Jednym z większych niebezpieczeństw, jakie tu na ziemi grozić mogą chrześcijaninowi, to przekonanie, że już jest zbawiony. Wierzę przecież w Boga. Dzięki tej wierze otrzymuje usprawiedliwienie. Staje się nie tylko duchowym synem Abrahama, ojca wierzących, ale i dzieckiem Boga. Moją wiarę przypieczętował kiedyś chrzest. Powiedział przecież Chrystus: kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony! Czyż mogą wątpić w osiągnięcie życia wiecznego ci, do których powiedziano w Ewangelii, że imiona ich zapisane są w niebie, że mają tam Ojca, który ich kocha i który przygotował im u siebie mieszkanie? Cała Dobra Nowina rozbrzmiewa optymizmem, nadzieją, co więcej – pewnością zbawienia. Wszystkie te uspokajające twierdzenia, oparte przecież w jakim sensie na Piśmie świętym mogą u chrześcijanina zrodzić przekonanie, że w zasadzie sprawa jego wiecznego zbawienia została już przez odgórne czynniki pozytywnie załatwiona, że ma on już paszport do nieba i że tego paszportu nikt mu nie odbierze. Dla wszystkich, co tak uformowali sobie sumienie, Ewangelia dzisiejsza będzie prawdziwym szokiem. Nie kto inny bowiem, ale sam Chrystus zwraca się tu do swoich słuchaczy z naglący wezwaniem do poprawy życia. Okazją do tego apelu o nawrócenie są dwa przykre wydarzenia jakie niedawno miały miejsce w Jerozolimie. Namiestnik rzymski, Piłat, kazał tu wymordować kilku Galilejczyków, w chwili, gdy składali ofiary w świątyni. Zawaliła się też wieża miejska w pobliżu uczęszczanej sadzawki Siloe i zabiła 18 ludzi. Słuchacze Jezusa rozumują według utartego schematu myślowego: Bóg ochrania sprawiedliwych, a karze grzeszników. Jeżeli spotkało kogoś nieszczęście, to znaczy, że zgrzeszył. Przychodzą więc zapytać swojego Mistrza, za jakie to zbrodnie spadła na nieszczęśników aż tak surowa kara? I tu zaskoczenie! Zamiast uspokoić ciekawość pytających, Jezus zwraca się wprost do nich i mówi bez ogródek: ci, co zginęli, nie byli wcale większymi grzesznikami od was. Na was też spadnie kara, jeżeli się nie nawrócicie. Możemy sobie wyobrazić zdumienie i przerażenie tych ludzi, którzy do tej pory uważali się za uczciwych, pobożnych, a którzy nagle dowiadują się z ust najbardziej kompetentnych, że są grzesznikami, potrzebującymi nawrócenia. Jezus jednak nie prostuje swojej wypowiedzi, ani jej nie łagodzi. Co więcej, przypowieścią o nie przynoszącej owoców fidze, którą czeka wycięcie i spalenie, potwierdza jeszcze dobitniej to, co powiedział.

Ks. Ireneusz