Cóż to za niewdzięczne zadanie, przemalowywać pełen blasku i kolorów obraz, jaki ludzie mają o mnie, na barwy coraz bardziej stonowane, szare, a nawet zgaszone! Przecież rośniemy, by kwitnąć i owocować a nie, by więdnąć w zapomnieniu i pustce. Toteż dziwimy się, że taką właśnie drogę: nie w górę, ale w dół, wybrał dla swojego życia Jezus. Jej symbolicznym odbiciem i jakby skrótem jest świętowana dziś liturgia niedzieli Palmowej. Rozpoczyna ją hosanna, radosny śpiew i pochód z palmami, których gałązki oznaczają zwycięstwo. Ale już za chwilę pada od ołtarza brutalny w swoim realizmie opis męki i śmierci Chrystusa. Tak było i w historycznym pierwowzorze dzisiejszego święta, tam, na ulicach Jerozolimy, dwadzieścia wieków temu. Człowiek, z którego osobą wiązane tyle nadziei, człowiek witany przez stolicę okrzykami entuzjazmu jako z dawna oczekiwany król Izraela, zostaje w ciągu paru zaledwie dni – w tym samym mieście, które wczoraj słało Mu szaty pod nogi – aresztowany, zasądzony i jako zbrodniarz powieszony na krzyżu. Cóż za fatalny splot okoliczności – pomyśli może niejeden. Czegóż to nie potrafią dokonać zawiść i intrygi! Otóż nie tak! Żaden nieszczęśliwy wypadek, żadne zbrodnicze knowania złych ludzi, żaden fałszywy krok ze strony nieszczęśliwego! W czasie ostatniej wieczerzy Jezus powie uczniom: „…Syn Człowieczy odchodzi według tego, jak jest postanowione”. A postanowione zostały o Nim rzeczy nie mieszczące się w głowie. Przede wszystkim, że będąc Bogiem, stanie się człowiekiem. Co za niewyobrażalna degradacja! Będzie to człowiek ani najbogatszy, ani najpotężniejszy, ani obwieszony uniwersyteckimi dyplomami. Z życia, które Mu dane, zbierze nie śmietankę, ale to, co najcięższe i najbardziej upokarzające. Powie o Nim Paweł: „Ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi… Uniżył się i stał się posłusznym aż do śmierci, a była to śmierć krzyżowa”. Gdyby tego rodzaju życie było dla Jezusa wynikiem nieszczęśliwego fatum, gdyby narzuciła Mu je złość i perfidia ludzka, uznać by to trzeba za nieszczęście, owszem, za tragedię. Powiedzielibyśmy: Cóż, widocznie pisane Mu było, że pójdzie na dno. Wiemy jednak, że taki właśnie, a nie inny los wybrał dla siebie sam Jezus. Ofiarowany jest – bo sam chciał. Cóż jednak mogło być motywem aż tak dziwnego „chcenia”. Biblia nie zostawia pod tym względem żadnych wątpliwości. Jezus zdecydował się zejść aż na samo dno upokorzenia z miłości do człowieka.

Ks. Ireneusz