Któregoś dnia, w szeregu czekających na chrzest grzeszników, staje Jezus. Stanął nie w rzędzie takich, którzy wychodzili już z wody oczyszczeni. Ale stanął wśród czekających na obmycie. Najświętszy – w gromadzie obarczonych grzechami ludzi. Zaszokowało to samego Jana Chrzciciela. „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?!” – mówi zdziwiony do Jezusa. Ale Jezus wie, co robi. Wśród grzeszników ustawił się On już dawno. Już wtedy, gdy przyjmując ludzką naturę i rodząc się z ziemskiej matki, stał się jednym z nas. Nie wstydzi się tego towarzystwa. Nie będzie się wstydził nigdy. Już wkrótce nazwą Go przyjacielem grzeszników. Ten Jezus, na którego Pan zwalił winy nas wszystkich – jak to już przed wiekami pisał o nim Izajasz – wchodzi teraz w wodę Jordanu. Nie oczyszczą Go te wody, bo i z czego? Nie obmyją z win, bo ich nie ma. Ale też nie spłuczą z Jezusa naszych grzechów, które On zastępczo wziął na siebie i którymi obciążony wchodzi teraz w świętą rzekę Jordan. Z wód Jordanu wyjdzie już nie tylko ktoś, kto dobrowolnie współuczestniczy w ludzkiej nędzy. Wyjdzie Ten, kto człowieka z jego win wybawi. Wykrzyczy zaraz tę nowinę Jan Chrzciciel swoim uczniom: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Oczekiwany od tylu lat Mesjasz rozpoczął swoją wielką misję zbawienia. Dla udręczonego grzechem człowieka jest to chwila radosna. Dla Mesjasza, to początek trudnej drogi, której etapem będzie krzyż na Golgocie i grób w ogrodzie Józefa z Arymatei. Mateusz, Marek i Łukasz piszą w swoich Ewangeliach o otwierającym się na chwilę niebie. Spełniona została błagalna modlitwa Izajasza: „Abyś rozdarł niebiosa i zstąpił”. Nad jednym z synów ludzkich otwiera się dzisiaj niebo, to niebo, które dla Niego, jako Boga, zawsze stoi otworem. W Nim rozwiera się ono i dla nas. Odtąd odległe, przestaje być odległym. Nieosiągalne jest już do zdobycia. Dopiero teraz Paweł będzie mógł napisać do Koryntian: „Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga… wiecznie trwałe w niebie”. Wszystko to jednak o tyle tylko jest nasze, o ile utrzymamy ścisłą łączność z Tym, nad którym dziś, nad Jordanem, rozwarło się niebo.

Ks. Ireneusz