Wysłańcy, zwiastuni, heroldowie mają zazwyczaj bardzo trudne zadanie do wykonania. Z jednej strony ukazać oni muszą możliwie w najlepszym świetle tego „nadchodzącego”. Do namalowania takiego portretu, potrzebne są stonowane kolory i delikatne dotknięcie pędzla. Z drugiej strony zadaniem posłańca jest otwarcie zamkniętych dotąd dla tego „przychodzącego” – drzwi. Co zrobić, gdy nie otwierają się one pomimo próśb i najwspanialszych walorów tego, który idzie? Jan Chrzciciel jest człowiekiem mocnym, wychowała go pustynia i samotność. Tacy nie rozdzielają włosa na czworo, nie bawią się w subtelność i pieszczotliwość, zamiast długo szukać klucza do bramy, która nie chce się otworzyć, wyważają po prostu tę bramę. Twarde są kazania Jana Chrzciciela. Trzeba opowiedzieć się za lub przeciw. Ten, który idzie zacznie od przeprowadzenia na świecie sądu, oddzieli pszenicę od plew, pszenicę zgromadzi w spichlerzu, a plewy spali ogniem nieugaszonym. Drzewo nie przynoszące owocu – wytnie i wrzuci do pieca. Trzeba więc dobrze rozważyć, gdzie stanąć i to zaraz, bo siekiera sprawiedliwej pomsty jest już przyłożona do korzenia. Kazanie Jana Chrzciciela budzą zainteresowanie i zyskują rozgłos. Ludzie są skruszeni i pełni dobrych chęci, bo ci ludzie chcieliby dobrze żyć. Przychodzą więc do Jana i pytają, co mają czynić? Ludziom pytającym, co mają czynić, Jan nie nakazuje ani porzucenia pełnienia dotychczasowego zawodu, ani radykalnej zmiany trybu życia, nie zaleca żadnych pokutnych pielgrzymek do Jerozolimy, ani zadośćuczynienia ofiarom grzechu. Żadnych długich modłów, czy uciążliwych postów. Zaleca natomiast sprawiedliwości i miłosierdzie. Sprawiedliwość tym, którzy dotąd grzeszyli niesprawiedliwością, którzy krzywdzili drugich i zagarnęli nie swoje, a miłosierdzie zaleca wszystkim ludziom. W trzecią niedzielę adwentu warto spojrzeć na samego siebie, warto sobie postawić tamto pytanie znad Jordanu: co mam czynić? Jak żyć, by to życie było drogą ku spotkaniu z tamtym Nadchodzącym? Jeżeli od celnika i pogańskiego żołdaka wymagano sprawiedliwości, to postawa taka cechować powinna tym bardziej ucznia Chrystusa. Jest to bowiem fundament wszystkich cnót moralnych, żąda ona: oddaj każdemu co mu się należy! Każdemu, to znaczy i Bogu i człowiekowi. Bogu daj przysługujące Mu część i posłuszeństwo. Twojemu bratu – człowiekowi, daj poszanowanie jego godności i praw. W parze ze sprawiedliwością powinno iść miłosierdzie. Zapytaj dziś serce o konkretny program swego chrześcijańskiego „jutra”. Bo miłość, to nie tylko wewnętrzne nastawienie, piękne uczucia i górne słowa. Miłość, to przede wszystkim czyn. Niech mi więc moje własne serce powie: komu trzeba przebaczyć, z kim się pojednać, do kogo podejść z zaufaniem, czyją biedę wspomóc?

Ks. Ireneusz