Zapraszam nas dzisiejsza niedziela do przeżycia, wraz z apostołami, wielkanocnego spotkania ze zmartwychwstałym Chrystusem. Spotkanie jest niezapowiedziane, niezaplanowane, a dla zebranej w Wieczerniku gromadki uczniów, wręcz szokujące. Ich pierwszym odruchem na widok zjawiającego się Pana jest przerażenie. „Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha”. Wprawdzie w ciągu ostatnich godzin Wieczernik wypełniać zaczęły spłoszone ptaki przedziwnych wieści. Podobno Jezus żyje! Wiedziały Go Magdalena i kilka innych niewiast. Widział Go Szymon Piotr. Wiedziało dwóch uczniów idących do Emaus. Ci ostatni wrócili właśnie stamtąd. Siedzę teraz za stołem i opowiadają, co ich spotkało w drodze i jak poznali Pana przy łamaniu chleba. Ale zmęczonych serc nie opuściło jeszcze zwątpieniem. Jak trudno jest nieraz uwierzyć w szczęściu! I wtedy do nich przyszedł. Nie pukał, nie otwierał zaryglowanych drzwi. Stanął po prostu przed nimi powiedział: „szalom – alejchem” ! Pokój wam !… Czemu jesteście zmieszani? Dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Nie myślmy, że rzucili się ku Niemu, nieprzytomni ze szczęścia, by Go objęć i powitać. Niełatwo namówić do wiary tych, którzy przestali wierzyć. Jezus podejmuje więc różne zabiegi, by ożywić to, co umarło. Apeluje do poczucia rzeczywistości u swoich uczniów: Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem… Dotknijcie mnie… Macie to coś do jedzenia? Potem sięga do argumentów biblijnych. Oświecił ich umysły, by rozumieli trudne teksty o Mesjaszu, o którym dawno zapowiedziano, że będzie wprawdzie musiał cierpieć i umrzeć, ale dnia trzeciego zmartwychwstanie. Powracający spoza grobu Jezus mówi im dzisiaj, że Jego śmierć nie była żadnym końcem, żadną przegraną. Była koniecznym, zaplanowanym przez Boga etapem, który Mesjasz przejść musiał i przeszedł, a przeszedł go za nich i dla nich, by właśnie ich nie pochłonęła wieczna śmierć.

Ks. Ireneusz