Jan Chrzciciel przygotowywał ludzi na przyjście Mesjasza. Tłumy ludzi gromadziły się nad rzeką Jordan, a on wyjaśniał, w jaki sposób mają się przygotować na ten wielki dzień. Trzeba spełnić trzy warunki: przyjąć chrzest, wyznać swoje grzechy i czynić owoce pokuty. Dzień chrztu. Pełne głębokiej teologicznej treści zdarzenie nad Jordanem, skierować powinno naszą uwagę na pewien dzień, tym razem w naszym osobistym życiu. Nie trudno się domyślić, o jaki dzień chodzi. Dzień chrztu. Jeden z najważniejszych a przecież i jeden z najbardziej przez nas zapomnianych dni. Znamy na pamięć datę swoich urodzin, wiemy, kiedy obchodzimy imieniny, któż jednak z nas potrafiłby powiedzieć, w którym dniu został ochrzczony? Na wspomnienie tego dnia nie bije nam żywiej serc, nie obchodzimy jego rocznicy, nie składamy sobie z tej okazji życzeń. A przecież dzień chrztu był dla nas początkiem nowego, prawdziwego i bogatego życia. W ten dzień obmyto nas wodą: w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. To skromne, symboliczne obmycie, ale dokonane mocą otrzymanego od Chrystusa upoważnienia starło w nas ślad prastarej winy, obciążającej cały ród ludzki. Wczoraj jeszcze grzeszni i dalecy od Boga, dziś widzimy już otwarte nad sobą niebo i słyszymy głos Ojca, ten sam głos, co tam, nad Jordanem: Oto mój syn miły, w którym mam upodobanie. I nie jest to żadna pobożna przesada. Według nauki Apostoła Narodów chrzest przyobleka nas w Chrystusa, wszczepia w Niego, zanurza w Jego śmierci, ale też czyni uczestnikiem Jego zmartwychwstania. Bóg widzi w nas od chwili chrztu jakby odbicie własnego Syna. To też i na nas zsyła, jak kiedyś na Jezusa, swego Świętego Ducha, obietnicę i zadatek wszelkich innych dóbr.

Ks. Ireneusz