W niedzielę pachnącą wybornym winem z Kany Galilejskiej, o którym z takim znawstwem pisze Jan Ewangelista, stajemy trochę rozczarowani przed Jezusem. Panie, czy od takiego cudu wypadało zaczynać swoją wielką misję Mesjasza? Wskrzeszenie umarłego, uzdrowienie obsypanego trądem nędzarza, przywrócenie wzroku ślepemu – to byłoby coś! Ale produkcja wina? Do gospodarza wesela należało zadbać o to, by goście mieli co pić. Zresztą wypili już dosyć. Wesele nie zaczęło się przecież dopiero przed godziną. Dlaczego litościwe serce wielkiego Gościa zainteresowało się akurat takim banalnym szczegółem, gdy tymczasem w około tyle było na świecie nędzy, tyle rozpaczy, tyle chorób, tyle najstraszniejszych, wołających do nieba o ratunek nieszczęść. Nie mam rozumieć drogi Boże. I nie nam żądać od Jezusa, żeby się tłumaczył ze swoich czynów. Ale na pewno nie zaszkodzi, jeżeli w duchu pokory zatrzymamy się na chwilę przy odczytanej dopiero co historii cudu w Kanie Galilejskiej i spragnionymi prawdy ustami skosztujemy tego wina. Najbardziej rzucającą się w oczy prawdą, to prawda o wszechmocy Jezusa. Cud w Kanie, to pierwszy znak Jego przeogromnej potęgi. Potęgi, z którą dotąd nie spotkał się nikt. Pamiętajmy, że Jezus dopiero rozpoczyna swoją publiczną działalność. Dla otoczenia jest zwyczajnym człowiekiem, synem cieśli z Nazaretu. Dla nowożeńców z Kany jest być może którymś tam z dalekich krewnych. Nawet uczniowie nie przeczuwają, z kim to związali swoje życie. I w takich to okolicznościach Jezus przemienia wodę w wino. Dużo wody, w dobre wino. Robi to całkiem zwyczajnie, jakby od niechcenia. Kilka pospolitych słów i woda przestaje być wodą, a staje się tak wybornym trunkiem, że gospodarz wesela, znawca win, skosztowawszy podany sobie napój, robi panu młodemu wymówki, że taki specjał krył przed gośćmi aż do tej pory. Uczniowie są zdumieni. Kim jest Ten, kto ma aż taką władzę nad materią? Mówi ewangelista, że Jezus objawił w Kanie swoją chwałę. Owocem tej epifanii była wiara świadków cudu: „I uwierzyli w Niego Jego uczniowie”. Zapewne nie oni sami. Na tę odpowiedź wiary ze strony człowieka czekać będzie Jezus przy każdym ze swoich cudów. Szczęśliwi, którzy odpowiadają na to odkrycie tak, jak tamci pierwsi z Kany, a więc wiarą. O nią to przede wszystkim Cudotwórcy chodzi.

Ks. Ireneusz