Przypowieść o pasterzu i owcach sprawia dzisiejszemu człowiekowi poważne trudności. Jeśli mieszkasz w mieście i nie masz kontaktów ze wsią, nie rozumiesz panujących tam zwyczajów, a biblijny obraz nic ci mu nie mówi. Poza tym, niejeden człowiek jest przeczulony na punkcie swojej godności, to też rola biernej owieczki mu zupełnie nie odpowiada. On lubi podkreślać swoją niezależność i chodzić własnymi drogami. Nie należy więc dziwić się trudnościom w zrozumieniu tej przypowieści. Nawet słuchacze Jezusa mieli z tym kłopoty: „Lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił”. Trzeba znać ówczesne realia, żeby dostrzec piękno tego obrazu. Owce idą za głosem swojego Pasterza. Owczarnia była dużą przestrzenią otoczoną murem z kamienia. W tym murze był jeden wąski otwór – brama, przez którą owce mogły wchodzić i wychodzić. Mur stanowił zabezpieczenie przed wilkami i złodziejami, a ponadto jeden człowiek tak zwany odźwierny czuwał przez całą noc. Gdy pasterz przychodził rano po swoje stado, wołał owieczki po imieniu, a one wychodziły przez bramę i szły za nim. Ktoś opisał swoje wrażenia z pobytu w Palestynie. Był świadkiem, jak pasterze poili w jednym źródle swoje owieczki. Turysta zastanawiał się, w jaki sposób pasterze rozpoznają swoje owieczki. Kiedy owieczki zaspokoiły swoje pragnienie, pasterze po kolei wołali: „menach” (chodźcie za mną). Owce znały głos swojego pana i ruszyły za nim. Turysta zapytał z ciekawości, czy one poszłyby za nim. „Proszę spróbować” – padła odpowiedź. Wówczas turysta zdjął swój płaszcz, ubrał się w strój pasterza, na głowę założył turban, do ręki wziął laskę i zawołał: „menach”, ale żadna owieczka nie poszła za nim.

Ks. Ireneusz