„A Pan Jezus jechał na oślicy ku swojej śmierci, radującą się ulicą”. To z Gołubiewa, ale i z Mateusza. Tego Mateusza, który dziś, w Niedzielę Palmową, pędzlem maczanym najprzód w słońcu, a potem w najgłębszym mroku, przybliżyć nam próbuje tajemnicę Jezusa, wchodzącą właśnie w swoje stadium najbardziej dramatyczne, ale i najbardziej zasadnicze i ważne. W tygodniu, który idzie, zderzą się z sobą, w rozstrzygającym boju, światło i mrok, prawda i kłamstwo, miłość i nienawiść, życie i śmierć, tajemnica zbawienia z tajemnicą nieprawości. Niedziela Palmowa jest jakby pierwszym krokiem w pełną kontrastów rzeczywistość Paschy, i jak tamta, składa się z mozaiki świateł i cieni. Gdyby nam, ludziom posiadającym wyczucie stylu i tego, co wypada, polecono stworzyć ramy do już stojącej w drzwiach Męki Pana, rozpoczęlibyśmy wszystko bardzo patetycznie i nastrojowo, wygaszając stopniowo światła i radośniejsze dźwięki, by każdym słowem i każdym gestem podkreślić ważność i jedyność chwili. A Jezus wsiada sobie zwyczajnie na pożyczonego osła i w gromadzie rozradowanych Galilejczyków wjeżdża, zalaną słońcem drogą, do miasta. Rozlegają się okrzyki: Hosanna! Powiewają gałęzie palm, co gorliwsi rzucają swoje szaty na drogę, jak to i u nas się robi, gdy czerwone chodniki słane są pod nogi wysiadających z samolotu dygnitarzy. Prawie wiosenny festyn. Do tego weselącego się pod bokiem Jezusa orszaku zaproszeni zostajemy przez liturgię Niedzieli Palmowej także i my. Nabożeństwo dzisiejsze rozpoczęto przecież od poświęcenia palm, od „Hosanna”. Nie róbmy zdziwionej miny. Trzeba, abyśmy się weselili. To nic, że za chwilę odczytywać nam zaczną od ołtarza, opis  męki i śmierci Chrystusa. To nic, że świeżą zieleń Niedzieli Palmowej zmrozi już za kilka dni chłód Wielkiego Piątku, a wołania „Hosanna” utoną w podyktowanym nienawiścią „ukrzyżuj!”. Pełną pogody i wiosennego słońca uwerturę do własnej śmierci napisał nie żaden pozbawiony wyczucia chwili kompozytor, nawet nie żaden z Ewangelistów. Napisał ją sam dla siebie i napisał ją dla nas, Jezus.

Ks. Ireneusz