Oczekiwanie.

Pierwsi chrześcijanie byli przekonani, że bliski będzie koniec i szybko spotkają się z Nauczycielem w Jego Królestwie. Wielu czekało, jakby to miało nadejść lada dzień. Nie myśleli o jutrze, nie martwili się o przyszłość. Bo, po co. Pan przyjdzie i zabierze ich do siebie. Apostołowie musieli upominać i przypominać, że Pan nie podał daty, nie określił czasu swojego przyjścia. Chrystus przez śmierć  i zmartwychwstanie ofiarował się Bogu Ojcu za zbawienie świata i jak zapowiadał, przyjdzie niebawem. Śmiercią męczeńską odchodzili kolejni Apostołowie, więc już nie ma na co czekać. W krótkim czasie Pan przyjdzie! Prawda była inna. Zbawienie nastało i trzeba je realizować tu i teraz. Bo to Bóg działa teraz w nas. Uświadamiają nam już teraz roraty – Msza św. „maryjna”. Z Maryją czekamy, Ona brzemienna, oczekuje nosząc Jezusa pod sercem. W Maryi jest i zarazem w Niej Jego – Jezusa czas nadchodzi. Przyjdzie w pokorze ludzkiego narodzenia, w ludzkim ciele, nędznej szopie. Ten czas oczekiwania stanowi tajemnicę Boga przychodzącego do każdego człowieka.  Mamy czuwać i nie ulegać pokusie, że to będzie jutro, bo już mi się nie chce i jestem zmęczony. Mamy czuwać, bo nikt inny za nas tego nie zrobi. To czuwanie dotyczy mnie, niezależnie od wieku i stanu zdrowia. Takiego czuwania uczy nas Jezus od pustyni, gdzie kusiciel próbował wielokrotnie Go zwieść, do agonii na krzyżu, którą pokonał miłością do Ojca za nasze grzechy. Czujność jest gotowością czystego serca, które trwa na modlitwie, w nadziei spotkania nadchodzącego Boga. Ta czujność to nie przygotowanie mieszkania na święta, to nie zakupy. To pojednanie z Bogiem w sakramencie spowiedzi. „Przyjdę jak złodziej, i nie poznasz, o której godzinie przyjdę do ciebie”. (Ap 3,3).

Ks. Henryk