Choć to czwarta niedziela adwentu to jednak będzie już świątecznie czyli „Bożonarodzeniowo”. Nie trzeba być od razu uczonym w Piśmie, ani obwieszonym dyplomami teologiem, by odpowiedzieć sobie na pytanie: w jakim to celu Jezus przyszedł na naszą niegościnną ziemię? Kto ma pod tym względem jakieś wątpliwości, niech zaglądnie do tekstu czytanej nocą, w Pasterkę Ewangelii Łukasza. Wśród wielu słów, pada tam jedno zdanie, że z miejsca ustawia nasz problem we właściwych ramach. Przekreśla ono bez reszty sentymentalne mrzonki niektórych pisarzy, którzy sądzili, że to urok naszej ziemi, fascynacja żyjącymi na niej ludźmi skusiły Boga do złożenia wizyty swojemu stworzeniu. Podobnie jak bogatego amerykańskiego turystę, kusi od czasu do czasu zobaczenia egzotycznych tubylców w lasach Nowej Zelandii lub pospacerowanie sobie boso, po ciepłych plażach Tahiti. To dopiero mieszczucha kusi! Zapisane przez Łukasza zdanie wypowiada anioł do pasterzy na polach Betlejem: „Nie bójcie się! Oto zwiastuje wam radość wielką… Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel”. Co w przekazie Łukasza jest najważniejsze? Jedno słowo – „Zbawiciel”. Słowo to słyszeliśmy już tysiąc razy i może właśnie dlatego, nie mówi już ono do nas nic. Spowszedniało! Wyblakło! Pomimo to w jego gołębi pulsuje nadal ta sama uszczęśliwiająca człowieka treść. Zbawić kogoś, to znaczy uratować go. Wyrażenie to, omal nieużywane poza językiem Kościoła nie kojarzy się nam z jakimś konkretnym działaniem. Dajmy mu jednak współczesne brzmienie, a ożyje. Widocznie nie za wesoło było ze światem, skoro musiał mu przybyć na pomoc aż taki Ratownik. Dopóki okręt płynie bezpiecznie po morzu, nigdy nie wysyła w eter alarmującego wezwania S.O.S! Jeżeli jednak, stojące na redzie ratownicze statki podnoszą w środku nocy kotwice i idą w morze, to znaczy, że tam gdzieś ktoś tonie. I w domu także, w którym odbywa się wesołe rodzinne spotkanie nikomu nie przychodzi do głowy chwytać za słuchawkę telefonu i dzwonić do straży pożarnej czy pogotowia ratunkowego, prosząc o przybycie. Gdy nagle usłyszymy na ulicy wycie syren ratowniczych wozów, wiem, że w pobliżu dzieje się coś bardzo niedobrego. W takim właśnie kontekście konieczności udzielenia świata natychmiastowej pomocy, anioł w Betlejem przedstawia pasterzom narodziny Jezusa. U nas „ratować”, to najczęściej doskoczyć z doraźną pomocą w momencie, w którym najgorzej. Potem odchodzimy. Boże Narodzenie nie mogło być wyłącznie jednorazowym faktem. Niebieski ratownik musiał tu już pozostać i rzeczywiście pozostał na zawsze!

Ks. Ireneusz