przeobrażać na lepsze. Pan Bóg w nas szanuję wolną wolę i nikogo z nas na siłę nie zmieni w dobrego. Dlatego zawsze mówimy o współpracy człowieka z łaską Bożą. Jeżeli my się oprzemy, to Pan Bóg na siłę dobrego i świętego z nas nie uczyni. Bo jest to tajemnica Bożej łaski i wolnej woli człowieka.

Ks. Ireneusz