Różne drogi prowadzą do Chrystusa. Samarytanka spotkała Go przypadkowo przy studni Jakuba. Jak co dzień, szła po wodę. To spotkanie wywarło na niej niesamowite wrażenie i to z kilku powodów. Chrystus pierwszy zaczyna z nią rozmawiać, chociaż Żydzi nie utrzymywali kontaktów towarzyskich z Samarytanami, uważając ich za gorszy gatunek ludzi. Po wtóre, rozmowa z Chrystusem jest pełna taktu i delikatności, chociaż ona ma już szóstego męża i wie dokładnie, jakimi epitetami określają ją ludzie. Wreszcie Chrystus daje do zrozumienia, że zna dokładnie całą jej przeszłość: miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To był decydujący argument, który ją przekonał, że Ten, który z nią rozmawia, jest Mesjaszem. Mimo głębokiego upadku moralnego, zachowała zmysł religijny i tęsknotę za Bogiem. Nie tylko uwierzyła w Chrystusa, ale stała się Jego żarliwą apostołką. Zostawiła dzban swój, pobiegła do miasta i mówiła napotkanym ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam. I wielu Samarytan uwierzyło w Chrystusa dzięki słowom tej kobiety. Na ich prośbę pozostał tam przez dwa dni i o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo. Studnia Jakubowa była miejscem zwrotnym w życiu Samarytanki. Tu spotkała Chrystusa i stała się zupełnie inną kobietą. A przecież przyznanie się do błędu i porażki życiowej nigdy nie jest łatwe i nikomu nie sprawia przyjemności. Jakże łatwo mogła się poczuć obrażoną i odburknąć: cóż to, kogo obchodzi, co ja robię, i z kim aktualnie żyję? To moja sprawa, robię to, na co mam ochotę i wara od mojego prywatnego życia. Samarytanka wie, że Chrystusa widzi po raz pierwszy w życiu i tylko Bóg może znać tak dokładnie tajniki jej serca i sumienia. To wystarczyłoby uwierzyć. Każdy w życiu ma taką „studnię Jakuba”, gdzie Chrystus czeka właśnie na niego, aby otworzyć mu oczy na wiele spraw ważnych i koniecznych, których do tej pory nie dostrzegał. Tylko od człowieka zależy, czy nie zmarnuje takiej szansy i daru Bożego.

Ks. Ireneusz